Pokazywanie postów oznaczonych etykietą desery bez pieczenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą desery bez pieczenia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 marca 2016

Bakaliowy mazurek last minute

Piątek wieczór, święta tuż tuż, a przygotowania w lesie? Wciąż zdążycie przygotować coś ekstra! Na przykład błyskawiczny i nowoczesny mazurek nadziany mnóstwem przepysznych bakalii. Dekoracja może wyglądać na czasochłonną, ale zdobienie tą metodą idzie naprawdę szybko. W niecałe pół godziny udało mi się wyczarować wzór widoczny na zdjęciach, a mogło być nawet szybciej ;) Mazurki są zwykle bardzo słodkie i nie cieszą cię dużym powodzeniem. Tym bardziej, że święta obfitują w inne pyszności. Ten mazurek jest całkiem inny i zapewniam, że znika jeszcze szybciej, niż się go robi ;) Spróbujcie sami!

Szybki mazurek bakaliowy na waflach

podane składniki wystarczą do przełożenia wafla o wymiarach ok. 20x30 cm


Do mazurka będziemy potrzebować:
  • 250 g mleka w proszku (nie granulowanego!)
  • 150 ml wody
  • 100 ml mleka
  • 100 g cukru trzcinowego typu demerara
  • 100 g masła 82%
  • 100 g kandyzowanych owoców (użyłam ananasa i mango)
  • 50 g rodzynek (dużych i miękkich, suche należy wcześniej namoczyć)
  • 100 g orzechów (użyłam nerkowców i ziemnych)
  • suche wafle (2,5 szt.)

Do dekoracji:
  • 100 g białej czekolady
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 4 łyżki masła 82%
  • 5 łyżek słodkiej śmietanki 30 lub 36%
  • bakalie do dekoracji
  • 2 rękawy cukiernicze (lub papier do pieczenia, który zwijamy w rożki i używamy tak jak gotowych rękawów)

Mazurek najlepiej przygotować tak jak terrinę, dzień przed podaniem. Szykujemy dwa wafle na spód i wierzch mazurka oraz 1/2 wafla do nadzienia. W sporej misce łączymy mleko w proszku, 1/2 pokruszonego drobno wafla oraz bakalie. Masło, mleko, wodę i cukier podgrzewamy w rondelku na małym ogniu. Czekamy, aż całość się rozpuści, od czasu do czasu mieszając. Ciepłą, ale nie gorącą miksturą zalewamy suche składniki w misce i dokładnie mieszamy. (Jeśli masa będzie zbyt gęsta, można dolać jeszcze trochę mleka, ale nie za dużo, by za bardzo nie rozrzedzić nadzienia!) Całość wykładamy na jednym z pozostałych wafli, wyrównujemy i przykrywamy drugim. (Musimy działać szybko, by mieszanka nie zastygła.) Mazurek owijamy w folię spożywczą i wkładamy na noc do lodówki. (Można go jeszcze czymś obciążyć.) Następnego dnia dowolnie dekorujemy. Wzór możemy sobie wcześniej zaznaczyć na waflu (np. jadalnym mazakiem) lub po prostu rozsmarować na nim rozpuszczoną czekoladę. Ja proponuję prostą, ale bardzo efektowną dekorację wyciskaną z rękawa cukierniczego. Ciemną czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej z 2 łyżkami masła i 3 łyżkami śmietanki. Kiedy masa będzie gładka i jednolita, przekładamy ją do rękawa i dekorujemy mazurek wyciskając czekoladę w zagłębienia wafla. (Gdyby masa początkowo była zbyt mocno podgrzana, a przez to zbyt płynna, odstawiamy ją na chwilę w chłodne miejsce, a kiedy lekko stężeje, dekorujemy.) Białą czekoladę rozpuszczamy z 2 łyżkami masła i 2 łyżkami śmietanki i dalej postępujemy tak samo jak w przypadku gorzkiej czekolady. Jeśli na wierzchu chcemy ułożyć jeszcze bakalie, musimy to zrobić zanim czekolada zastygnie, inaczej nie będą się trzymać. Jednak jeśli się spóźniliśmy i dekoracja zdążyła stężeć, rodzynki i orzechy maczamy najpierw w rozpuszczonej czekoladzie i dopiero układamy na mazurku. Gotowe!

Mazurek można przygotować z nadzieniem śmietankowym lub czekoladowym
(wystarczy dodać 2-3 łyżki naturalnego kakao i trochę więcej wody)
oraz z dodatkiem różnych bakalii - każdy może wybrać to, co lubi :)

Wesołych i smacznych świąt Wielkiej Nocy życzy
Ewelina, www.ratunkuobiad.blogspot.com :)

piątek, 3 kwietnia 2015

Najbardziej wielkanocny deser, czyli...

No właśnie, czyli co? Z czym kojarzy się Wielkanoc? Oczywiście Wielkanoc od kuchni ;) Z jajkami, białą kiełbasą, żurkiem lub białym barszczem. Niektórym kojarzy się z sernikiem, innym z makowcem, a chyba wszystkim z mazurkami i drożdżowymi babami. Dziś chciałam jednak przybliżyć tradycję, która przywędrowała do nas ze wschodu, a dokładnie z Rosji i Ukrainy. Pascha, bo o niej mowa, nie jest wcale naszym rodzimym specjałem, ale zdążyła się już na dobre w Polsce zadomowić. Mój przepis pochodzi z książki kucharskiej z 1980 roku. Przygotowywać można ją na dwa sposoby. Na gorąco - z mleka, jajek i śmietany bądź na zimno - z twarogu i żółtek. Niezależnie jednak od sposobu wykonania, dodawano do niej zawsze cukier, przyprawy (wanilię, a czasami kardamon) oraz różne bakalie, symbolizujące bogactwo i dobrobyt. Następnie serową masę formowano w wyłożonych materiałem naczynkach ze specjalnych drewnianych deseczek, które nadawały jej wygląd ściętej piramidki. Kształt tego deseru nie był wcale przypadkowy i symbolizował grób Jezusa Chrystusa, dlatego też podawano ją tylko raz w roku, w Wielką Niedzielę. Dziś tradycje się zacierają. Ciągle się spieszymy, nie mamy czasu ich podtrzymywać. Nie każdy pamięta symbolikę wielkanocnych potraw, a wiele osób do koszyczków wkłada, nie mające żadnego znaczenia, czekoladowe zające. Jednak przygotowanie proponowanej dzisiaj paschy nie jest wcale trudne lub pracochłonne. Trzeba tylko zacząć najpóźniej wieczorem w Wielką Sobotę. Następnego dnia pozostaje już tylko udekorować i cieszyć oczy oraz kubki smakowe tą piękną i jadalną dekoracją wielkanocnego stołu.

Waniliowa pascha z bakaliami

składniki na jedną dużą lub 2-3 małe foremki


Będziemy potrzebować:
  • 1 litr mleka
  • 250 g kwaśnej śmietany 18%
  • 3 duże jajka 
  • 130 g miękkiego masła
  • 1/3 szklanki cukru
  • 20 g cukru z prawdziwą wanilią (lub laska wanilii)
  • wybrane bakalie (ja dodałam po garści rodzynek i orzechów nerkowca)
  • ok. 50 ml rumu

Dodatkowo:
  • gaza (sporo)
  • bakalie, drylowane wiśnie (np. z kompotu) lub inne owoce do dekoracji)

Jajka i śmietanę miksujemy lub dokładnie roztrzepujemy rózgą. Mleko zagotowujemy z dwoma rodzajami cukru (także z przeciętą wzdłuż laską wanilii, jeśli jej używamy). Do gotującego się, wlewamy miksturę z jajek i śmietany, Gotujemy, cały czas mieszając, aż wyraźnie oddzieli się cały ser i serwatka. Metalowe, gęste sito wykładamy podwójną warstwą gazy i odcedzamy ser (uwaga, by się nie poparzyć!). Odciskamy go, przykrywamy gazą, a następnie talerzykiem deseczką lub pasującym kształtem naczyniem i obciążamy. Zostawiamy tak w chłodnym miejscu na kilka godzin, a najlepiej na całą noc. Bakalie zalewamy rumem (jeśli nie przyje ich całkowicie, to można uzupełnić gorącą wodą) i również odstawiamy.

Dobrze odciśnięty ser przekładamy do sporej misy, po trochu dodajemy miękkie masło, miksując całość aż powstanie jednolity krem. W razie potrzeby dosładzamy (moja pascha wyszła mało słodka, ale wolałam zostawić ją właśnie taką). Dodajemy odciśnięte bakalie i mieszamy. Jeśli masa jest bardzo gęsta, dodajemy 1-2 łyżki śmietany. Całość przekładamy do wyłożonych podwójną warstwą gazy foremek, wyrównujemy powierzchnię, przykrywamy gazą i odstawiamy do lodówki. Kiedy stężeje, odwracamy do góry nogami, przekładamy na talerz i zdejmujemy gazę. Serwujemy udekorowaną bakaliami, wiśniami lub innymi owocami.



Smacznego!

czwartek, 12 lutego 2015

Szybkie pączuszki dla wiecznie zabieganych

Tak, tak, to już dzisiaj. Na ten dzień czekam zdecydowanie bardziej niż na walentynki. Zwykle nie żałuję sobie wtedy słodkości i chyba nie ja jedna. Wśród wielu smakołyków, które królują wtedy na stołach, to pączki kojarzą się z tym dniem najbardziej i mają najdłuższą tradycję. Początkowo jednak wcale nie były one słodkie i raczej daleko było im do tych, znanych nam obecnie. Dawniej przygotowywano je z ciasta chlebowego, smażono w głębokim tłuszczu i okraszano słoniną. Miało być przede wszystkim tłusto. W końcu trzeba się było dobrze najeść przed nadchodzącym długim czasem postu. W XVI wieku pączki zaczęto przygotowywać na słodko, jednak nawet wtedy nie przypominały jeszcze dzisiejszych. Nadziewane były wówczas orzechami lub migdałami, ale nigdy wszystkie. Tylko do niektórych wkładano bakalie, a dla osoby, która na takie ciastko trafiła, była to wróżba pomyślności na całe życie. Również współcześnie z tłustym czwartkiem związany jest pewien przesąd. Podobno kto tego dnia nie zje ani jednego pączka, w całym roku spodziewać powinien się raczej niepowodzeń niż sukcesów. Pączki w znanej nam wszystkim formie zaczęły się pojawiać w XVIII wieku, a w XIX zadomowiły się już na dobre. Teraz niepodważalnym królem jest duży, okazały pączek z marmoladą różaną, polukrowany i posypany np. skórką pomarańczową. Ja wolę nie kusić losu i w tłusty czwartek pączka zawsze zjadam. Jednak nie zawsze takiego tradycyjnego, których przygotowanie jest dość pracochłonne. Dlatego też czasami trochę oszukuję i smażę ich szybszą, wręcz błyskawiczną wersję, na którą przepisem chętnie się dziś podzielę.

Pączuszki na serku homogenizowanym

porcja spora, ale zapewniam, że pączuszki znikają błyskawicznie ;)


Potrzebujemy:
  • 3 jajka
  • 300 g serka homogenizowanego (waniliowego)
  • 2 małe opakowania cukru waniliowego
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczyptę soli
  • 1,5 szklanki mąki pszennej
  • tłuszcz do smażenia (najlepiej smalec)
  • kawałek ziemniaka (opcjonalnie - można wrzucić do tłuszczu podczas smażenia, by tak szybko się nie palił)

W sporej misce dokładnie mieszamy jajka oraz serek. Następnie dodajemy cukier waniliowy, proszek do pieczenia, szczyptę soli i 1,5 szklanki mąki pszennej. Całość jeszcze raz dobrze mieszamy, aż ciasto nabierze jednolitej konsystencji. W szerokim rondlu rozgrzewamy tłuszcz i w gorącym (powinien mieć ok. 175-180 stopni Celsjusza) smażymy niewielkie porcje ciasta, nabierane natłuszczoną łyżką. Kiedy się ładnie zrumienią z obu stron, wyjmujemy pączuszki łyżką cedzakową i przekładamy na papierowy ręcznik, który wchłonie nadmiar tłuszczu. Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.


Jeśli mamy więcej czasu i ochotę by pączuszki były okrąglutkie, jest na to sposób. Musimy wtedy natłuścić dłonie, nakładać na nie porcję ciasta, delikatnie formować i dopiero smażyć. Ciastka będą wtedy ładniejsze, ale daję słowo, smakować będą również takie nieforemne! Może nawet bardziej, bo robią się prawie same ;)

Smacznego!

niedziela, 25 stycznia 2015

Herbatniki, kajmak, herbatniki, krem budyniowy, herbatniki, bita śmietana, czekolada!

Za oknem w końcu zrobiło się zimowo. Śnieg prószy już od wczoraj i nareszcie zrobiło się biało, ale ja jakoś nie potrafię się tym cieszyć. Tak powinno wyglądać Boże Narodzenie, prawda? A teraz... Teraz to już nie to samo. Na dodatek wcale mi się nie podoba perspektywa śniegu w marcu, kwietniu czy maju, a kto wie, kiedy zima odpuści, skoro dopiero zaczęła się zadomawiać. Tak, tak, wiem, marudzę. Taki zrzędliwy nastrój mi się włączył i sama do końca nie wiem, dlaczego. Jeśli i Wam humory nie dopisują, możecie je sobie nieco poprawić na przykład kawałkiem smakowitego ciasta. Nawet się nie obejrzycie, kiedy będzie już gotowe, bo jest naprawdę szybkie i na dodatek bez pieczenia. Jedyny mankament jest taki, że musi odstać noc w lodówce, jednak naprawdę warto poczekać. Ciasto jest po prostu fantastyczne! To co? Po kawałeczku ciasta dla każdego?

Popularne ciasto 3bit bez pieczenia

przepis na formę o wymiarach ok. 35x25 cm



Do warstwy krówkowej będziemy potrzebować:
  • 550-600 g kajmaku (może być gotowy lub ugotowane w puszce mleko skondensowane)
  • 100 g prawdziwego masła w temperaturze pokojowej

Do warstwy budyniowej:
  • 500 ml mleka
  • 3 łyżki mąki pszennej
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej
  • cukier trzcinowy do smaku (4 łyżki powinny wystarczyć)
  • ziarenka z 1 laski wanilii (lub 1-2 łyżeczki esencji waniliowej lub cukier z prawdziwą wanilią)
  • 200 g prawdziwego masła w temperaturze pokojowej

Do warstwy śmietankowej:
  • 500 g śmietanki kremówki (używam 36%)
  • 2 łyżeczki żelatyny
  • 3-4 łyżki cukru pudru

Dodatkowo:
  • 100 g mlecznej czekolady
  • 2-3 łyżki dobrej jakości kakao
  • ok. 650-700 g herbatników petit beurre

Najpierw przygotowujemy budyń. 3/4 mleka z cukrem i ziarenkami wanilii podgrzewamy w garnuszku o grubym dnie. W reszcie mleka dokładnie rozprowadzamy obie mąki. Kiedy mleko będzie bardzo gorące (tuż przed zagotowaniem), wlewamy powoli miksturę z mleka i mąki, cały czas mieszając (najlepiej rózgą lub trzepaczką). Trzymamy na niewielkim ogniu, a kiedy pod powierzchnią budyniu zaczną powstawać bąble, gotujemy jeszcze 1-2 minuty (uważając, by budyń się nie przypalił). Gotowy budyń przykrywamy folią spożywczą, aby zapobiec powstaniu kożucha i odstawiamy do ostygnięcia.

W formie układamy pierwszą warstwę herbatników. Jeśli kajmak jest bardzo gęsty, podgrzewamy go lekko, by później łatwo dał się miksować. Miękkie masło umieszczamy w wysokiej misce i ubijamy na puch. Dodajemy po łyżce masę kajmakową, cały czas miksując. Wykładamy masę na herbatniki, rozsmarowujemy równo i przykrywamy kolejną warstwą herbatników. Odstawiamy na bok.

Przygotowujemy krem budyniowy. Miękkie masło kroimy w kostkę i miksujemy, aż stanie się jaśniejsze i gładkie. Po łyżce dodajemy gęsty budyń (chłodny lub w temperaturze pokojowej). Za każdym razem kiedy dodamy porcję budyniu, miksujemy całość tylko chwilę, do połączenia składników (nie za długo, ponieważ przebity krem budyniowy może zacząć się rozwarstwiać). Kiedy dodamy już cały budyń, w niewielkim garnuszku zagotowujemy wodę, a miskę z kremem umieszczamy nad nim. Całość ubijamy na parze mikserem lub rózgą, aż stanie się gładka, tj. przez ok. 2 min. Gotowy krem budyniowy wykładamy na herbatniki, wyrównujemy i przykrywamy ostatnią warstwą ciastek. Całość chowamy do lodówki.

Czekoladę ścieramy na tarce na niewielkich oczkach. Żelatynę zalewamy wrzątkiem (jak najmniejszą ilością!) i odstawiamy na ok. 1 min., a następnie dokładnie mieszamy. Mocno schłodzoną kremówkę ubijamy z cukrem pudrem na sztywno. Dodajemy lekko przestudzoną żelatynę i jeszcze chwilę miksujemy. Masę od razu wykładamy na herbatniki, posypujemy startą czekoladą, a na koniec kakaem. Całość schładzamy w lodówce przez całą noc (formę można przykryć folią spożywczą). Następnego dnia kroimy na niewielkie kawałki i zajadamy ze smakiem... A zły humor odchodzi w niepamięć ;)

Smacznego!

niedziela, 26 października 2014

Szybkie ciasto czekoladowo-wiśniowe

Bardzo się cieszę, że zainteresowanie sałatką z tuńczykiem jest tak duże :))) Naprawdę niespodziewanie duże, bo zwykle to słodkości królują wśród moich przepisów ;) Jednak tym razem liczba kliknięć właśnie w ten post przerosła moje najśmielsze oczekiwania i bardzo Wam za to dziękuję. Obiecuję też w związku z tym więcej takich propozycji, ale tymczasem znów coś słodkiego. Dziś będzie to szybkie ciacho bez pieczenia. Idealne kiedy np. sąsiadka, przyjaciółka, rodzina bliższa lub dalsza dzwoni w niedzielę rano i radośnie zapowiada poobiednią wizytę ;) Robi się je etapami i w tak zwanym międzyczasie bez stresu można spróbować sprzątać kuchenny bądź jakikolwiek inny nieporządek. A ciacho wynagrodzi wszelki trud, który i tak jest znikomy! Jeśli znacie już mój mus czekoladowy, to wiecie zapewne, że ciężko poprzestać na jego jednej, małej porcji. Jest po prostu uzależniający! I dziś to właśnie on stanowi bazę dla nieco innego deseru. Smaki pozostają te same - czekolada i wiśnie. Zmienia się jedynie forma podania, bo tym razem będzie to właśnie ciasto, w którym zastosowałam kilka sprawdzonych już rozwiązań. Szybki i bezproblemowy spód z ciasteczek przykryłam musem z gorzkiej czekolady, którego ukoronowanie stanowi owocowa, najlepiej kwaskowa galaretka. Prościzna! A efekt murowany :D

Ciasto czekoladowo-wiśniowe z musem i galaretką

przepis na formę o wymiarach 35x25 cm



Na spód należy przygotować:
  • 300 g kakaowych herbatników
  • 150 g rozpuszczonego masła dobrej jakości (jeśli chcemy, by spód szybko zastygł, można dać więcej, np. 250 g, jednak wtedy po dłuższym czasie w lodówce będzie twardy i ciężko będzie go pokroić)

Na mus:
  • 200 g gorzkiej czekolady (najlepiej o zawartości ok. 70% kakao)
  • 4 łyżki mleka
  • 500 g śmietanki kremówki 36%
  • 2 jaja (ja do tego musu używam tylko wielskich jajek ze sprawdzonego źródła)
  • szczyptę soli
  • 2 łyżki cukru pudru (opcjonalnie - ja tym razem nie dałam)
  • 3 łyżeczki żelatyny

Na galaretkę:
  • 370 g dżemu wiśniowego z dużą zawartością owoców (ja użyłam domowego)
  • 2 galaretki owocowe - takie na 0,5 l wody każda (najlepiej wiśniowe lub o smaku owoców leśnych)
  • 2 łyżeczki żelatyny

Dodatkowo:
  • trochę startej na grubych oczkach czekolady lub czekoladową posypkę

Najpierw przygotowujemy spód. Masło rozpuszczamy i lekko studzimy. Formę (najlepiej sztywną - metalową, ewentualnie szklaną czy ceramiczną) wykładamy papierem do pieczenia lub folią spożywczą. Ciasteczka bardzo drobno kruszymy lub mielimy w rozdrabniaczu. Dokładnie mieszamy powstałe okruchy z rozpuszczonym masłem, a następnie wykładamy nimi dno formy. Dobrze ubijamy i dociskamy ciasteczkowy spód, by później ładnie się kroił. Przykrywamy (papierem/folią), obciążamy (ja robię to kartonami z mlekiem) i odstawiamy do lodówki.

Żelatynę dokładnie rozpuszczamy w maksymalnie 1/4 szklanki wrzątku. Czekoladę łamiemy na niewielkie kawałki i umieszczamy wraz z mlekiem w rondelku. Rozpuszczamy na niewielkim ogniu (można też zrobić to w kąpieli wodnej). Żółtka oddzielamy od białek. Do ostudzonej czekolady dodajemy żółtka (po jednym na raz) i ubijamy mikserem lub rózgą. Kremówkę ubijamy na sztywno z cukrem pudrem (jeśli go używamy), pod koniec ubijania dodajemy rozpuszczoną, schłodzoną żelatynę i jeszcze chwilę miksujemy. Czekoladę z żółtkami dodajemy do ubitej śmietanki. Najpierw tylko trochę, delikatnie mieszamy masę łyżką do połączenia składników, a później stopniowo resztę. Białka ubijamy na sztywną pianę ze szczyptą soli. Dodajemy je partiami do czekoladowej mikstury, najlepiej na trzy razy, a całość delikatnie mieszamy łyżką tak, by piana nie opadła. Czekoladowy mus wykładamy na schłodzony spód i wyrównujemy. Ponownie wstawiamy do lodówki.

Obie galaretki dokładnie rozpuszczamy w 0,5 l wody. Żelatynę zalewamy jak najmniejszą ilością wrzątku, odstawiamy na chwilę, a następnie mieszamy do całkowitego rozpuszczenia. Dżem przekładamy do sporej miski i mieszamy łyżką. Cały czas mieszając, stopniowo wlewamy galaretkę, a następnie również żelatynę. Odstawiamy w chłodne miejsce. Kiedy galaretka zacznie tężeć, wylewamy ją delikatnie na zimny i zastygnięty mus (dla pewności można to zrobić po łyżce). Kolejny i już ostatni raz wstawiamy formę do lodówki. Tym razem na minimum 2 godziny. Po tym czasie kroimy ciasto np. w kostkę lekko zwilżonym nożem. Przed samym podaniem posypujemy wierzch tartą czekoladą lub posypką.


PS Ciasto przechowujemy w lodówce. Najlepiej zjeść je w ciągu jednego, maksymalnie dwóch dni od przygotowania.


PPS Jeśli nie będziecie podawać całego ciasta od razu i część zamierzacie zachować na następny dzień, lepiej nie posypujcie czekoladą od razu całości. Po pewnym czasie zacznie się ona na galaretce rozpuszczać i podchodzić wodą, a ciasto straci swój piękny wygląd. Dlatego lepiej udekorować posypką jedynie taki kawałek, który od razu podamy i zjemy ;)

Smacznego!

niedziela, 24 sierpnia 2014

Lekka pianka z musem śliwkowym

Jakiś czas temu dostałam dużo pysznych, słodkich i bardzo dojrzałych już renklod. Wszystkich byśmy nie przejedli, więc trzeba było coś wymyślić, by śliweczki się nie popsuły. Po chwili namysłu postanowiłam zrobić mus, ale nie miałam czasu pakować go do słoików, zresztą aż tak dużo to by go znowu nie wyszło, więc i mus trzeba było zużyć dość szybko. Pomysłów było kilka, ale w związku z tym, że miałam w tym czasie do zrobienia jeszcze tort, wygrła prosta i dość szybka, a bardzo efektowna opcja. Ciacho przygotowałam w tak zwanym międzyczasie. Później razem z tortem zabrałam je, a przynajmniej znaczną jego część, na imprezę. Okazało się strzałem w dziesiątkę i już we wtorek musiałam szybciutko pisać przepis, by koleżanka mojej mamy mogła je zrobić na ten weekend ;) Bardzo się ucieszyłam, że tak smakowało. Tym bardziej, że to była spontaniczna decyzja i w dużej mierze eksperyment. Teraz z jeszcze większą radością dzielę się tym smakołykiem z Wami :) Polecam, bo naprawdę warto!

Lekka pianka cytrynowa z musem śliwkowym na korzennym, ciasteczkowym spodzie

przepis na formę o wymiarach 35x25 cm



Na ciasteczkowy spód należy przygotować:
  • 350 g ciasteczek - koniecznie korzennych!
  • 200 g rozpuszczonego masła dobrej jakości

Na cytrynową piankę:
  • 350 g pianek marshmallow (użyłam waniliowych)
  • 500 g śmietanki 36%
  • 1 galaretkę cytrynową

Na mus śliwkowy:
  • 1,7 kg renklod
  • sok z 1/2 cytryny
  • 200 g cukru
  • 2 laski wanilii
  • 1 galaretkę cytrynową
  • 2 łyżeczki żelatyny

Śliwki pokroić w kostkę se skórką, przełożyć do dużego, szerokiego garnka, zasypać cukrem, dodać sok z cytryny i odstawić, aż puszczą sok (ja schowałam je na noc do lodówki). Laski wanilii naciąć wzdłuż, wyskrobać ziarenka, dodać je do śliwek. Przekrojone laski wanilii też wrzucić do garnka. Śliwki zagotować i smażyć, często mieszając do zgęstnienia. (Ja mus przygotowywałam tak, jak zwykle robię powidła. W dwóch turach. Śliwki zagotowałam i smażyłam ok. 45 min. Następnie wystudziłam i schowałam na noc do lodówki, a następnego dnia smażyłam do uzyskania pożądanej konsystencji - ok. 30 min.) Z garnka wyjmujemy laski wanilii i blendujemy całość na gładki mus. Do gorącej masy śliwkowej dodajemy galaretkę w proszku i rozprowadzone w 1/4 szklanki wody 2 łyżeczki żelatyny. Całość dokładnie mieszamy i odstawiamy do lekkiego zgęstnienia.

W tym czasie przygotowujemy spód. Ciasteczka miksujemy lub kruszymy bardzo drobno, na piaseczek (najlepiej jednak zrobić to w malakserze lub rozdrabniaczu). Dodajemy rozpuszczone masło i mieszamy. Formę wykładamy papierem do pieczenia, najlepiej zarówno spód, jak i boki. Zmiksowanymi ciasteczkami równomiernie wykładamy dno i lekko ubijamy. Formę wkładamy do lodówki i czekamy aż ciasteczkowa masa zastygnie.



Drugą galaretkę rozpuszczamy w szklance wody. Śmietankę ubijamy na sztywno. Pianki rozpuszczamy w garnuszku, uważający przy tym, by ich nie przypalić. Ubitą śmietankę łączymy delikatnie z rozpuszczonymi piankami i galaretką. Masę wylewamy na ciasteczkowy spód. Na piankę wykładamy gęstniejący mus. Patyczkiem do szaszłyków, zanurzonym aż do ciasteczkowego spodu, rysujemy esy-floresy, wyciągając trochę białej pianki na wierzch i tworząc wzory. Całość chowamy do lodówki na minimum 3-4 godz. - do całkowitego stężenia. Następnie kroimy i pałaszujemy ze smakiem :D

Ciasto jest dość ścisłe, ładnie trzyma kształt i kroi się bardzo łatwo. Można więc poszaleć w wymyślaniu kształtów poszczególnych kawałków. Ja postawiłam na trójkąty i wydaje mi się, że tak prezentowało się bardzo dobrze :) Tak przygotowana pianka również świetnie się przechowuje. Najlepiej zawinąć ją w papier i schować do lodówki. Wytrzyma wtedy spokojnie 4 do 5 dni.



Wskazówka:
Mus śliwkowy można wyłożyć na piankę dość szybko, już po ok. pięciu, góra dziesięciu minutach. Masa z pianek marshmallow gęstnieje bardzo szybko. Trzeba nawet uważać, by pianka nie zgęstniała za bardzo, ponieważ później nie będzie już możliwości rysowania wzorów z jasnej masy na wierzchu i ciasto pozostanie gładkie, choć równie dobre ;)

Smacznego!

niedziela, 15 czerwca 2014

Mus czekoladowy z wiśniami

Ze wstawieniem tego deseru zwlekałam już stanowczo zbyt długo (nigdy nie mam czasu zrobić mu porządnej sesji zdjęciowej). W końcu jednak postanowiłam wziąć go na warsztat i sprzedać Wam drodzy czytelnicy, jako pysznościowy smakołyk na poprawę humoru podczas tej wyjątkowo zmiennej pogody ;) To, że ja chwilowo ograniczam słodkości wcale nie znaczy, że na blogu nie może znaleźć się żaden deser, a tak się składa, że ten mus robi się tylko chwileczkę i w recepturze nie ma nic skomplikowanego. Później trzeba swoje odczekać, ale potem pozostaje już tylko delektować się tym cudem. Tak, cudem! Bo ten mus potrafi śnić mi się po nocach :D Jest niesamowicie czekoladowy, powiedziałabym, że nawet bardziej od samej czekolady (o ile to możliwe), a przy tym delikatny i puszysty. Wspaniały, daję słowo! Jego konsystencja i smak są nie do podrobienia i niestety w tym przypadku nie istnieje żaden dietetyczny zamiennik. Ale co tam. Jak już grzeszyć, to na całego. Kto ma ochotę na taką czekoladową rozpustę?

Jedwabisty mus czekoladowy z konfiturą wiśniową

(z przepisu wyjdzie od 4 do nawet 8 porcji, w zależności od wielkości szklanek/pucharków)


Należy przygotować:
  • 200 g gorzkiej czekolady (połączenie 100 g mlecznej i 100 g gorzkiej również się sprawdza, ale smak musu traci wtedy trochę na intensywności)
  • 500 ml śmietanki kremówki (ja zwykle używam 36% - ubija się lepiej niż 30%, a w tym wypadku ma to ogromne znaczenie)
  • 2 świeże jaja ze sprawdzonego źródła (najlepiej dość duże)
  • 6 łyżek cukru
  • 4 łyżki mleka
  • szczyptę soli
  • konfiturę lub frużelinę wiśniową (200-250 g powinno wystarczyć)

Czekoladę wraz z mlekiem rozpuszczamy w kąpieli wodnej (lub w rondelku na małym ogniu, uważając przy tym, by jej nie przypalić) i odstawiamy do ostygnięcia. W tym czasie białka ubijamy ze szczyptą soli, a gdy mocno się spienią (powstanie taka luźna piana), zaczynamy po łyżce dodawać cukier. Ubijamy do momentu, kiedy będą sztywne i błyszczące (jak na bezę). Mocno schłodzoną kremówkę również ubijamy na sztywno. Do ostudzonej czekolady (może być letnia, ale nigdy cieplejsza) dodajemy żółtka i dokładnie roztrzepujemy rózgą albo krótko miksujemy. Rozpuszczoną czekoladę dodajemy do ubitej śmietanki. Najpierw ok. 2 łyżek, delikatnie mieszamy masę łyżką do połączenia składników, a później stopniowo resztę. Następnie partiami dodajemy ubite białka, najlepiej na trzy tury, a całość delikatnie mieszamy łyżką tak, by piana nie opadła. Do pucharków lub szklanek nakładamy po 2-3 czubate łyżki musu tak, by wypełnić naczynka mniej więcej do połowy. Dodajemy po kilka wiśni, a następnie przykrywamy je resztą musu. Na górze również możemy dodać kilka wisienek. Owoce będą się zapadać w mus, ale płynną częścią konfitury/frużeliny można narysować na powierzchni esy-floresy i jeśli zrobimy to delikatnie, to powinny pozostać widoczne. Jeśli chcemy, aby owoce pozostały na wierzchu, możemy ozdobić nimi deser po zastygnięciu, a przed samym podaniem. Pełne szklanki/pucharki wstawiamy do lodówki na minimum 6 godzin, a najlepiej na całą noc. Gotowy deser możemy ozdobić również kleksem z bitej śmietany z wisienką na czubku lub wiórkami z białej czekolady. Można też wetknąć w mus rurki waflowe, miniprecelki w czekoladzie lub ułożyć na nim pralinkę w ciekawym kształcie. Np. na walentynki świetnie wyglądałoby serduszko z białej czekolady. Wszelkie wariacje na temat jak najbardziej dozwolone, a nawet wskazane ;)


Kiedy mus przygotowuję dla gości,
podaję go zwykle w wysokich, przezroczystych szklankach
(jak na pierwszym zdjęciu),
ale gdy robię go na romantyczną kolację we dwoje,
wybieram takie urocze filiżanki :)
Smacznego!

sobota, 18 stycznia 2014

Blok czekoladowy z mleka granulowanego z mnóstwem herbatników

Dziś dalszy ciąg słodkości. Ja mogę się już jedynie oblizywać, patrząc na zdjęcia, bo ten blok czekoladowy przygotowałam dla nas na Sylwestra i pozostało jedynie słodkie wspomnienie. Wam jednak mogę go serdecznie polecić. Jest absolutnie pyszny i bardzo słodki. Dla mnie to kolejna wycieczka do przeszłości. Zarówno prezentowane poprzednio wafelki, jak i ten blok czekoladowy wspominam bardzo miło z czasów dzieciństwa. Kiedyś, kiedyś, dawno temu można go było kupić w tzw. społemach na wagę. Przygotowywała go również moja mama w domu i wtedy to była prawdziwa rozpusta. Rodowód tego smakołyku sięga zapewne jeszcze dalej. To był taki domowy odpowiednik czekolady, której w sklepach nie można było kupić. Były dostępne jedynie wyroby czekoladopodobne, które naprawdę nie smakowały dobrze. Za to taki blok czekoladowy... Mmmm! Pycha :) Teraz czekolada jest już powszechnie dostępna i także z niej można wyczarować nieco zbliżony smakołyk. Zbliżony formą, ale nie smakiem. Ja wypróbowałam przepis na blok czekoladowy z prawdziwej czekolady już prawie rok temu, na walentynki (przepis tutaj). Wyszedł naprawdę super, ale to jednak coś zupełnie innego i od tamtego czasu co trochę przypominało mi się o tym drugim sposobie na blok. Wreszcie stwierdziłam, że muszę go przygotować! Robi się go szybko i prosto. Nie stwarza zbyt wielu problemów i wcale nie jest konieczne miałkie pełnotłuste mleko w proszku, które niestety ciężko dostać (przynajmniej u mnie). Mój blok czekoladowy przygotowałam z odtłuszczonego mleka granulowanego i też wyszedł. Przy jedzeniu tych granulek wcale się nie wyczuwa. Jeśli się dokładnie przyjrzeć, to można zauważyć delikatne jaśniejsze kropeczki, ale zapewniam, że w niczym one nie przeszkadzają. A smak? To było to! Spróbujcie sami :)

Blok czekoladowy z mleka granulowanego z herbatnikami

(porcja na keksówkę o wymiarach ok. 22x9 cm)



Należy przygotować:
  • 250 g masła
  • 1/2 szklanki wody + 2 łyżki
  • 6 łyżek naturalnego kakao
  • 1 szklankę cukru
  • 4 szklanki granulowanego, odtłuszczonego mleka w proszku
  • 200 g zwykłych herbatników

W garnuszku na niewielkim ogniu umieszczamy masło (najlepiej w małych kawałkach), cukier, kakao i 1/2 szklanki wody. Mieszamy i czekamy aż masa będzie płynna i jednolita, a cukier się dokładnie rozpuści. Nie zagotowujemy! Trzymamy na ogniu tylko do czasu, kiedy całość będzie płynna. Do ciepłej mikstury dodajemy po szklance granulowane mleko, a na koniec wkruszamy herbatniki. Dobrze, jeśli kawałki są różnej wielkości, mniejsze i większe, ale nie rozdrabniamy ciastek za bardzo. Całość delikatnie, ale dokładnie mieszamy i przekładamy do wyłożonej papierem do pieczenia formy (kształt może być dowolny). Najpierw nakładamy trochę i wciskamy tak, by masa dobrze wypełniła brzegi. Następnie dokładamy resztę i dociskamy, aby nie zostały w bloku bańki powietrza. Najlepiej zrobić to dłońmi lub pomóc sobie wystającym z formy papierem. Kiedy masa ostygnie, wstawiamy całość do lodówki na minimum 4 godz., a najlepiej na całą noc. Kroimy na plasterki i zajadamy ze smakiem :) Prawda, że proste?

Do masy czekoladowej możemy oczywiście
dodać ulubione bakalie, pianki marshmallow lub suche wafle.
Ja jednak najbardziej lubię wersję z samymi herbatnikami,
bo właśnie taka kojarzy mi się z dzieciństwem :)

PS. Jaka forma będzie najlepsza do przygotowania bloku? Oczywiście tradycyjna metalowa, szklana lub ceramiczna, a na pewno taka, która zachowuje kształt podczas wciskania w nią masy czekoladowej. Ja dysponuję niestety tylko formą silikonową i też jakoś sobie poradziłam, ale używając takiej formy trzeba kontrolować jej kształt. Silikon jest miękki, więc po naszym ugniataniu na pewno się zdeformuje i zamiast ładnego trapezu lub prostokąta otrzymamy raczej beczułkowaty kształt. Wystarczy jednak na sam koniec (po upchnięciu całej masy) ukształtować boki formy dłońmi, a na pewno uzyskamy pożądany wygląd bloku. Mnie się udało :)

Miłego weekendu!

sobota, 11 stycznia 2014

Domowe wafelki kokosowo-krówkowe

Początkowo wcale nie zamierzałam dodawać tego przepisu, bo wydawał mi się zbyt prosty. Banalny nawet. Poza tym myślałam, że wszyscy już dobrze go znają i każdy robi go po swojemu. Jednak przekonałam się, że wcale tak nie jest. Na moim facebook’owym profilu dodałam zdjęcie tylko jednego wafelka w towarzystwie filiżanki dobrej herbaty i okazało się, że wzbudził zainteresowanie :) Dla mnie to powrót do dzieciństwa i dla wielu z Was pewnie też. Czasami warto sobie takie smaki z dawnych lat przypomnieć. Dlatego, mimo wszystko, przepis postanowiłam zamieścić na blogu. Może Wam posłużyć jako inspiracja, by samemu stworzyć takie domowe smakołyki. Masa do wafelków przyjmie prawie każdy smak, jaki tylko sobie wymyślicie, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Ja proponuję dwa smaki. Tradycyjną krówkę i masę śmietankową z wiórkami kokosowymi. Wafelki można przygotować przekładając je nadzieniami naprzemiennie, tak jak ja to zrobiłam lub zrobić wafelki w dwóch różnych smakach. Robi się je szybko i przyjemnie. Tak naprawdę, to ich przygotowanie sprawiło mi niezłą frajdę :) No to co? Miłej zabawy!

Domowe wafelki z masą z mleka w proszku i kremem krówkowym
(duuużo wafelków)



Potrzebujemy:
  • opakowanie suchych wafli (moje nazywały się „andruty” i było ich dokładnie 25 g)
  • 200 g bardzo miękkiego masła + 200 g masła o dowolnej temperaturze
  • puszka masy krówkowej/kajmakowej lub ugotowanego słodzonego mleka zagęszczonego – ok. 500 g (ja użyłam naturalnej masy krówkowej Gostynia, ale można poeksperymentować z różnymi smakami)
  • ½ szklanki mleka
  • ½ szklanki cukru (lub więcej, jeśli ktoś lubi bardzo słodkie)
  • 3 szklanki mleka w proszku (ja użyłam granulowanego odtłuszczonego, bo tylko takie dostałam, ale nie miałam z nim żadnych problemów)
  • 2 szklanki wiórków kokosowych

Dodatkowo:
  • jeśli wafli nie kupiliśmy w tzw. „sreberku”, to będziemy również potrzebować spory kawałek folii aluminiowej do owinięcia całości

200 g miękkiego masła miksujemy na puch, a następnie, ciągle miksując, po 1-2 łyżki dodajemy masę krówkową/kajmakową. Gotowy krem krówkowy odstawiamy w chłodne miejsce.

Pozostałe masło wraz z mlekiem i cukrem umieszczamy w sporym rondelku i rozpuszczamy. Nie gotujemy, a czekamy tylko, aż całość będzie płynna. Do wciąż ciepłego, ale nie gorącego płynu dodajemy po szklance granulowane mleko i wiórki kokosowe. Dokładnie mieszamy i zostawiamy do lekkiego przestudzenia.

Pierwszy wafel smarujemy ostudzoną (może być lekko ciepła, bo inaczej zgęstnieje za bardzo, ale nie bardzo gorąca, bo wafle wtedy bardzo zmiękną) masą kokosową, przykrywamy następnym i smarujemy krówką. Kolejny wafel układamy na płaskiej powierzchni, smarujemy masą kokosową i dopiero układamy na kremie krówkowym. Jeśli będziemy chcieli rozsmarować masę kokosową na już ułożonym na pozostałych waflu, to krówka będzie się wyciskać (ten krem przed włożeniem schłodzeniem jest zbyt miękki i delikatny, dopiero w lodówce twardnieje). Odwrotnie nie ma takiego problemu. Postępujemy tak do momentu, kiedy zostanie nam ostatni wafel, którego oczywiście już nie smarujemy.

Całość owijamy w folię aluminiową i chowamy do lodówki co najmniej na 2 godz. Ja zwykle chłodzę wafle całą noc. Dobrze jest też całość obciążyć. Zwykle kładę wafle na jednej desce, przykrywam drugą i kładę na niej na płasko 2 litrowe kartony mleka. Dzięki temu wafle dobrze się sklejają i mają ładny kształt. Na koniec kroimy całość ostrym nożem na mniejsze porcje. Np. w prostokąciki, kwadraty lub trójkąty. Przechowujemy w lodówce przez kilka dni (myślę, że maksymalnie do tygodnia, ale tyle raczej nie wytrzymają), najlepiej przykryte, bo inaczej mogą trochę obsychać.

Pyszne wafelki, choinka w tle, dobra herbatka
i można leniuchować :) Mamy przecież weekend :D

PS. Niby prosty przepis, ale było, tyle rzeczy, o których po prostu musiałam wspomnieć, że zrobił się z tego całkiem długi wpis. Mimo to zachęcam do wypróbowania przepisu, ponieważ nie stwarza on większych problemów, a wafelków wychodzi naprawdę sporo i to bardzo smacznych :) Może nie są najzdrowsze (tak, tak, cukier, masło, krówka, po prostu bomba kaloryczna), ale przynajmniej wiemy, czym nasze wafle przekładamy. Kupne tej zalety już nie mają. Poza tym to doskonała propozycja na imprezę zarówno dla starszych, jak i młodszych gości. Dużo na raz nie da się ich zjeść, bo są naprawdę sycące, ale to raczej kolejna ich zaleta :)

Polecam serdecznie!

sobota, 22 czerwca 2013

Truskawki z bitą śmietaną po mojemu :)

Ostatnio trochę mniej u mnie słodkości, bo i z czasem trochę krucho. Bywają dni, kiedy ledwo zdążę zrobić nam coś na obiad, a zdarzają się i takie, gdy muszą wystarczyć kanapki. Jednak o ile dobrze pamiętam to ostatnie smakołyki w postaci kruchych ciasteczek z dżemem były na Dzień Dziecka. Trochę dawno ;) Dlatego na ten weekend postanowiłam przygotować coś słodkiego. Wprawdzie znów jest to przepis z tych mega błyskawicznych, ale przecież efekt się liczy, a efekt moim zdaniem jest świetny. Wykorzystałam znany już Wam patent z deserów budyniowych (1 i 2), jednak tym razem jest to coś zupełnie innego. Również ma dwie warstwy, ale na tym oraz na sposobie podania podobieństwa się kończą. Dziś gwiazdą wieczoru (no dobra, popołudnia) są truskawki. Dlaczego? Bo przygotowałam z nich nie jedną, a obie warstwy tego cuda. Pierwszą stanowi intensywnie owocowy i pachnący mus, a drugą lekka i puszysta pianka. Doskonałe połączenie. Pyszny deser. Do tego prosty i szybki, a gdy temperatura za oknem przekracza 30 stopni będzie wręcz idealny :)

Truskawkowa pianka na truskawkowym musie

4 duże, dwuwarstwowe desery + 2 mniejsze z samą pianką



Należy przygotować:
  • ok. 700 g umytych i pozbawionych szypułek truskawek + kilka do dekoracji
  • 500 ml schłodzonej śmietanki 30 lub 36%
  • cukier puder do smaku (może być również zwykły)
  • 4 łyżeczki żelatyny rozpuszczone w 1/4 szkl. wody

Truskawki kroimy na pół lub na mniejsze części i dokładnie miksujemy w blenderze. Słodzimy do smaku, dodajemy rozpuszczoną (nie gorącą!) żelatynę. Mieszamy dokładnie. Do 4 sporych szklanek lub salaterek nalewamy trochę musu (ok. 1/3 całości) i wstawiamy na 20 min. do zamrażalnika. W tym czasie ubijamy na sztywno śmietanę i delikatnie łączymy ją z resztą zmiksowanych truskawek. W razie potrzeby dosładzamy i wstawiamy na chwilę do lodówki. Gdy mus w szklankach się schłodzi i lekko zetnie, nakładamy drugą warstwę. Wygładzamy powierzchnię i tak przygotowany deser chowamy do lodówki na co najmniej kilka godzin, a najlepiej na całą noc. Przed podaniem dekorujemy plasterkiem świeżej truskawki.

Smacznego!





P.S. Mnie nie udało się rozłożyć do szklanek całej truskawkowej pianki i trochę zostało. Dlatego pokroiłam na niewielkie kawałki jeszcze kilka truskawek, dodałam je do pianki i wymieszałam, a całość przełożyłam do filiżanek. na wierzchu ułożyłam jeszcze po połówce truskawki i również schowałam do lodówki. Obie wersje deseru wyszły super, jednak jeśli do pianki dodacie kawałki truskawek, musicie pamiętać, że one na pewno puszczą sok i deser nie zetnie się całkowicie. Na pewno nie tak, jak wersja bez kawałków owoców. Mnie to nie przeszkadzało, ale gdybyście chcieli uzyskać nieco sztywniejszą konsystencję, radzę dodać dodatkową porcję żelatyny (1-2 łyżeczki powinny wystarczyć).


czwartek, 30 maja 2013

Czekoladowo-krówkowa pycha

Pamiętacie jeszcze mój deser budyniowy? Robiłam go już kilka razy, a ostatnio w nowej odsłonie. Nie tak dawno przygotowałam w domu masę krówkową z mleka skondensowanego, do tego pysznego ciacha i sporo mi jej zostało. Wylądowała więc w lodówce, zapakowana w słoiczek i czekała. Czekała, aż coś z niej zrobię, a w tym czasie podjadaliśmy ją chętnie i do wszystkiego. W ten sposób zjedlibyśmy pewnie wszystko, ale miałam ochotę jeszcze trochę z nią poeksperymentować. Niestety za wiele jej nie zostało i kiedy zastanawiałam się, co z tak małej ilości mogłabym wyczarować, przyszedł mi do głowy pomysł, którym chciałam się dzisiaj z Wami podzielić. Główna koncepcja pozostała taka sama, jak we wspomnianym już deserze budyniowym, ale smak jest zupełnie inny... Po prostu pyszny, a konsystencja wprost zniewalająca. Na dodatek przygotowanie tego smakołyku jest bajecznie proste i szybkie. Deser idealny :) Chcecie wiedzieć jak go zrobić? Zapraszam na przepis.

Deser budyniowy z sosem krówkowym

porcja dla 2 osób




Do zrobienia budyniu należy przygotować:
  • 2,5 szkl. mleka
  • 4 łyżki cukru (ja użyłam brązowego cukru typu demerara)
  • 4 płaskie łyżki mąki pszennej
  • 2 płaskie łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżki naturalnego kakao
  • 1 czubata łyżka masła

Do sosu:
  • 2 czubate łyżki masy krówkowej
  • 1 łyżka mleka

Dodatkowo:
  • 2 łyżki gotowej (lub domowej) granoli czekoladowej, wiórków lub płatków czekoladowych do dekoracji

Budyń przygotowujemy tak samo jak ten z papierka. 1,5 szklanki mleka wlewamy do garnuszka, dodajemy cukier i podgrzewamy na małym ogniu. Do pozostałego mleka wsypujemy mąkę pszenną, ziemniaczaną oraz kakao i bardzo dokładnie mieszamy. (Ja czasami używam do tego celu stojącego blendera. Mam wtedy pewność, że nie będzie grudek.) Do bardzo ciepłego mleka, ale jeszcze nie gotującego się, dodajemy mleko z rozmieszaną mąką. (Jeśli wlejemy mieszankę mączną do gotującego się już mleka, budyń może zacząć gęstnieć partiami, zanim zdążymy zamieszać i wtedy raczej na pewno porobią się grudki.) Natychmiast zaczynamy mieszać i kontynuujemy, aż budyń zacznie gęstnieć i w końcu się gotować (na powierzchni zaczną pojawiać się duże bąble). Gotujemy jeszcze ok. 1 min. dodajemy miękkie masło w kawałkach, dokładnie mieszamy i odstawiamy do ostygnięcia. W razie gdyby zrobił się kożuszek, dobrze jest go zdjąć (i zjeść ze smakiem ;)). Ostudzony budyń przekładamy do szklanek i zajmujemy się przygotowaniem sosu. Masę krówkową i mleko umieszczamy w małym garnuszku. Podgrzewamy i mieszamy, aż masa stanie się jednolita. Lekko przestudzonym, ale wciąż płynnym sosem polewamy budyń. 

Szklaneczki z sosem i budyniem ostawiamy do całkowitego ostygnięcia. Ja nie wstawiałam ich do lodówki, ponieważ wolę takie desery w temperaturze pokojowej. Przed samym podaniem posypujemy budyń granolą lub innymi dodatkami. Zajadamy ze smakiem :)

Deser z cyklu: co tu zrobić, żeby się nie narobić ;)
Leniwy weekend + leniwy deser = pełnia szczęścia :D

Smacznego!

niedziela, 14 kwietnia 2013

Intensywny w smaku sos czekoladowy + śmietankowy budyń + czekoladowa granola = deser idealny :)

O tak! To smakołyk w sam raz na niedzielne popołudnie. Jest naprawdę szybki, nie wymaga pieczenia, a większość składników mamy zawsze w domu. Smak? Obłędny. Sos bardzo intensywnie czekoladowy, a budyń gęsty i kremowy. Nie wiem, co jeszcze napisać o tym deserze... No może poza tym, że nie spodziewałam się, aż tak wspaniałego efektu. Czy nam smakował? Bardzo. Czy go jeszcze powtórzę? Na pewno i to nie raz! Już się zastanawiam, kiedy będę mogła go znów przygotować ;)

Deser budyniowy z sosem czekoladowym i granolą

porcja dla 2 łasuchów



Do zrobienia budyniu należy przygotować:
  • 2,5 szkl. mleka
  • 4 łyżki cukru (ja użyłam brązowego cukru typu demerara)
  • 4 płaskie łyżki mąki pszennej
  • 2 płaskie łyżki mąki ziemniaczanej

Do sosu:
  • 60 g dobrej jakości masła
  • 4 łyżki kakao
  • 6 łyżek cukru (również demerara)
  • 4 łyżki mleka

Dodatkowo:
  • 2 łyżki gotowej (lub domowej) granoli czekoladowej lub wiórki czekoladowe do dekoracji

Najpierw przygotowujemy sos czekoladowy. W niewielkim garnuszku umieszczamy masło z mlekiem oraz cukrem i rozpuszczamy, cały czas mieszając. Gdy cukier całkowicie się rozpuści dodajemy kakao i całość bardzo dokładnie mieszamy, nie podgrzewając już za bardzo, ponieważ polewa może się rozwarstwić. Jeśli się tego boimy, kakao możemy dodać po zestawieniu garnuszka z ognia. Gdyby jednak przytrafiła nam się taka wpadka, szybko wyłączamy płomień, a do masy dolewamy łyżkę mleka. Mieszamy energicznie do uzyskania jednolitej masy. W wersji tylko dla dorosłych możemy zamiast mleka dodać niewielką ilość alkoholu, np. likieru pomarańczowego. Sos będzie wtedy smakował niczym trufle. Gotowy sos czekoladowy wlewamy na dno szerokich szklanek i odstawiamy do ostygnięcia.

Budyń przygotowujemy tak samo jak ten z papierka. 1,5 szklanki mleka wlewamy do garnuszka, dodajemy cukier i podgrzewamy na małym ogniu. Do pozostałego mleka wsypujemy mąkę pszenną i ziemniaczaną i bardzo dokładnie mieszamy. (Ja czasami używam do tego celu stojącego blendera. Mam wtedy pewność, że nie będzie grudek.) Do bardzo ciepłego mleka, ale jeszcze nie gotującego się, dodajemy mleko z rozmieszaną mąką. (Jeśli wlejemy mieszankę mączną do gotującego się już mleka, budyń może zacząć gęstnieć partiami, zanim zdążymy zamieszać i wtedy raczej na pewno porobią się grudki.) Natychmiast zaczynamy mieszać i kontynuujemy, aż budyń zacznie gęstnieć i w końcu się gotować (na powierzchni zaczną pojawiać się duże bąble). Gotujemy jeszcze 1-2 min. i odstawiamy do ostygnięcia. W razie gdyby zrobił się kożuszek, dobrze jest go zdjąć (i zjeść ze smakiem ;)). Ostudzony budyń przekładamy do szklanek. Ja trochę się pospieszyłam i nałożyłam na sos jeszcze lekko ciepły, dlatego czekolada zaczęła się rozpuszczać i granica między sosem, a budyniem gdzieniegdzie stała się lekko nieostra ;) Nie ma to jednak najmniejszego wpływu na ostateczny smak deseru, a jedynie na jego wygląd.



Szklaneczki z sosem i budyniem ostawiamy do całkowitego ostygnięcia. Ja nie wstawiałam ich do lodówki, ponieważ wolę takie desery w temperaturze pokojowej. Przed samym podaniem posypujemy budyń granolą lub innymi dodatkami. (Mnie już marzy się taki pudding z malinami czy truskawkami.) Teraz pozostało nam już tylko usiąść wygodnie w fotelu i delektować się smakiem tego pysznego deseru.

Deser podbił nasze serca, a to był przecież jego debiut.
Wspaniałe w nim jest także to, że może mieć wiele różnych odsłon
i już nie mogę się doczekać kolejnych ;)

Miłego wieczoru!

piątek, 15 lutego 2013

Czekoladowe walentynki

Znam dwie główne metody robienia bloku czekoladowego. Pierwsza wymaga użycia mleka w proszku i kakao. Druga opiera się na czekoladzie i maśle. Ja wczoraj wykorzystałam tą drugą i muszę przyznać, że efekt jest świetny. Tak przygotowany blok nie jest tak twardy i kruchy, jak ten na mleku w proszku. Jest mniej zwarty i trochę mi przypomina bardzo gęsty mus czekoladowy. Do jego zrobienia wykorzystałam przepis Nigelli, ale nieco go podrasowałam na tą specjalną okazję ;) Mój blok ma sporo dodatków i jest potrójnieczekoladowy. Dlatego potrójnie, bo wykorzystałam do niego trzy rodzaje czekolady: mleczną, gorzką i białą. Mleczna czekolada nie twardnieje tak, jak gorzka, dzięki temu uzyskałam inną, delikatniejszą i lżejszą konsystencję, która mnie bardzo odpowiada. W ogóle przepis muszę zaliczyć do tych bardzo udanych i na pewno do powtórzenia. Ma jednak jedną wadę. Nie da się go dużo zjeść, bo jest bardzo słodki ;) Nawet takie łasuchy, jak my, nie podołały jednemu kawałkowi. Wprawdzie porcja była spora, mimo tego w przypadku jakiegokolwiek ciasta, nie mielibyśmy z tym problemu, ale dość już mojego gadania. Zapraszam na przepis.

Blok potrójnieczekoladowy

ilość składników na formę w kształcie serca o szerokości 26 cm



Do podstawowej wersji będziemy potrzebować:
  • 300 g mlecznej czekolady (w oryginale jest gorzka z dużą zawartością kakao, taka tworzy blok twardszy i bardziej zbity blok)
  • 125 g prawdziwego masła
  • 3 łyżki golden syrup (Można zastąpić go syropem klonowym lub ewentualnie miodem, ale szczerze mówiąc ja bym go jednak odradzała. Już lepiej w ogóle pominąć ten składnik.)
  • 100 g zwykłych herbatników (np. petitków)
  • 100 g pianek marshmallows

Dodatkowo:
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 100 g białej czekolady
  • 100 g masła
  • 2 łyżki golden syrup

Do dekoracji:
  • migdały, orzechy laskowe, orzechy włoskie lub inne bakalie

Mleczną czekoladę, masło i golden syrup (o ile go używamy) umieszczamy w rondelku i rozpuszczamy. Herbatniki kruszymy na niewielkie kawałki, a pianki kroimy w kostkę o boku ok. 1-1,5 cm (chyba że mamy minimarshmallows, wtedy oczywiście nie trzeba ich kroić). Do rozpuszczonej, ale nie bardzo gorącej czekolady dodajemy herbatniki i pianki i dokładnie mieszamy, jednocześnie starając się nie połamać bardziej naszych ciasteczek. Wylewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia (ja mam formę silikonową i w jej przypadku nie trzeba tego robić. Wygładzamy i lekko dociskamy powierzchnię. Nie przejmujemy się np. wystającymi piankami, czy delikatnymi nierównościami.

Z pozostałymi czekoladami postępujemy dokładnie tak samo. Rozpuszczamy je oddzielnie, każdą z 50 g masła i 1 łyżką golden syrupu. Najpierw gorzką, którą wylewamy bezpośrednio na mleczną, a później białą. Gorzką czekoladę rozprowadzamy mniej więcej równomiernie po całości. Natomiast białą oblewamy najpierw boki formy, a później rysujemy nią esy floresy na powierzchni ciemnej czekolady. Można jeszcze delikatnie połączyć białą i ciemną czekoladą rysując zawijasy lub dowolny wzór np. silikonową szpatułką. Wierzch bloku czekoladowego ozdabiamy bakaliamy. Całość wstawiamy do lodówki minimum na kilka godzin, a najlepiej na całą noc. Mój stał w zimnie ok. 7 godz. i wtedy nadawał się już do wyjęcia z formy, ale nie był do końca stwardniały.

Jeśli będziecie przygotowywać jedynie podstawową wersję, to po rozpuszczeniu masła, golden syrupu i czekolady, należy odlać jakieś pół szklanki, a resztę wymieszać z herbatnikami i piankami. Po umieszczeniu mieszanki w formie, zalewamy ją odlaną porcją czekolady.




Blok czekoladowy można przygotowywać z różnych rodzajów czekolady, a każda z nich zastyga nieco inaczej, dając inną konsystencję. Można też łączyć rodzaje czekolad, np. rozpuszczając razem gorzką i białą. Dodatki również mogą być przeróżne. Daje to niemal nieskończenie wiele możliwości, więc deser za każdym razem może być inny :)



Smacznego!

piątek, 1 lutego 2013

Niedzielne gofry

Okazuje się, że cierpię na daleko posunięte zmęczenie szarą rzeczywistością za oknem i chroniczny brak czasu. Nawet na gotowanie! A dla mnie to również forma relaksu. I sama już nie wiem, co mnie drażni bardziej. Czy ta szarość, czy może narastająca potrzeba chociaż kilku dni wypoczynku? Najchętniej uciekłabym gdzieś daleko, daleko stąd i na chwilę zapomniała o wszystkim i wszystkich. To bardzo egoistyczna potrzeba, ale cóż, nigdy nie mówiłam, że nie jestem egoistką. Z resztą odrobina egoizmu, dawkowanego z rozsądkiem i umiarem jest wskazana. Nawet jeśli będzie to dla mnie tylko godzina relaksu w wannie. Może się później okazać, że to wcale nie jest „tylko”, ale „aż”. Że przyniesie to więcej korzyści, niż gdybym wtedy robiła innego, bardziej pożytecznego. I że nagle stanę się nieco łagodniejsza i łatwiej będzie ze mną współegzystować. Warto? Warto! Czasami czuję, że inaczej naprawdę mogłabym eksplodować. Myślę, że każdy tego potrzebuje, żeby zwyczajnie nie zwariować, kiedy dni przeciekają nam przez palce w zastraszającym tempie.

Taką chwilą dla siebie albo wyjątkowym czasem we dwoje może być także niedzielne, leniwe śniadanie. W piżamie i z poczochranymi włosami. Może to być bardzo przyjemny zwyczaj i taki moment podczas ciągłej gonitwy, kiedy wrzucamy luz i niczym się nie przejmujemy. Doskonale sprawdzą się wtedy pyszne gofry. Poprzedni przepis, który umieściłam na blogu, był niezły, ale czegoś mu brakowało. Postanowiłam go nieco zmodyfikować i... wow. Nam gofry bardzo smakowały.

Puszyste gofry




Będziemy potrzebować:
  • 2 szklanki mąki
  • 1 szklankę wody
  • ½ szklanki mleka
  • ½ szklanki oleju
  • 4 jajka
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 4 łyżki cukru (można więcej, można mniej, w zależności od upodobań)
  • szczyptę soli
Białka oddzielamy od żółtek. Mąkę, wodę, mleko, olej, cukier, cukier waniliowy, proszek do pieczenia i żółtka miksujemy na gładką masę. Białka ubijamy ze szczyptą soli. Następnie dodajemy po łyżce ubitych białek do zmiksowanego ciasta i bardzo delikatnie łączymy. Staramy się zrobić to tak, by nie stracić za dużo z objętości białek. Gofry pieczemy w nagrzanej i posmarowanej olejem gofrownicy. Podajemy od razu z ulubionymi dodatkami, chociaż same lub tylko posypane cukrem pudrem są równie wyśmienite. Najlepiej w towarzystwie owocowej herbatki lub świeżo wyciskanego soku pomarańczowego.



Gofry z tego przepisu są naprawdę leciutkie i puszyste. Gorąco polecam i życzę smacznego!

niedziela, 4 listopada 2012

Gofry

Co może być lepszego niż gofry w niedzielę na śniadanie? Szczerze mówiąc nic nie przychodzi mi do głowy. Pyszne, puszyste gofry, to jest to. Mój przepis pochodzi od pewnej Pani, która sprzedawała gofry i była tak miła, że mi go podała. Jak się później okazało jej przepis nie różni się za bardzo od innych, które udało mi się znaleźć, ale gofry wychodzą z niego naprawdę dobre.


Gofry z prażonymi jabłkami




Do ciasta na gofry potrzebujemy:
  • 2 jajka
  • 2 szklanki mleka
  • 2 szklanki mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • 4 łyżki oleju
  • szczyptę soli

Dodatkowo:
  • 3-4 jabłka
  • cukier
  • cynamon
  • kakao
Jabłka kroimy na spore kawałki, np. w kostkę. Prażymy je w garnku z cukrem i cynamonem. Można do nich dodać orzechy lub rodzynki, a zamiast cukru użyć miodu.

Żółtka jajek łączymy z pozostałymi składnikami i miksujemy na gładką masę. Z białek i szczypty soli ubijamy sztywną pianę i delikatnie łączymy z resztą. Gofrownicę natłuszczamy i smażymy gofry na złoty kolor. Na gotowe gofry wykładamy porcję jabłek, a całość oprószamy gorzkim kakao.

Sposobów jedzenia gofrów jest tyle, że na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Polecam je na leniwe niedzielne śniadanie lub podwieczorek. Są po prostu przepyszne i znikają bardzo szybko. Tak szybko, że nie zdążyłam nawet zrobić dobrego zdjęcia ;)



Smacznego!

czwartek, 11 października 2012

Naleśniki z prażonymi jabłkami i sosem cynamonowym

Kiedy mam ochotę na słodki obiad, robię naleśniki. Dzisiejsze przywodzą mi na myśl szarlotkę i zdecydowanie jest to propozycja dla takich łasuchów jak ja i P. :)

Przepis na ciasto naleśnikowe znajdziecie tutaj -> naleśniki


Naleśniki z jabłkami i sosem cynamonowym


Do nadzienia będziemy potrzebować:
  • 2 duże, twarde i soczyste jabłka
  • 2 łyżki masła
  • 2 łyżki miodu
  • 0,5 łyżeczki cynamony
  • 4 łyżki płynnej śmietanki 18%
  • garść posiekanych orzechów włoskich + kilka połówek
Do sosu:
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżka miodu
  • 0,5 łyżeczki cynamony
  • 1 łyżka płynnej śmietanki 18%

Prawie wszystkie składniki nadzienia 


Jabłka myjemy i obieramy. Kroimy je w ósemki, a następnie w ok. 0,5 cm plasterki. W garnku topimy masło i wrzucamy do niego jabłka. W tym czasie na suchej patelni prażymy pokrojone orzechy. Do jabłek dodajemy miód, cynamon i orzechy. Gdy z jabłek zrobi się dość gęsty mus z pojedynczymi większymi kawałkami wlewamy stopniowo, po łyżce śmietankę. Gotowe. Nadzienie odstawiamy i smażymy naleśniki. Teraz pozostał nam już tylko sos. W małym rondelku topimy masło, dodajemy miód i cynamon. Dokładnie łączymy. Dokładamy połówki orzechów włoskich.

Gotowy sos cynamonowy z orzechami włoskimi


Naleśniki smarujemy musem jabłkowym i składamy w koperty. Układamy na talerzu i polewamy gorącym sosem cynamonowym. Od razu podajemy. Smacznego.

Mmmm... gotowe


PS. Uwaga, uzależniają ;)