Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziemniaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziemniaki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 sierpnia 2014

Meksykańska zapiekanka z mięsem i ziemniakami

Moje trzy ostatnie wpisy to: tortkolejny tort i mus czekoladowy ;) Jak widać, same słodkości. Wszystko to dlatego, że ostatnimi czasy lato nas rozpieszczało, a ja starałam się nim nacieszyć, ile się tylko da :) Jednak kiedy temperatury za oknem sięgają lub nawet przekraczają 30 stopni, nikt mi nie wmówi, że włączenie kuchenki czy piekarnika już nic nie zmieni. Zmieni, bo to ja się będę nad nimi pochylać! Ale, ale... Ile tak można bez gotowania? Okazuje się, że wcale nie tak długo. Przynajmniej w moim przypadku ;) Dopadła mnie w końcu nieposkromiona chęć upichcenia czegoś bliżej nieokreślonego. Skorzystałam więc z niewielkiego ochłodzenia i uruchomiłam wyobraźnię oraz piekarnik. Dlaczego wyobraźnię? Ano dlatego, że naszło mnie na kuchnię meksykańską. Ostatnio wracałam myślami częściej niż zwykle do pewnej meksykańskiej knajpki, w której miałam przyjemność kilka razy jadać. Wiadoma sprawa - tacosy, enchilady, nachosy z salsą i guacamole, mmm... Rozmarzyłam się :) Oprócz tych wszystkich znanych nazw była tam też jedna potrawa, której nigdy wcześniej nie jadłam. Casserole. Kiedy zamówiłam to danie już jakiś czas temu, po powrocie do domu szybko je wygooglowałam i dowiedziałam się, że casserole to raczej pewien typ potrawy (danie jednogarnkowe, zapiekane później w piekarniku lub po prostu zapiekanka), a nie konkretne danie. No i klops... Wiedziałam wtedy jedynie jak ma to to wyglądać i jak smakować, ale przepis, oprócz spraw oczywistych, był dla mnie zgaduj-zgadulą. Poszukałam jednak, popatrzyłam, poprzeglądałam blogi i znalazłam coś, co miało potencjał! :D Skarbnicą dań meksykańskich jest pewien dobrze znany mi blog - Ale Meksyk! i właśnie tam znalazłam przepis, który wykorzystałam jako bazę dla mojego dania :) Dużo zmieniać nie musiałam, nie chciałam też przekombinować, jednak nie byłabym sobą, gdybym trochę nie powymyślała ;) Powstało coś na kształt zapiekanki farmerskiej, ale w klimacie meksykańskim. Nam smakowało! Zapraszam na przepis.

Zapiekanka meksykańska

3 duże lub 4 mniejsze porcje



Potrzebujemy:
  • 700 g ziemniaków (ważone już po obraniu)
  • 500 g mielonego mięsa - najlepiej wołowo-wieprzowego, ale na upartego i kurczak może być ;)
  • 1 cebulę
  • 1 puszkę kukurydzy
  • 500 g pomidorów
  • 3-4 ząbki czosnku
  • 1 papryczkę piri-piri (ja użyłam takiej z zalewy)
  • 2-3 łyżki kwaśnej śmietany 12-18%
  • przyprawy: sól i pieprz do smaku, oregano, suszony/granulowany czosnek, gałka muszkatołowa, 1/2 łyżeczki ziaren kolendry, 1/2 łyżeczki ziaren kminu rzymskiego
  • oliwę z oliwek (ja użyłam aromatyzowanej czosnkiem)

Ziemniaki obieramy, kroimy na równe kawałki, zalewamy wodą, solimy i gotujemy. W czasie gdy będą się gotowały, przygotowujemy mięso. Cebulę kroimy w drobną kostkę i podsmażamy na rozgrzanej łyżce oliwy. Kiedy się zeszkli, dodajemy mięso i dalej smażymy. Po ok. 10 min. dodajemy kukurydzę, posiekane ząbki czosnku oraz obrane ze skóry i pokrojone w kostkę pomidory. Całość doprawiamy solą, pieprzem, łyżeczką oregano i zmiażdżonymi w moździerzu ziarnami kolendry oraz kminu. Dusimy razem do odparowania większości soku z pomidorów i postania gęstego sosu.

Ugotowane ziemniaki dokładnie odcedzamy i ugniatamy ze śmietaną na gładkie puree. Dodajemy łyżeczkę oregano oraz granulowany czosnek i gałkę muszkatołową do smaku, mieszamy. Żaroodporne naczynie lub naczynia (ja użyłam 2 małych - jednoosobowych i jednego większego) delikatnie natłuszczamy. Układamy warstwę mięsno-warzywną, a następnie przykrywamy ją ziemniakami. Wierzch smarujemy odrobiną oliwy. Zapiekamy ok. 25 min. w 190 stopniach, do lekkiego zrumienienia. Podajemy od razu :)






Smacznego!

poniedziałek, 26 maja 2014

Kolejne roladki, tym razem z mięsa mielonego

Z okazji Dnia Matki, a przy okazji również moich imienin postanowiłam się zmobilizować i dodać nowy przepis. To kolejny pomysł na zdrowy, względnie dietetyczny obiad, którego przygotowanie nie powinno przysporzyć Wam żadnych problemów. Nam bardzo smakował i na pewno powtórzę to danie nie raz i nie dwa, a może pojawią się jakieś nowe warianty ;) Jeśli chcecie go wypróbować, to wystarczy tylko chwilka pracy, hop do piekarnika i danie gotowe. Żeby też wszystko było takie proste ;)

Roladki z mięsa mielonego z warzywami

(przepis na 12 niewielkich roladek)


Do przygotowania roladek będziemy potrzebować:
  • 0,5 kg mielonego mięsa z kurczaka/indyka
  • 4 łyżki bułki tartej
  • 1 jajko
  • 3-4 niewielkie ogórki konserwowe
  • 1/2 cukinii
  • 1/2 papryki
  • przyprawy: zioła prowansalskie (lub inne ulubione, np. majeranek lub tymianek), sól morska, świeżo mielony czarny pieprz
  • 1-2 łyżki oliwy z oliwek

Dodatkowo do roladek proponuję (porcja dla 2 osób):
  • 3-4 ziemniaki
  • ok. 25 dag pieczarek
  • przyprawy: sól morska, zioła (te same, których użyliśmy do mięsa)

Mięso mielone mieszamy z jajkiem, bułką tartą i przyprawami na jednolitą, dość zwięzłą masę, odstawiamy na czas krojenia warzyw do lodówki. Ogórki, paprykę i cukinię kroimy w zbliżonej długości grube słupki. Na płaskie powierzchni rozwijamy kawałek folii aluminiowej lub spożywczej i smarujemy go cienko oliwą. Łyżką nabieramy porcję mięsa, którą układamy na folii i forujemy w prostokąt o grubości ok. 0,5 cm, którego krótszy bok będzie ciut dłuższy od naszych warzywnych słupków. Przy jednym z jego krótszych boków układamy po kawałku każdego warzywa i ciasno zwijamy, pomagając sobie przy tym folią. Zaklejamy boki, by warzywa nie wystawały. Postępujemy tak aż do wykorzystania całego mięsa, w razie potrzeby ponownie natłuszczając folię. Zwinięte roladki układamy na wyłożonej papierem do pieczenia blasze i pieczemy w nagrzanym do 190 stopni C piekarniku przez ok. 35 min. W trakcie pieczenia można je raz odwrócić, by równomiernie się zrumieniły.


Ja roladki podałam z pieczonymi ziemniakami i pieczarkami. Ziemniaki pokroiłam wcześniej w ósemki, skropiłam oliwą, posypałam solą i ziołami, wymieszałam, ułożyłam na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, a następnie wstawiłam do piekarnika na 10 min. przed włożeniem roladek. Pieczarki natomiast opłukałam i lekko posoliłam, a później wstawiłam do piekarnika równocześnie z mięsem. Tym sposobem wszystko było gotowe o tej samej porze :) Serdecznie polecam taki sposób przygotowywania obiadu!

Może roladki nie wyglądają bardzo wykwintnie i elegancko,
ale za to są przepyszne :) Smacznego!

sobota, 25 stycznia 2014

Minizapiekanki z rybą i warzywami

Tak, tak. Mnie również to dopadło. Postanowiłam lepiej i zdrowiej się odżywiać. Zrezygnować z większości pustych kalorii na rzecz wartościowych produktów, czyli mówiąc krótko, oznacza to koniec śmieciowego jedzenia. Byłabym przeszczęśliwa, gdyby udało mi się już na stałe zmienić swoje żywieniowe nawyki, które obecnie nie są chyba takie znów najlepsze. Nie zamierzam jednak pozbawiać się przyjemności jedzenia. Co to, to nie. Nie przeżyłabym tego ;) A już na pewno długo bym tak nie wytrzymała. Dlatego moje posiłki muszą być nie tylko zdrowe, ale również smaczne. W związku z tym, że po Nowym Roku na blogu i na fb dostałam kilka próśb o dania nieco bardziej dietetyczne, nie pozostało mi nic innego, jak przedstawić Wam moje propozycje na lżejsze i trochę odchudzone posiłki. A więc... z nowym rokiem - lżejszym krokiem :) Kto jest ze mną?

Sola zapiekana z ziemniakami, cebulą i papryką

(przepis na dwie porcje)


Będziemy potrzebować:
  • 3-4 ziemniaki (w zależności od wielkości i apetytu)
  • 1 czerwoną paprykę
  • 1/2 cebuli
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 duże filety z soli (jeśli są małe to polecam 3, a nawet 4)
  • przyprawy: sól, świeżo mielony czarny pieprz, tymianek, słodką mieloną paprykę
  • ok. 2-3 łyżki oleju
  • trochę soku z cytryny

Jeden ząbek czosnku siekamy drobno. Rybę oprószamy solą, pieprzem, papryką oraz tymiankiem, skrapiamy sokiem z cytryny, nacieramy pokrojonym ząbkiem czosnku i odstawiamy do lodówki. W tym czasie cebulę kroimy w piórka i podsmażamy na 1 łyżce oleju, aż będzie szklista. Ziemniaki podgotowujemy chwilę w dobrze osolonej wodzie (nie gotujemy do miękkości!), odcedzamy i kroimy w plastry. Paprykę kroimy w paski. Foremki delikatnie natłuszczamy i układamy w nich najpierw jedną warstwę ziemniaków, które oprószamy papryką i tymiankiem, a następnie kolejną. Wierzchnią warstwę również posypujemy przyprawami. Na ziemniakach układamy filet ryby (jeśli się nie mieści w całości, to docinamy i dopasowujemy do formy tak, by stanowił całą jedną warstwę), a na nim kolejno cebulę i paprykę. Całość posypujemy tymiankiem i odrobiną soli, a także skrapiamy olejem. Na koniec wciskamy między warzywa zmiażdżony ząbek czosnku (po jednym na porcję). Zapiekamy w 180 stopniach najpierw pod przykryciem (lub w rękawie z folii aluminiowej) przez ok. 15 min., później foremki odkrywamy i pieczemy kolejne 15 min. Wyjmujemy z piekarnika i od razu podajemy. Uwaga gorące ;)

Widoczne na zdjęciach foremki,
to mój ulubiony łup z tegorocznych wyprzedaży.
Brakowało mi takich jednoosobowych, a te urzekły mnie kolorami i kształtem :)
Prawda, że urocze?
Smacznego!

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Coś na zimowe wieczory... Rozgrzewający gulasz

Ostatni rok, a właściwie ostatnie dwa lata były dla mnie przełomowe pod wieloma względami. Wydarzyło się tak wiele, że mnie samej wydaje się to niemałym szaleństwem. Wariackie przeprowadzki (w tym pierwsza z nich do innego miasta) i urządzanie od zera nowego mieszkania, to tylko niektóre ze zmian w moim życiu i to nie ostatnie. Moje życie wcale nie zwalnia tempa. Dlatego musicie mi wybaczyć tę nieobecność na blogu. Bardzo mi miło, że są osoby, które pytają, co się dzieje i proszą o dodawanie przepisów. To mnie niezwykle motywuje i, chociaż zwykle tego nie robię, to w tym roku coś sobie jednak postanowiłam. Moje postanowienie noworoczne dotyczy właśnie prowadzenia bloga i większej systematyczności w dodawaniu postów. Zobaczymy, jak to wyjdzie, ale mam nadzieję, że uda mi się w tym wytrwać. Trzymajcie kciuki! :) Skoro już słowo się rzekło, to i pora na przepis. I mimo, że pogoda za oknem bardziej przypomina wczesną jesień lub nawet wiosnę, to przepis z tych raczej zimowych. Pyszny i rozgrzewający...

Gulasz wołowy z karmelizowaną marchewką i miodem pitnym

(4 duże porcje)



Będziemy potrzebować:
  • 700 g wołowiny (łopatka lub antrykot)
  • 500 g cebuli
  • 300 g pieczarek
  • 2 marchewki (moje były spore i mogły ważyć ok. 350-400 g)
  • 3-4 ząbki czosnku
  • 100 ml miodu pitnego (u mnie trójniak)
  • przyprawy: 2 listki laurowe, 2 ziarna ziela angielskiego, 1,5 łyżeczki majeranku, sól, pieprz, 1-2 łyżeczki cukru
  • dodatkowo: olej i masło do smażenia, mąka do oprószenia mięsa i ewentualnego zagęszczenia sosu
  • do podania: 8 ziemniaków pokrojonych w kostkę i ugotowanych

Mięso myjemy, oczyszczamy i kroimy w kostkę o boku ok. 2-3 cm. Cebule oraz czosnek siekamy w drobną kosteczkę. W szerokim garnku lub rondlu o grubym dnie rozgrzewamy ok. 2 łyżki oleju. Każdy kawałek wołowiny dokładnie otaczamy w mące, a następnie wrzucamy na rozgrzany tłuszcz. (Dobrze jeśli nasze naczynie jest na tyle szerokie, że kawałki mięsa nie leżą jeden na drugim, a w jednej warstwie, bezpośrednio na dnie.) Mięso staramy się podsmażyć równomiernie. Tak, by każdy kawałeczek był obsmażony ze wszystkich stron. Jednocześnie nie smażymy mięsa zbyt długo, chwilka z każdej strony będzie w sam raz. Następnie do garnka wrzucamy posiekaną cebulę. Całość zalewamy miodem pitnym, mieszamy i smażymy razem, aż płyn odparuje.  Dolewamy wodę, wystarczy ok. 2 cm powyżej poziomu mięsa z cebulą. Dodajemy listek laurowy, ziele angielskie i majeranek. Przykrywamy pokrywką i dusimy.

Po ok. 1,5 godz. możemy zająć się pieczarkami i marchewką, które kroimy dość grubo. Pieczarki w ćwiartki, a marchewkę w ok. 5 mm plasterki (to ważne, by na sam koniec wciąż pozostała półtwarda). Na dużej patelni rozpuszczamy ok. 1,5 łyżki masła i wrzucamy na nie marchewkę. Posypujemy ją cukrem i smażymy ok. 2-3 min. Następnie zalewamy ją wodą (tylko do poziomu samej marchwi, nie więcej). Czekamy, aż płyn odparuje i powstanie coś jakby maślano-cukrowy syrop, delikatnie solimy. Marchew powinna lekko, ale nie całkowicie zmięknąć. Jeśli będzie zbyt miękka, później straci swój kształt i wyrazistość. Pieczarki możemy podsmażyć najpierw na odrobinie tłuszczu lub dodać surowe go gulaszu i w nim je ugotować. Ja jednak wolę usmażyć je osobno i osobno posolić. Inaczej w gulaszu mogą być lekko mdłe.

Mięsa oczywiście pilnujemy, co jakiś czas mieszamy i sprawdzamy jego miękkość. Jeśli jest taka potrzeba, dodajemy więcej wody i czekamy, aż zmięknie. W sumie może to potrwać ok. 2 godz. Czasem nawet dłużej. Pod koniec cebula powinna się rozpaść i utworzyć sos, a gdy mięso będzie już miękkie, możemy dodać marchew i pieczarki. Całość dusimy jeszcze maksymalnie 10 min. Próbujemy, doprawiamy solą i pieprzem. Na koniec, jeśli uznamy, że sos jest za rzadki, zagęszczamy go 2 czubatymi łyżeczkami mąki rozprowadzonymi w 1/3 szklanki wody. Pamiętajmy jednak, że po dodaniu mąki, gulasz trzeba jeszcze raz zagotować. Podajemy z ugotowanymi ziemniakami, kaszą, makaronem, kopytkami, kluskami śląskimi, kuskusem lub świeżym pieczywem. Dowolność jest duża, a wszelkie urozmaicenia nawet wskazane :)

Smacznego!

PS1. Nie udało Wam się zjeść wszystkiego na raz? Został zarówno gulasz, jak i ugotowane już ziemniaczki? To wcale nie problem. Ziemniaki dorzucamy do garnka z gulaszem, mieszamy i następnego dnia odgrzewamy razem. Ja nawet zrobiłam tak specjalnie i miałam super dwudniowy obiad :)

PS2. Jeśli nie chcecie brudzić tak wielu naczyń, ziemniaki można ugotować w gulaszu, a nie osobno. Po prostu po 1,5 godz. duszenia dorzucamy do gulaszu surowe, pokrojone w kosteczkę ziemniaki i czekamy, aż wszystko będzie miękkie :) To jeden z moich ulubionych sposobów na ograniczenie sobie zmywania ;)

piątek, 8 marca 2013

Wyjątkowa kolacja

Kiedy w moim życiu dzieje się coś ważnego, zawsze lubię to odpowiednio uczcić. Dni, które są dla mnie w jakiś sposób wyjątkowe, wymagają równie wyjątkowej oprawy. Wtedy zawsze sprawdzi się dobra kolacja (lub obiad). Zwykle jadamy kurczaka, ewentualnie jakieś mielone mięso, rzadko ryby. Dlatego padło właśnie na nie. Na szczęście niedawno otworzyli w naszej okolicy sklepik, gdzie można dostać świeże ryby. Gdy tam poszłam i zobaczyłam piękne filety z łososia, w jednej chwili wiedziałam, co zrobię. Tym razem postanowiłam przyrządzić danie bardzo proste, ale równie smaczne. Nie wymaga wielu skomplikowanych składników, nie wymaga też wielkich umiejętności. Łosoś sam w sobie jest tak pyszny, że nie potrzebuje wielu dodatków, jest prawdziwym królem. Do tego pieczone ziemniaczki i obiad gotowy. Można przygotować do tego jeszcze jakąś prostą sałatę, można podać świeżego pomidorka lub inne warzywa, jednak tym razem pozostałam przy łososiu i ziemniakach, które i tak jadamy bardzo rzadko. Dziś zapraszam na wyjątkową kolację, którą ugotowałam (a właściwie upiekłam ;)) dla wyjątkowej osoby w nasz wyjątkowy dzień...

Łosoś w papilotach z pieczonymi ziemniaczkami

porcja dla dwóch osób



Będziemy potrzebować:
  • 2 filety z łososia (wielkość wedle zapotrzebowania, nasze były naprawdę duże i stąd również taki czas zapiekania)
  • 6 niewielkich ziemniaków
  • dobrej jakości masło
  • cytryna
  • przyprawy: sól morska, świeżo mielony, kolorowy pieprz, suszony tymianek)

Mój łosoś niestety posiadał ości, a ja nie zjem ryby, która ma ości. Jest jednak na to prosty sposób. Ości w łososiu są dość chętne do współpracy. Wystarczy pęseta i chwila cierpliwości. Palcami można łatwo wyczuć wszystkie ości, później należy je tylko złapać pęsetą i wyciągnąć. Po sprawie. To nie zajmuje dużo czasu, a uważam, że warto się tym zająć. Następnie każdy filet z łososia układamy na sporym kwadracie skropionej oliwą aluminiowej folii spożywczej (takiej do zapiekania), oprószamy solą, pieprzem, tymiankiem i odstawiamy na bok (można do lodówki).

Ziemniaki obieramy i przekrawamy na pół. Każdą połówkę nacinamy głęboko w poprzek, układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, również oprószamy solą, pieprzem i tymiankiem, a na wierzchu każdego ziemniaczka układamy niewielki kawałek masła. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego na 180 stopni.

Po ok. 15 min. od wstawienia ziemniaków do piekarnika na każdym filecie z łososia układamy dwa cienkie plasterki cytryny, a na wierzch również kawałek masła. Z folii tworzymy jakby kieszonkę, łącząc wszystkie jej brzegi. Trzeba jednak pamiętać, by nie zacisnąć folii i aby wewnątrz została wolna przestrzeń. Wtedy łosoś się nie wysuszy (dzięki gromadzącej się w środku parze) i pozostanie niezwykle delikatny.

Po ok. 20 min. od wstawienia, ziemniaki obracamy na drugą stronę i dokładamy papiloty z łososiem. Pieczemy kolejne 20 min. Po tym czasie wszystko powinno być gotowe, dobrze jednak sprawdzić, czy łosoś się dopiekł. Nasze filety były naprawdę duże, a po tym czasie oba były dobre. Można ewentualnie na koniec otworzyć paczuszki z łososiem, by trochę się zarumienił. Trzeba wtedy koniecznie uważać, by nie zostawiać go tak na dłużej niż 5 min. Szybko może się wysuszyć, a nie ma nic gorszego. Papiloty przekładamy na talerz, dodajemy ziemniaki i gotowe.



Proste, dość szybkie, a jakie pyszne. Tak przygotowany łosoś jest bardzo aromatyczny, delikatny, wręcz rozpływający się w ustach. Natomiast ziemniaki smakują niemal jak z ogniska (słowa mojego P., a ja w pełni się z nim zgadzam). Razem tworzą duet doskonały :)

Smacznego!

czwartek, 7 marca 2013

Kurczak najlepszy pod słońcem

Dlaczego najlepszy? Bo pysznie soczysty i delikatny, podany w towarzystwie doskonałego (moim zdaniem) sosu. Dla mnie stał się przełomowym odkryciem, dla P. powrotem do trochę już zapomnianego smaku sprzed lat. Sos nie przypomina niczego, co do tej pory miałam okazję spróbować i jest absolutnie wspaniały. Co to za sos? Sos z orzeszków ziemnych. Część z Was pewnie już go zna, a dla części to nowość taka jak dla mnie. Powiem tyle, to był strzał w dziesiątkę! P. opowiadał mi o tym sosie już kilka razy, zawsze się zachwycając, dlatego postanowiłam w końcu go przyrządzić. Poczytałam trochę, dowiedziałam się, że sos bywa nazywany satay lub sate, ale w obu przypadkach receptura i główny zamysł są bardzo podobne. Przeczytałam także, że taki sos podawany jest zazwyczaj do szaszłyków z kurczaka, ale na nie nie miałam ochoty. Sporządziłam więc listę zakupów, pomyślałam, pogłówkowałam, popróbowałam i dziś mam przyjemność zaprosić na...

Kurczaka w sosie z orzeszków ziemnych z pieczonymi ziemniakami

porcja dla dwóch osób + trochę na później



Do sosu należy przygotować:
  • 2 piersi z kurczaka
  • 5-6 niewielkich ziemniaków
  • przyprawy: sól, pieprz, słodką, mieloną paprykę
  • oliwę z oliwek

Do sosu:
  • 7 kopiastych łyżek masła orzechowego z kawałkami orzechów (najlepsze będzie domowej roboty, ale i z kupnego wyjdzie)
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 1/2 papryczki piri piri lub innej pikantnej (ja użyłam takiej z zalewy)
  • 3-4 łyżki sosu chili (ja dodałam czarny sos chili Tao Tao)
  • 2 spore ząbki czosnku
  • 3 płaskie łyżeczki cukru
  • 2 łyżki masła
  • mleko (bardzo trudno podać mi dokładną ilość, było go sporo, ale tyle by sos był gęsty, myślę, że ok. 1 szklanki, może nieco ponad)
  • słodka, mielona papryka (dużo, nie odmierzałam, ale były to na pewno 3 łyżeczki lub nawet więcej)
  • 1 łyżka soku z cytryny

 Do marynaty:
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • ok. 1 łyżeczki słodkiej, mielonej papryki
  • odrobina soku z cytryny (ja raz ścisnęłam cytrynę nad miseczką, więc wyszło tego nie więcej, niż 1 łyżeczka)

Kurczaka należy oczyścić, odkroić tak zwane polędwiczki i każdy kawałek delikatnie roztłuc. W miseczce wymieszać sos sojowy z oliwą, kurczaka oprószyć papryką, włożyć do miseczki z marynatą, dokładnie wymieszać (tak, by kurczak był całkowicie pokryty) i odstawić na minimum 1 godz. do lodówki.

Ziemniaki obieramy, kroimy w ćwiartki. Blachę wykładamy papierem do pieczenia, skrapiamy oliwą i układamy na niej kawałki ziemniaków. Oprószamy je solą, pieprzem i papryką. Mieszamy, by całe pokryły się przyprawami i oliwą. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Od czasu do czasu należy je obrócić, by rumieniły się równomiernie.

Przygotowujemy sos. Papryczkę i czosnek drobno siekamy. Masło orzechowe z 4 łyżkami mleka umieszczamy w garnku o grubym dnie i mieszamy. Czekamy aż masło się rozpuści i połączy z mlekiem, dodajemy pozostałe składniki, ciągle mieszając. Sos niestety lubi przywierać. Dodajemy jeszcze trochę mleka (ja za każdym razem dodawałam 4-5 łyżek). Cały czas mieszamy i próbujemy. Według własnych upodobań możemy dodać więcej lub mniej sosu sojowego i chili, a także cukru czy soku z cytryny. Dodajemy jeszcze mleka. Za każdym razem, gdy go dodamy, sos będzie się rozrzedzał, ale po chwili gęstniał. Ja dodawałam go do momentu, kiedy uznałam, że jest wystarczająco kremowy. Gotowy sos odstawiamy i zajmujemy się z powrotem naszym kurczakiem. Przekładamy go na rozgrzaną patelnię i smażymy z obu stron po 1 min. Następnie umieszczamy go w niewielkim naczyniu żaroodpornym ( z pokrywką) i przykrywamy. Po 30 min. od wstawienia do piekarnika ziemniaków, wstawiamy do niego również kurczaka. Pieczemy razem jeszcze 15 min. Dzięki takiej obróbce kurczak pozostaje delikatny i soczysty. Podajemy od razu, z przygotowanym wcześniej sosem.



Mnie i P. danie smakowało naprawdę bardzo, baaardzo. Na pewno powtórzę je jeszcze nie raz. Sos świetnie pasuje do kurczaka i pieczonych ziemniaków. Świetnie sprawdzi się także do frytek. Może wydawać się to dziwne, ale pasuje także do pizzy :) Mogę go teraz wychwalać pod niebiosa i rozpływać się nad jego walorami smakowymi, ale... Myślę, że nikt nie ma ochoty tego czytać ;) Mimo to mam nadzieję, że wypróbujecie mój przepis, bo według mnie naprawdę warto.

Smacznego!

czwartek, 15 listopada 2012

Urodzinowe menu :)

Straszne zaległości zdążyły mi się zrobić od niedzieli, ale jak zwykle czasu mam mało na wszystko, więc i blog trochę na tym ucierpiał. Zazwyczaj po pracy szybko lecę na jakieś małe zakupy spożywcze i do domku. Zanim zrobię obiad i zjemy jest już po 19, ja jestem zmęczona i marzę już tylko o ciepłym łóżeczku. Wcale mi taki tryb życia nie przeszkadza, a wręcz odpowiada mi on, jednak czasami potrzebna jest chwila dla siebie. Lubię, kiedy mam więcej wolnego czasu i mogę spokojnie, bez pośpiechu ugotować i upiec coś dobrego. Tak było w poniedziałek. Wypadały wtedy urodziny P., wzięłam w pracy wolne, a całe menu miałam już wcześniej zaplanowane. Zrobiłam coś prostego i sprawdzonego, a były to:


Pieczone piersi z kurczaka z pieczonymi ziemniaczkami oraz sałatką wiosenną




Będziemy potrzebować:
  • 2 piersi z kurczaka
  • 0,5 kg ziemniaków
  • główka sałaty masłowej
  • 2 pomidory
  • 1 szalotka
  • szczypiorek
  • ok. 4 łyżek słodkiego sosu chilli (ja używam sosu tao tao)
  • ok. 2 łyżki miodu lub więcej (trzeba próbować, bo proporcje miodu i sosu chilli podawałam na oko)
  • 4 ząbki czosnku
  • sok z całej cytryny
  • sól, słodka mielona papryka, rozmaryn
  • olej
Kurczaka oczyszczamy i odkrawamy, co zwyczajowo nazywamy polędwiczką, czyli dolną i nieco odstającą część pojedynczej piersi z kurczaka. Z miodu, sosu chilli, drobno posiekanego czosnku, soku z cytryny, soli oraz wody i oleju (dodajemy tyle samo wody co oleju) robimy marynatę. Powinno być jej sporo, myślę, że ok. 200 ml. Marynata musi być słodka, kwaśna, pikantna i wyraźnie czosnkowa, czyli jednym słowem musi być wyrazista, a nie może być mdła. Wszystkie smaki powinny być dobrze wyczuwalne. Kurczaka polewamy połową tak przygotowanej marynaty i dokładnie w niej obtaczamy. Przykrywamy i odstawiamy do lodówki na minimum 1 godzinę, a najlepiej dłużej. (Jeśli nasze piersi z kurczaka są dość grube, możemy najpierw lekko rozgnieść je dłonią.)

Gdy kurczak marynuje się już minimum pół godziny, możemy zająć się ziemniakami. Obieramy je i kroimy w ćwiartki. Umieszczamy je najlepiej w misce lub w garnku i polewamy ok. 2 łyżkami oleju. Dodajemy też sól, słodką mieloną paprykę i rozmaryn. Dokładnie mieszamy tak, by wszystkie ziemniaki dokładnie pokryte były przyprawami. Układamy je na papierze do pieczenia i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.

W tym czasie przygotowujemy sałatkę. Sałatę rwiemy na drobne kawałki, pomidora kroimy w szóstki lub ósemki, a szalotkę w piórka. Szczypiorek siekamy. Całość mieszamy, a przed podaniem polewamy pozostałą częścią sosu, w którym marynował się kurczak.

Po 20 min. pieczenia ziemniaki przekładamy na drugą stronę, by równomiernie się zrumieniły. Kurczaka wyciągamy z lodówki, obsmażamy z obu stron (1,5 min. po każdej stronie) na średnim ogniu  i przekładamy go do naczynia żaroodpornego. Po 40 min. od włożenia do piekarnika ziemniaków, wstawiamy do niego również kurczaka. Pieczemy wszystko jeszcze 10 min. (15, gdy kurczak jest grubszy, ale nie dłużej, żeby kurczak nie zdążył się wysuszyć). Po wyjęciu z piecyka kurczaka kroimy w ukośne plastry i polewamy łyżeczką słodkiego sosu chilli. Podajemy z przygotowaną wcześniej sałatką. Smacznego :)

Polecam to danie z białym, półwytrawnym winem. Dobre jedzenie plus dobre wino, czego chcieć więcej? No cóż... przydałby się jeszcze deser. Jutro przepis na mój podwójnie czekoladowy tort z wiśniami i kremem śmietankowym. Serdecznie zapraszam.

niedziela, 14 października 2012

Zapiekanka ziemniaczana

To kolejne danie, na które nachodzi mnie ochota jesienią. Kiedy robi się chłodno wolę bardziej treściwe i sycące potrawy, a przy tym wypełniające dom pięknymi zapachami. Taka jest zapiekanka ziemniaczana, którą zrobiłam wczoraj na obiad. Wyszło jej tyle, że nie wiem, czy dziś ją dokończymy. Jest to wiec nie tylko smaczne, ale i niedrogie danie. Naprawdę polecam.


Zapiekanka ziemniaczana z boczkiem i kiełbasą


Potrzebujemy:
  • 1,5 kg ziemniaków
  • 30 dag boczku parzonego
  • 1 laskę dobrze przyprawionej, np. czosnkowej kiełbasy
  • 2 cebule
  • 4 ząbki czosnku (lub mniej, jeśli za nim nie przepadacie)
  • ok. 500 ml płynnej śmietany 18%
  • 2 łyżki masła
  • mąkę
  • 4 trójkąciki śmietankowego serka topionego
  • przyprawy: sól, biały pieprz, mieloną słodką paprykę, kminek, rozmaryn, czosnek granulowany
  • ok. pół pęczka natki pietruszki
Ziemniaki szorujemy szczoteczką, ale nie obieramy. Następnie kroimy w plastry grubości ok. 1 cm i podgotowujemy 10 min. W tym czasie plastry boczku kroimy na pół i podsmażamy. Na wytopionym z boczku tłuszczu smażymy cebulkę. Czosnek siekamy drobno i dodajemy do cebulki. Kiedy miękkie, zdejmujemy z ognia. Kiełbasę kroimy w plastry. Jeśli jest podsuszana, to już jej nie smażymy, jeśli nie, przesmażamy ją na patelni. Naczynie żaroodporne natłuszczamy i wykładamy pierwszą warstwę ziemniaków. Na to układamy cebulkę z czosnkiem, kiełbasę i boczek. Czynność powtarzamy. Na drugiej warstwie boczku układamy jeszcze raz ziemniaki - to powinna być nasza ostatnia warstwa. Teraz przygotowujemy sos. Można powiedzieć, że jest to rodzaj sosu beszamelowego. Robi się go bardzo podobnie. W rondelku rozpuszczamy masło i dodajemy ok. 2 łyżki mąki. Następnie powoli dolewamy śmietankę. Najpierw część. Dokładnie mieszamy i wtedy możemy dolać resztę. Do tej mieszanki wrzucamy serki i dodajemy przyprawy. Jeśli sos jest za rzadki można jeszcze dosypać mąki, ale za gęsty tez być nie może. Musi bowiem ładnie oblać wszystkie warstwy zapiekanki. Do sosu dodajemy jeszcze natkę pietruszki. Można to zrobić na dwa sposoby. Siekamy ją drobno i wrzucamy do sosu lub sos przelewamy do blendera i miksujemy wszystko razem. Ja miksuję całość w blenderze. W ten sposób pozbywamy się wszelkich ewentualnych grudek, a sos robi się naprawdę gładki i kremowy. Tak przygotowanym sosem zalewamy zapiekankę. Całość obficie posypujemy tartym żółtym serem i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni Celsjusza.

Zapiekanka czekająca na wstawienie do piekarnika


Pieczemy pół godziny. Po tym czasie zwiększamy temperaturę do 220 stopni i podpiekamy jeszcze 5-10 min. albo aż ser się ładnie przyrumieni.

A tu już upieczona. Tuż po wyjęciu z piecyka


Do takiej zapiekanki można dodać również podsmażone pieczarki. Będą świetnie pasować. Jest to też świetny pomysł, jeśli macie w lodówce wędlinę, którą należałoby już zjeść, bo inaczej trzeba będzie wyrzucić. Sos można również modyfikować na wiele sposobów lub zalać całość śmietaną z jajkiem. Jest to bardzo uniwersalne danie i dlatego gorąco je wszystkim polecam. Smacznego :)