Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia włoska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia włoska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 lipca 2016

Puszysta pizza!

Podobną potrawę jedli już starożytni Grecy, ale to w 1889 r. w Neapolu powstała w formie znanej współcześnie. O co może chodzić? Właściwa odpowiedź jest tylko jedna. To przecież... pizza! Początkowo jej składnikami były pomidory, ser mozarella i bazylia, które reprezentują narodowe barwy Włoch - państwa, w którym powstała znana na całym świecie popularna margherita. Dziś można zamówić pizzę z niemal każdym składnikiem, ale najlepiej przygotować ją od podstaw w domu :) Wprawdzie przepis na pizzę gościł już na moim blogu, jednak ostatnio sporo eksperymentowałam z ciastem i postanowiłam podzielić się z Wami moim aktualnym przepisem. Bo kto nie lubi pizzy? Ja piekę ją w domu regularnie i lubię mieć w lodówce zagniecione ciasto na awaryjny obiad. Utarło się, że ciasto drożdżowe lubi wyrastać w cieple i to prawda. Jednak nie wszyscy może wiedzą, że równie dobrą, a w niektórych przypadkach nawet lepszą metodą, jest pozostawienie zagniecionego ciasta na dużo dłuższy czas, ale w chłodzie, np. w lodówce. Wyrastanie zajmuje wtedy około 12 godz. Ciasto można przygotować wieczorem, a upiec dopiero następnego dnia. W tym wypadku, im dłużej leżakuje, tym lepiej. Znakomite będzie nawet po 3 dniach, ale nie polecam przechowywania go dłużej. Zachęcam natomiast do wypróbowania mojego nowego przepisu na idealnie puszystą pizzę!

Pizza na puszystym cieście

porcja na 2 bardzo duże lub 5-6 mniejszych placków


Składniki na ciasto:
  • 800 g mąki pszennej (ja zazwyczaj używam zwykłej - typ 550,
    ale może być również chlebowa)
  • 60 g świeżych drożdży
  • 6 łyżek oleju lub oliwy (ja używam oliwy aromatyzowanej bazylią, suszonymi pomidorami i czosnkiem)
  • 500 ml letniej wody
  • 3 łyżeczki cukru
  • 1,5 łyżeczki soli

Składniki na sos:
  • 500 g pomidorowej passaty (dobrego przecieru pomidorowego)
  • 2-3 ząbki czosnku (opcjonalnie czosnek granulowany)
  • 2 łyżeczki suszonego oregano (może być również bazylia lub zioła prowansalskie)
  • sól, cukier do smaku
  • 1 łyżka oleju lub oliwy

Dodatki (ilość według zapotrzebowania):
  • tarta mozarella
  • ser typu camembert - pokrojony w plastry
  • salami - w plastrach
  • kiełbasa jałowcowa - pokrojona w plasterki
  • ananas - w kawałkach
  • papryka - pokrojona w paseczki
  • kilka pieczarek - pokrojonych w plasterki
  • inne ulubione dodatki takie jak, np. szynka, oliwki, pomidorki koktajlowe czy świeża mozarella
  • suszone oregano do posypania pizzy

Ciasto:
Drożdże wkruszamy do miseczki, dodajemy cukier i całość zalewamy 150 ml letniej wody. Mieszamy do rozpuszczenia i odstawiamy na 10 min do spienienia. W dużej misce łączymy mąkę, sól, olej i resztę letniej wody oraz zawartość miseczki z drożdżami. Mieszamy łyżką, a następnie wykładamy na stolnicę lub blat i zagniatamy, aż ciasto będzie jednolite i elastyczne. Powinno to trwać około 10 min. (Jeśli mamy mikser z hakiem, to można to zrobić z jego pomocą). Formujemy kulę. Miskę lekko natłuszczamy i umieszczamy w niej ciasto, które również lekko smarujemy oliwą. Szczelnie przykrywamy folią spożywczą, dociskając ją lekko do ciasta. Odstawiamy na 1,5-2 godz. w ciepłe miejsce bez przeciągów. (Ciasto możemy również wstawić do lodówki i upiec następnego dnia.)

Sos pomidorowy:
Czosnek siekamy bardzo drobno. W rondlu rozgrzewamy oliwę i wrzucamy czosnek. Dodajemy pomidorową passatę i oregano, a następnie odparowujemy do uzyskania gęstej konsystencji. Doprawiamy solą i cukrem. Odstawiamy do ostygnięcia.

Ciasto cd.
Gotowe ciasto powinno podwoić swoją pierwotną objętość. Wtedy możemy przystąpić do dzielenia go na porcje i pieczenia. Z podanej ilości składników wyjdą trzy duże, dwie bardzo duże, pulchne pizze lub 5-6 mniejszych (o średnicy około 23 cm). Na małe, jednoosobowe pizze potrzeba od 200 do 300 g surowego ciasta, w zależności od tego, jak grube spody chcemy uzyskać. Jeśli jednorazowo nie upieczemy całego przygotowanego ciasta, to należy przykryć je folią, tak jak do wyrastania i zużyć w ciągu 2-3 dni.

Pizza na pierwszym planie jest bardziej puszysta
i do jej przygotowania użyłam 300 g surowego ciasta.

Ta w tle jest o 100 g lżejsza i trochę cieńsza, ale równie smaczna :)

Formowanie i pieczenie pizzy:
Wyrośnięte ciasto dzielimy na porcje. Każdą z nich formujemy w kulkę i rozpłaszczamy dłońmi na stolnicy. Staramy się nie podsypywać mąką. Formujemy nieco wyższy brzeg i przekładamy na blachę do pieczenia wyłożoną papierem albo kamień do pieczenia pizzy. Na raz formujemy tylko tyle spodów, ile będziemy od razu piec. Resztę trzymamy w misce pod przykryciem z folii. (Mnie najwygodniej jest przygotowywać spody w taki sposób: na silikonowej stolnicy rozpłaszczam ciasto, przykrywam je papierem, dociskając, a następnie odwracam, odklejając ciasto od stolnicy i gotowy placek wraz z papierem układam na blaszce.) Gotowe spody smarujemy hojnie sosem i posypujemy tartą mozarellą. Obkładamy pozostałymi dodatkami. Najlepiej nie dodawać zbyt dużo mokrych składników, bo spód za bardzo nasiąknie i nie wypiecze się ładnie. Np. na pizzę o średnicy 23 cm powinny wystarczyć 2-3 pieczarki. Wierzch posypujemy lekko suszonym oregano i pieczemy w temp. 250 °C około 15 min. Podajemy od razu, w towarzystwie sosu pomidorowego.

Smacznego!

niedziela, 22 marca 2015

Szybka i smaczna obiadokolacja

Ostatnio znów czuję, że brakuje mi na wszystko czasu. Przygotowania do ślubu wkroczyły na ostatnią prostą i chociaż wcale sobie jeszcze tego nie uświadamiam, to za nieco ponad miesiąc będę już mężatką :) Rozdajemy właśnie ostatnie zaproszenia, niedawno udało mi się kupić buty na zmianę, a w minionym tygodniu byłam na drugiej przymiarce sukni i teraz już mogę odetchnąć. Welony dotarły, a bolerko zostało zamówione. Suknia ma teraz idealną długość i bez problemu mogę się w niej poruszać poruszać. Wcześniej była za długa i obawiałam się, jak będzie wyglądać po skróceniu, ale wszystko jest idealnie :))) Większość spraw jest już dawno załatwiona i zaplanowana, jednak wciąż znajdują się rzeczy do zrobienia i dopilnowania. Dlatego większość naszych obiadów jest ostatnio przygotowywana na szybko i w biegu. Otwieram lodówkę, robię szybki rekonesans i po chwili już wiem, co będziemy jeść. A po kolejnej, nieco dłuższej chwili jedzenie jest już na stole. Czas na bardziej skomplikowane dania będzie prawdopodobnie dopiero w maju ;) Póki co kolejna propozycja na obiad w pół godziny. Bo przecież każdemu może czasami brakować czasu, siły lub ochoty na stanie przy garach ;)

Makaron z tuńczykiem, świeżym szpinakiem, suszonymi pomidorami i oliwkami

porcja dla 4 osób


Należy przygotować:
  • 250 g grubego makaronu (u mnie razowe penne)
  • 2 puszki tuńczyka w kawałkach, w sosie własnym (każda po 130 g ryby)
  • 2-3 ząbki czosnku
  • ok. 80-100 g świeżego szpinaku
  • 10-12 suszonych pomidorów z oliwy
  • ok. 50 g ciemnych oliwek
  • 1 łyżkę oliwy z oliwek
  • 100 ml płynnej śmietanki (ja użyłam 12%)
  • dużą garść świeżej bazylii
  • przyprawy: sól morską, świeżo mielony, czarny pieprz

Makaron gotujemy w dobrze osolonej wodzie ok. 2 min. krócej, niż podają w instrukcji na opakowaniu. Ma pozostać mocno al dente. Czosnek siekamy drobniutko, pomidory odcedzamy i kroimy w paski, a oliwki w plasterki. Szpinak oraz bazylię płuczemy, osuszamy i rwiemy lub grubo siekamy. (Kilka listków bazylii możemy zostawić do dekoracji). Tuńczyka odsączamy z zalewy i lekko rozdrabniamy, zachowując jednak trochę większych kawałków. W garnku lub szerokim rondlu podgrzewamy oliwę. Dodajemy czosnek i smażymy 1-2 min. Następnie dodajemy szpinak i śmietankę. Doprawiamy solą i pieprzem. Kiedy szpinak zmięknie i nieco straci swoją pierwotną objętość, dorzucamy suszone pomidory i oliwki. Mieszamy. W tym czasie makaron powinien już być gotowy. Odcedzamy go, zachowując ok. 2 łyżki wody z gotowania. Makaron wraz z wodą dodajemy do szpinaku. Mieszamy i chwilę razem podgrzewamy. Zestawiamy z ognia. Dodajemy tuńczyka oraz bazylię i jeszcze raz całość dokładnie mieszamy. Podajemy od razu, każdą porcję dekorując pozostałą bazylią.

Smacznego!
P.S. Taki makaron świetnie smakuje w wersji obiadowej - na ciepło, ale też jako sałatka - na zimno. Makaronowe sałatki są bardzo sycące i doskonale sprawdzają się jako pełnowartościowy posiłek do pracy :) Ja specjalnie przygotowałam podwójną porcję tego makaronu, żeby wystarczyło nie tylko na obiad, ale również na następny dzień do pracy ;)

sobota, 26 października 2013

Recyklingowy makaron

Tydzień temu pokazywałam Wam niezbyt tradycyjną, ale za to pyszną lazanię i jak to zwykle ze mną bywa, wszystko robiłam na oko. U mnie w kuchni to standard ;) Z resztą takie gotowanie lubię najbardziej. Nawet jeśli przepis jest mojego autorstwa, nigdy nie gotuję z kartką w ręku. Wyjątek stanowią potrawy, przy których proporcje są naprawdę ważne. Np. piekąc ciasta czy ciasteczka nie sposób o nich zapomnieć, ale słodkości kocham tak bardzo, że jestem w stanie to przeboleć ;) Ale, ale, odeszłam od tematu. Co to ja chciałam... Aaa, no tak. Gotując na oko zawsze jest ryzyko, że czegoś wyjdzie za mało albo za dużo. Poza tym rzadko się zdarza, że uda mi się kupić akurat tyle danego składnika, ile potrzebuję do jednej potrawy. Dlatego często robię dania z odzysku. Nie lubię wrzucać jedzenia. Nienawidzę wręcz marnotrawstwa. Uważam, że to głupie i zupełnie niepotrzebne. Może my mamy pełną lodówkę, ale nie wszyscy mogą pozwolić sobie na ten luksus, dlatego jeśli już naprawdę muszę coś wyrzucić (a wyrzucam tylko popsute jedzenie), to zazwyczaj czuję się z tym źle i żałuję, że wcześniej tego nie zjadłam. Wszystko przecież można zużyć i wykorzystać do czegoś nowego. Wcale nie trzeba jeść kolejny raz tego samego. Wystarczy odrobina wyobraźni i szczypta kreatywności.

Makaron w sosie beszamelowym z boczkiem i szpinakiem

(dwie duże lub trzy mniejsze porcje)



Należy naszykować:
  • 200 g surowego, parzonego boczku
  • ok. 150 g świeżego szpinaku (mnie został z lazanii)
  • 1 szklankę tymiankowego beszamelu (z tego przepisu)
  • 1-2 ząbki czosnku
  • odrobina tartego sera o dość intensywnym smaku (cheddar będzie w sam raz, ale sprawdzi się także znany wszystkim radamer)
  • przyprawy: sól (niewiele lub nawet wcale ze względu na boczek i sos, które są już słone), świeżo mielony czarny pieprz
  • ok. 200 g grubego makaronu (u mnie kokardki)

Boczek kroimy w niewielką kostkę, a opłukany szpinak w paski. Czosnek siekamy drobno lub przeciskamy przez praskę. Makaron gotujemy al dente w sporej ilości dobrze osolonej wody (ok. 2 min. krócej, niż podają na opakowaniu). W czasie gdy makaron się gotuje, zrumieniamy boczek. Kiedy ten zamieni się już w chrupiące skwarki, dodajemy szpinak oraz czosnek, mieszamy i na chwilę przykrywamy. Po ok. 2 min. dodajemy sos beszamelowy. Doprawiamy i dusimy kolejne 2 min. Do sosu dodajemy odcedzony makaron, dokładnie mieszamy i podajemy posypany serem.

Smacznego!

Prawda, że proste? A do tego szybkie i naprawdę pyszne. Takie potrawy lubię najbardziej. Jednak tym razem miałam jeszcze większą satysfakcję, ponieważ danie powstało ze składników (oraz sosu), które już miałam już w lodówce i coś trzeba było z nimi zrobić. To dla mnie bardzo ważne, by wykorzystywać wszystko, co mamy i by niczego nie marnować. Zachęcam Was do tej kuchennej odmiany recyklingu :) Obiady można sobie planować na dwa dni do przodu, nie głowić się codziennie nad tym, co by tu ugotować i nie dźwigać codziennie zakupów. Same plusy. Podziękuje nam za to i nasz kręgosłup, i nasz portfel ;) Ten temat jest mi szczególnie bliski, ponieważ zazwyczaj gotuję tylko dla dwóch osób. Każdy, kto jest w tej samej sytuacji wie, że niektórych produktów po prostu nie da się kupić w niewielkich ilościach i później zalegają w lodówce. Dlaczego więc nie zaplanować posiłków tak, by później wszystko zostało wykorzystane i zjedzone? Przy okazji trochę zaoszczędzimy, bo przecież za wszystko, co wyrzucamy, musieliśmy wcześniej zapłacić. Warto się nad tym zastanowić. Miłej niedzieli Kochani :)

niedziela, 20 października 2013

Moja ulubiona lazania

Na moim facebookowym profilu obiecałam przepis na odmienioną lazanię. Miał być w weekend, a że ten nieubłaganie zbliża się już ku końcowi, postanowiłam wreszcie słowa dotrzymać. Lazania z tego przepisu jest wyjątkowa i nietuzinkowa, a już na pewno nie jest zwyczajna. Tradycyjną lazanię pomidorową też lubię, ale ta... Tą po prostu uwielbiam. Przepis na nią powstał jakiś czas temu i szczerze mówiąc było to danie pod tytułem: mam w lodówce szpinak, pieczarki i suszone pomidory i coś bym z nich zrobiła. Ale co? Szybki przegląd szafek i analiza ich zawartości. Chwila namysłu i plan gotowy. Później okazało się, że plan był całkiem niezły, a ta nowa potrawa na stałe weszła do mojego repertuaru. Polecam serdecznie :)

Drobiowa lazania z pieczarkami, szpinakiem i suszonymi pomidorami

(porcja dla 6 osób)



Do farszu będziemy potrzebować:
  • 500 g mielonego mięsa z kurczaka
  • 500 g pieczarek
  • ok. 100 g świeżego szpinaku
  • ok. 12 suszonych pomidorów
  • 2 ząbki czosnku
  • 100 g topionego serka śmietankowego
  • 100 g dobrego koncentratu lub przecieru pomidorowego
  • 1 łyżka masła
  • przyprawy: sól, świeżo mielony czarny pieprz, suszony tymianek

Do tymiankowego sosu beszamelowego:
  • 4 czubate łyżki masła (ok. 70-80 g)
  • 4 czubate łyżki mąki
  • ok. 600 ml mleka
  • przyprawy: sól, świeżo mielony czarny pieprz, dużo suszonego tymianku

Dodatkowo:
  • makaron typu lazania
  • trochę oliwy lub oleju

Pieczarki kroimy w drobną kostkę i podsmażamy na maśle. Kiedy puszczą sok, dodajemy mielonego kurczaka i całość mieszamy bardzo dokładnie. W garnku powinno wytworzyć się trochę bulionu mięsno-warzywnego do którego dodajemy pokrojony na mniejsze kawałki serek, koncentrat, drobno posiekany czosnek i przyprawy. Czekamy aż serek się rozpuści i sos stanie się jednolity. Pomidory i szpinak kroimy w paseczki. Najpierw dodajemy pomidory, a gdy sos zgęstnieje, wtedy dorzucamy szpinak. Dusimy całość chwilę (ok. 2 min.) i zestawiamy z ognia. Farsz do lazanii powinien być dość gęsty, nie może być wodnisty, ale nie powinien być również zbyt suchy.

Przygotowujemy beszamel. Najpierw w rondelku rozpuszczamy masło. Dodajemy do niego mąkę i chwilę smażymy (ok. 2 min.). Następnie cienkim strumyczkiem dodajemy trochę mleka, cały czas mieszając , by nie dopuścić do powstania grudek (najlepiej trzepaczką bądź rózgą). Stopniowo dodajemy ok. szklankę mleka. Przyprawiamy solą i pieprzem. Dodajemy także ok. 2 płaskich łyżeczek tymianku. Całość ciągle energicznie mieszamy, dolewając resztę mleka. Trzymamy na ogniu jeszcze ok. 4-5 min.  Sos ma nabrać tymiankowego smaku. Następnie zdejmujemy sos z ognia (gdyby zgęstniał za bardzo, można dodać jeszcze odrobinę mleka) i przecieramy przez drobne sitko. Większość tymianku powinna się na nim zatrzymać. Jeśli tego nie zrobimy, to później sos nie będzie taki kremowy, a poza tym taka ilość suszonego zioła może być denerwująca (i wchodzić w zęby ;). Sos odstawiamy i przykrywamy.

W dużym garnku zagotowujemy sporą ilość dobrze osolonej wody z dodatkiem ok. 2 łyżek oliwy/oleju. Płaty lazanii podgotowujemy ok. 2 min. każdy. Jednak nie wrzucam wszystkich, które zamierzamy użyć na raz do garnka. Wtedy na pewno się posklejają. Gotujemy ok. 4-5 płatów makaronu na raz, a po wyjęciu z wody rozkładamy tak, by się nie posklejały.

Prostokątne naczynie żaroodporne delikatnie natłuszczamy i wykładamy pierwszą warstwę makaronu. Na nim układamy połowę farszu, który cieniutko smarujemy sosem beszamelowym. Następnie znów makaron, farsz i cienka warstwa beszamelu. Na koniec całość przykrywamy jeszcze jedną warstwą makaronu i polewamy pozostałym sosem beszamelowym. Wierzch możemy również posypać tartym żółtym serem, ale ja tego nie zrobiłam, a efekt i tak był wspaniały.

Lazanię pieczemy 30-35 min. w 180 stopniach Celsjusza. Podajemy od razu. Muszę Wam jednak zdradzić, że taka lazania dość dobrze się przechowuje. Jeśli trochę Wam zostanie, to ostudzoną spokojnie możecie przykryć, schować do lodówki i odgrzać następnego dnia, nawet w mikrofali ;)

Ufff... Dość długi wyszedł ten post, ale i przepis wymaga trochę czasu.
Możecie mi jednak wierzyć, że warto :)))

Ten przepis to taka moja alternatywa dla klasycznej lazanii. Jeśli lubicie to danie w jego tradycyjnej wersji, a do tego lubicie eksperymentować, to serdecznie polecam moją propozycję. Jest naprawdę świetna. Kremowa i dość delikatna, ale zarazem intensywna w smaku. Pycha :D

Smacznego!

środa, 2 października 2013

Smaki jesieni, czyli urodzinowe risotto z leśnymi grzybami

Dziś są moje urodziiiiiiny :) No dobra, nie moje, a przynajmniej nie całkiem moje. Bloga! :D Pierwsze, a więc wyjątkowo ważne. Wprawdzie ostatnie dwa miesiące były dla mnie ciężkie, ponieważ nie da się prowadzić bloga kulinarnego, nie posiadając w domu kuchni, jednak mimo to mogę z dumą stwierdzić, że jakoś przetrwaliśmy. Ja i blog oczywiście. Jestem przeszczęśliwa, że liczba odwiedzin wcale przez ten czas nie spadła, że stali bywalcy wciąż zaglądają, a nowych ciągle przybywa. To dla mnie bardzo wiele znaczy, bo obawiałam się, że mój blog może umrzeć śmiercią naturalną, a tu taka miła niespodzianka. Dlatego mam teraz jeszcze większą motywację, by Was moi drodzy czytelnicy nie zawieść. Na blogowy powrót specjalnie wybrałam ten dzień. To przecież dla mnie nowy początek. W nowym miejscu i w nowej kuchni. Tym razem prawdziwie u siebie. Zdążyłam się już trochę przyzwyczaić do tego nowego, nabrudzić w kuchni i poczuć jak w domu. Znów mogę cieszyć się gotowaniem. Gotowaniem dla Was, trochę dla siebie i chyba przede wszystkim dla mojego kochanego P. To on jest dla mnie najsurowszym krytykiem i to jego podniebienie staram się codziennie zadowolić, a nie jest to wcale takie łatwe ;) Prawdą jest jednak, że nic tak nie cieszy, jak gotowanie dla ukochanej osoby. Dlatego dzisiaj chciałam mu podziękować. Za to, że co dzień dodaje mi sił, motywacji i jest dla mnie ogromnym wsparciem. Za to, że jest. Po prostu. To po części dzięki niemu założyłam ten blog i wciąż go prowadzę. Przede wszystkim jednak chciałam podziękować moim czytelnikom. Stałym, nowym i tym całkiem przypadkowym. Wy jesteście siłą napędową mojego bloga, bez Was bym nie przetrwała. Dziękuję za każde odwiedziny i komentarz :) A teraz, już bez zbędnego przeciągania, zapraszam wszystkich na moje ulubione risotto. Proste, szybkie i przepyszne, a do tego niesamowicie pachnące.

Risotto z leśnymi grzybami

(porcja dla 3 osób lub 2 bardzo głodnych)



Należy przygotować:
  • 1 szklankę ryżu do risotto
  • 1/2 szklanki białego wina (wytrawnego lub półwytrawnego)
  • 2 szklanki dobrego, domowego bulionu warzywnego
  • ok. 100 ml płynnej, słodkiej śmietanki (może być 30%, ale sprawdzi się również 12%)
  • 2 łyżki prawdziwego masła
  • 40 g tartego sera (ja użyłam parmezanu) + trochę do posypania każdej porcji
  • 1 średnią cebulę
  • 60-70 dag świeżych grzybów (ja użyłam podgrzybków oraz prawdziwków)
  • przyprawy: sól morska, świeżo mielony czarny pieprz, 1,5 łyżeczki suszonego tymianku
  • ok. 2 łyżki oliwy z oliwek (ja użyłam aromatyzowanej oliwy ze skórką cytrynową)

Grzyby oczyszczamy i dokładnie opłukujemy, a następnie kroimy na niewielkie kawałki. (Ja ogonki kroję w plasterki lub półplasterki, a kapelusze w paseczki.) Podsmażamy je na rozpuszczonym maśle i dusimy do miękkości. W garnku o grubym dnie rozgrzewamy oliwę. Dodajemy pokrojoną w drobną kostkę cebulę i rumienimy. Ważne jednak, by najpierw pozwolić cebuli zmięknąć i nie przysmażać jej od razu za bardzo, ponieważ zostanie wtedy twardawa. Do garnka z cebulą wsypujemy ryż, mieszamy dokładnie i smażymy ok. 2 min. Następnie dodajemy wino. Mieszamy i czekamy, aż ryż je wchłonie. Później dodajemy bulion. Najpierw jedną szklankę, drugą dopiero wtedy, gdy ryż wchłonie pierwszą porcję płynu. Risotto cały czas mieszamy, uważając, by nie przywarło i się nie przypaliło. Kiedy cały bulion zostanie wchłonięty, dodajemy śmietankę, grzyby, ser oraz tymianek. Całość dusimy do momentu, kiedy ryż zmięknie, a potrawa ładnie zgęstnieje. Risotto nie może pływać, nie można także dopuścić do rozgotowania ryżu. Powinien raczej pozostać al dente. Risotto doprawiamy solą morską i czarnym pieprzem. Podajemy od razu, posypane obficie parmezanem, najlepiej w towarzystwie wina, którego użyliśmy do gotowania ;)


Prawda, że to doskonałe danie, by uczcić dzisiejszą okazję?

Smacznego!

czwartek, 6 czerwca 2013

Błyskawicznie i zdrowo

Zdrowy, zbilansowany i do tego szybki posiłek. Niemożliwe? Możliwe! Do tego jaki pyszny i aromatyczny :) Po takim jedzonku uśmiech mam niemal przyklejony do twarzy. Co to takiego? Szpinakowe pesto. Jest naprawdę rewelacyjne i to ono występuje dziś w roli głównej. Planowałam podać je z razowym makaronem, wiedziałam jednak, że dla mojego P. muszę dorzucić jakieś mięcho. Padło na grillowanego kurczaka, bo chudziutki i robi się go błyskawicznie. Cały obiadek jest gotowy w jakieś 15 min. To świetna propozycja, gdy brakuje czasu na długotrwałe gotowanie. Nie warto wtedy wrzucać w siebie byle czego, jeśli w parę chwil możemy mieć pełnowartościowy posiłek, który da nam siłę i energię na resztę dnia. No i jest taaaki dobry :) Tak, tak, wiem, powtarzam się, ale smak dzisiejszego obiadu przebił moje najśmielsze oczekiwania. Takie pesto robiłam sama po raz pierwszy. Wiedziałam, że mnie będzie smakować, bo w pesto zakochałam się już dawno temu. Zależało mi jednak na tym, by przekonać do niego P., a trochę się o to obawiałam. Na szczęście danie obroniło się samo i przekonywać wcale nie musiałam. Przed nami jeszcze wiele smaków do wypróbowania, ale dziś zapraszam na wyśmienite...

Pesto szpinakowe z razowym makaronem oraz grillowaną piersią z kurczaka

porcja dla 2 osób




Potrzebujemy:
  • ok. 200-250 g świeżego szpinaku
  • garść migdałów (ok. 30 g)
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 4 łyżki wody (można dodać ciut mniej, ale mój blender inaczej nie daje rady)
  • 2 małe ząbki czosnku
  • garść liści świeżej bazylii (ja użyłam ok. 12)
  • ok. 50 g dobrego żółtego sera (najlepiej łagodnego i kremowego)
  • ok. 150-200 g dowolnego razowego makaronu (ilość wedle zapotrzebowania)
  • 1 dużą pierś z kurczaka (moja miała ok. 300 g) lub 2 mniejsze
  • przyprawy: sól morską i świeżo mielony czarny pieprz

Pierś z kurczaka przecinamy wzdłuż (dobrze, gdy kotleciki są mniej więcej jednakowej grubości, ponieważ przy smażeniu/grillowaniu będą wtedy gotowe oba równocześnie), oprószamy solą i pieprzem i odstawiamy na chwilę do lodówki. Makaron gotujemy al dente w dobrze osolonej wodzie (czyli ciut krócej niż podają na opakowaniu). Podczas gdy będzie się gotował przygotowujemy pesto i kurczaka. Migdały prażymy chwilę na suchej patelni i odstawiamy by trochę przestygły. Szpinak płuczemy i usuwamy z niego najtwardsze łodyżki. Czosnek kroimy w cienkie plasterki. Ser trzemy na tarce na małych oczkach. W blenderze umieszczamy najpierw migdały, które dokładnie mielimy. Następnie dodajemy szpinak, bazylię, czosnek, oliwę, wodę, ser, a także sól i pieprz. Wszystko mielimy do momentu uzyskania jednolitej konsystencji. W razie potrzeby doprawiamy solą i pieprzem. Kotleciki z kurczaka smażymy/grillujemy z obu stron, a następnie zdejmujemy z patelni/grilla elektrycznego i odstawiamy na chwilę, zanim je pokroimy.





A teraz mała dygresja: ja piersi z kurczaka przyrządzam od niedawna w urządzeniu 3w1 do robienia tostów. Miałam do niego dołączone także wkłady do robienia gofrów i właśnie do grillowania. Zazwyczaj uważam, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego, ale to urządzenie podbiło moje serce. Piersi z kurczaka są gotowe w 3-4 min., a tak soczystych jeszcze nigdy nie jadłam z patelni czy piekarnika. Poza tym jest to rozwiązanie zdecydowanie najszybsze i nie wymaga dodatku tłuszczu. Dla mnie rewelacja :)

Ugotowany makaron łączymy z 4 czubatymi łyżkami pesto (resztę przekładamy do słoiczka i przechowujemy 2-3 dni w lodówce). Podajemy z pokrojonym na skos kurczakiem. Jeśli zrezygnujecie z mięska, makaron można dodatkowo posypać odrobiną żółtego sera, parmezanu lub posiekanych migdałów.


Smacznego!

piątek, 31 maja 2013

Szybkie i spontaniczne risotto

Bardzo lubię risotta. Z grzybami, z warzywami, z mięsem czy z owocami morza. Przeróżne. Do niedawna nie jadłam jednak risotta z dodatkiem owoców. Okazało się, że połączenie kurczaka i ananasa sprawdza się również w takim daniu. Dla niektórych może być to zaskakujące, inni powiedzą, że to nic nadzwyczajnego. Jednych i drugich zachęcam do spróbowania tej potrawy, ponieważ wyszła zaskakująco smaczna, a jej przyrządzenie zajmuje tylko chwilę.

Lekko pikantne risotto z kurczakiem i ananasem

przepis na 2 spore porcje




Potrzebujemy:
  • 3/4 filiżanki ryżu do risotto
  • 1 pierś z kurczaka
  • 1 sporą cebulkę
  • 1/2 puszki ananasa
  • 1/2 papryczki piri piri (ja użyłam takiej z zalewy)
  • 1/2 pęczka natki pietruszki
  • 6 łyżek mleczka kokosowego
  • 3-4 łyżki soku z ananasa
  • 300 ml domowego bulionu drobiowego (najlepiej byłoby 150 ml bulionu i 150 ml białego wina, ale sam bulion też może być)
  • 2 łyżki oleju do smażenia
  • ok. 10 dag żółtego sera lub parmezanu

Kurczaka i cebulkę kroimy w niewielką kostkę. Papryczkę i natkę siekamy dość drobno. W  garnku o grubym dnie rozgrzewamy olej (ustawiamy jak najmniejszy płomień), dodajemy cebulkę, czekamy aż się zeszkli (można ją lekko zrumienić), a następnie wsypujemy ryż. Podsmażamy go ok. 2 min., a po tym czasie stopniowo dolewamy bulion. (Ja wlewam go na trzy razy.) Kiedy ryż wchłonie pierwszą porcję wywaru, dodajemy kolejną. Postępujemy tak z całym bulionem. Gdy ryż wchłonie już cały płyn, dolewamy mleczko kokosowe oraz sok z ananasa, dodajemy także posiekaną papryczkę. Ugotowanie ryżu zajmuje zazwyczaj ok. 20 min. Po ok. 15 min. od wsypania ryżu do garnka, możemy dodać kurczaka. Całość cały czas mieszamy, pilnując by się nie przypaliła. Kiedy ryż jest już miękki, a kurczak ugotowany, zdejmujemy garnek z ognia, dodajemy natkę i ananasa. Wszystko dokładnie mieszamy. Podajemy w głębokich talerzach, posypane drobno startym serem.


Bardzo lubię takie dania. Proste i z niewielką ilością składników.
Gdy do tego są tak szybkie, to po prostu obiad idealny :)

Smacznego!

sobota, 16 lutego 2013

Pikantna zupa wielowarzywna

Tak dla odmiany. Po tych słodkościach będzie w sam raz. Zupka jest sycąca. Można się nią najeść nawet bez chlebka, chociaż świeże pieczywko bardzo do niej pasuje. Zainspirował mnie przepis z facebook'owej strony Kuchnia Tomasza, a mianowicie zimowa minestrone. Wprawdzie nie byłabym sobą, gdybym słuchała w 100% wszystkich instrukcji, ale takie inspiracje są dla mnie bardzo cenne. Przecież o to właśnie chodzi w gotowaniu. Podążaj za swoim smakiem - chciałoby się powiedzieć i dużo w tym racji. Ja staram się wyznawać tą prostą zasadę i właśnie w taki sposób powstała...

Pikantna zupa wielowarzywna na żeberku

przepis na duży, całorodzinny garnek



Potrzebujemy:
  • ok. 250 żeberka wieprzowego z kością
  • 100 g rolady boczkowej lub parzonego, wieprzowego boczku w plastrach
  • mix mrożonych warzyw (u mnie marchewka, pietruszka i por)
  • ok. 250-300 g pieczarek
  • 3 łodygi selera naciowego
  • 1 spora kalarepa
  • 1 duża cebula
  • 1 pomidor
  • 3 ząbki czosnku
  • biała fasolka w puszce
  • 1 szklanka surowego, drobnego makaronu (ja użyłam minikokardek)
  • 200 g koncentratu pomidorowego
  • przyprawy: sól, kolorowy pieprz z młynka, czarny pieprz ziarnisty, kilka ziaren kolendry, 3 ziarna ziela angielskiego, 3 liście laurowe
  • olej do smażenia (jeśli mamy chudziutki boczek bez tłuszczyku)
  • trochę startego na tarce żółtego sera (najlepiej ostrego i wyraźnego w smaku)
Żeberko najlepiej ugotować dzień wcześniej. Chyba że macie dużo czasu na przygotowanie obiadu. Wtedy nie ma to znaczenia. Jeśli natomiast przygotowujecie zupę po pracy, to dobrze byłoby to jednak zrobić. Żeberko zalewamy zimną wodą, tak żeby było całkowicie zanurzone, przykrywamy i stawiamy na średnim ogniu. Kiedy woda zacznie się gotować, zmniejszamy płomień, a z powierzchni wody zbieramy wypuszczone przez mięso szumy. Gdy je usuniemy, dodajemy ziele angielskie, liść laurowy, ziarna kolendry i pieprzu, a także sól. Gotujemy na małym ogniu, wywar ma tylko delikatnie bulgotać, tak długo, aż mięso będzie bardzo miękkie i łatwo odchodzące od kości. Może to zająć od 1,5 do nawet 2 godz. Jeśli robimy to na dzień przed gotowaniem zupy, wyłączamy ogień, a mięso zostawiamy w środku. Możemy natomiast wyjąć wszystkie ziarenka i liście laurowe, by później nie przeszkadzały w zupie (najłatwiej wywar po prostu przecedzić przez gęste sitko).

Następnego dnia bulion stawiamy na mały ogień i wszystko kroimy. Pieczarki w półplasterki, kalarepę, seler naciowy, cebulę i pomidora oraz boczek w kostkę. Czosnku nie trzeba drobno siekać, można pokroić go jedynie w cienkie plasterki. Mięso wyjmujemy z wywaru i rozdrabniamy na niezbyt drobne kawałki.

Na patelni rozgrzewamy olej i zrumieniamy boczek. Do bulionu dodajemy kalarepę, pieczarki i mrożone warzywa. Do podsmażonego boczku - seler naciowy, czosnek i cebulę, a po ok. 10 min. pomidora. Zostawiamy na ogniu jeszcze przez ok. 5 min. i wyłączamy. Do wywaru wsypujemy mały makaron, a kiedy zacznie się gotować dodajemy warzywa z patelni. Całość gotujemy jeszcze ok. 5 min., ale trzeba pilnować, by nie rozgotować makaronu. Na koniec dodajemy fasolkę oraz koncentrat pomidorowy. Doprawiamy solą i pieprzem (tak aby była lekko-średnio pikantna). Podajemy gorącą, posypaną żółtym serem.

Lub bez sera, jeśli ktoś np. nie lubi albo się odchudza ;)
 


Miłego weekendu!

niedziela, 3 lutego 2013

Makaron w sosie z suszonych pomidorów

Bardzo lubię kuchnię włoską. Stanowi dla mnie niekończące się źródło inspiracji. Szczególnie lubię proste, bazujące na jednym, góra dwóch składnikach makarony. Dzisiejszy przepis jest właśnie taki. Do tego jest superszybki, co dla mnie jest niewątpliwie ogromną zaletą. Dziś już bez dłuższych wstępów zapraszam na...

Makaron z kaparami i wędzoną szynką w sosie z suszonych pomidorów



Potrzebujemy:

  • 170 g suszonych pomidorów
  • 50 g kaparów
  • ok. 300 g wędzonej szynki (warto kupić sprawdzoną wędlinę naprawdę dobrej jakości, inaczej tylko popsuje całe danie)
  • 1 średnią cebulę
  • 2 ząbki czosnku
  • 100 g koncentratu pomidorowego
  • 500 ml płynnej śmietanki 12% (może być 18 lub 30, ale po co taka tłusta, kiedy 12 sprawdza się równie dobrze)
  • 500 g grubego makaronu z pszenicy durum
  • przyprawy: sól, pieprz, suszoną bazylię, cukier
  • olej do smażenia
Makaron gotujemy w dobrze osolonej wodzie. W tym czasie cebulkę kroimy w kostkę i rumienimy na odrobinie oleju. Śmietankę wlewany do blendera, dodajemy koncentrat pomidorowy, ok. 100 g pomidorów, przeciśnięty przez praskę czosnek, sól, pieprz, łyżeczkę bazylii oraz płaską łyżeczkę cukru. Szynkę kroimy w kilkucentymetrowe słupki, resztę pomidorów odsączamy i kroimy w kostkę lub w paseczki. Gdy makaron się ugotuje, odcedzamy go i szybko przerzucamy z powrotem do garnka. Zalewamy sosem, dodajemy szynkę, kapary, resztę pomidorów i cebulkę. Dokładnie mieszamy. W razie potrzeby doprawiamy. Chwilę podgrzewamy. Makaron podajemy udekorowany suszonymi pomidorami lub listkami świeżej bazylii.



Bardzo lubię smak suszonych pomidorów i stąd pomysł na zrobienie z nich sosu. Zarówno suszone pomidory, jak i kapary mają bardzo intensywny smak, dlatego nie potrzeba już zbyt wielu przypraw. W zasadzie wystarczyłaby jedynie odrobina soli i cukru, ale czasami mam ochotę trochę bardziej pokombinować ;)

Smacznego!

PS. Zdjęcia niestety nie wyszły najładniej, ponieważ makaron odgrzewałam w mikrofali i trochę się przypiekł. Nie wpłynęło to jednak na jego smak :)

sobota, 26 stycznia 2013

Cebulowa focaccia

Focaccia to rodzaj włoskiego pieczywa. W wersji podstawowej posypana jest z wierzchu gruboziarnistą solą, jednak do ciasta bywają dodawane rozmaite dodatki. Najczęściej są to oliwki lub różne zioła. Focaccia może także przypominać nieco pizzę bez sosu, a z suszonymi pomidorkami, prosciutto czy parmezanem. Jednak warto nie przesadzać z dodatkami, by nie zdominowały smaku samego chlebka, który jest naprawdę wyjątkowy.

Focaccia z cebulą




Potrzebujemy:
  • 500 g mąki
  • 40 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczkę cukru
  • 1 łyżeczkę soli
  • 1/4 szklanki oliwy z oliwej + trochę do skropienia focacci przed pieczeniem
  • ok. 300 ml ciepłej wody
  • 1 cebulę
  • ok. 1/2 łyżeczki suszonego tymianku
  • olej do smażenia
  • sól morską, gruboziarnistą (np. w młynku)
Drożdże i cukier rozpuszczamy w 1/2 szklanki ciepłej wody i odstawiamy na jakieś 10-15 min., aż wierzch płynu lekko się spieni. Do miski przesiewamy mąkę, dodajemy łyżeczkę soli, a także spienione drożdże i oliwę. Całość mieszamy i wyrabiamy ok. 10 min. Po tym czasie powinniśmy uzyskać jędrne i dość gładkie ciasto, powracające do swojego pierwotnego kształtu po uciśnięciu dłonią. Tak przygotowane ciasto odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 2 godz. Najlepiej włożyć je do miski oprószonej mąką, przykryć ściereczką i postawić przy włączonej kuchence gazowej. Niestety jest teraz tak zimno, że jest to jedyny sposób. Cebulkę kroimy w poprzek na pół, a połówki jeszcze raz na pół, ale wzdłóż. Następnie przekrojone połówki kroimy cienko, tak jak w piórka. Tak pokrojoną cebulkę podsmażamy do zrumienienia i mieszamy z tymiankiem. Odstawiamy do ostygnięcia. Po upływie 1,5 godz. możemy sprawdzić ciasto. Jeśli podwoiło objętość, naciskamy je palcem, tym razem ślad powinien zostać. Jeśli tak jest, ciasto jest gotowe. Gdyby jednak ciasto jeszcze nie wyrosło dość dobrze, zostawiamy je jeszcze na ok. 0,5 godz. Piekarnik rozgrzewamy do 230 stopni Celsjusza. Gotowe ciasto ugniatamy jeszcze chwilę, a następnie rozciągamy je w mniej więcej prostokąt o grubości 1 cm. Rozpłaszczone ciasto naciskamy gdzieniegdzie palcem, tworząc małe zagłębienia. W przypadku tradycyjnej focaccii wystarczyłoby ją jeszcze tylko skropić oliwą, posypać gruboziarnistą solą i tyle, jednak w przypadku tego przepisu, na jej wierzchu rozprowadzamy podsmażoną cebulkę i dopiero posypujemy solą. Jeśli cebulka jest dość sucha, dodatkowo również skrapiamy ciasto oliwą. Chlebek pieczemy ok. 20 min. Wyśmienicie smakuje ciepły, ale można go także podawać w temperaturze pokojowej. Polecam również jako pieczywo śniadaniowo-kolacyjne lub jako dodatek do zup i sosów.





Naszą focaccię zjedliśmy z resztą paprykowo-pomidorowej zupy krem
i muszę przyznać, że idealnie się uzupełniały :)


Smacznego!

czwartek, 22 listopada 2012

Pasta!

Miałam dzisiaj ochotę na coś dobrego, coś nieco innego, od tego, co gotuję na co dzień. Kiedy mam kiepski humor albo po prostu dopada mnie jesienna chandra, wtedy zwykle piekę lub gotuję. Jednak jeśli gotuję, to nie coś zwyczajnego, ale właśnie coś nowego. Wtedy zazwyczaj pozwalam sobie na eksperymenty w kuchni. Lubię też wracać do smaków, za którymi tęsknię, które pamiętam np. z jakiejś podróży, które wiążą się z miłymi wspomnieniami. Dlatego dziś postanowiłam przyrządzić coś, co wiąże się z jednym z ciekawszych, obfitującym w nowe doświadczenia kulinarne, okresie w moim życiu. Miałam wtedy 10 lat, a  najlepiej z podróży przez pół Europy pamiętam właśnie smaki i zapachy. Miejsca, które utkwiły w mojej pamięci wiążą się zwykle z czymś, co miałam okazję tam spróbować. Barcelona - paella, owoce morza, egzotyczne owoce, pesto, Nicea - stek, Wenecja - niesamowite lody, kawa, pizza i makarony. Może nie będę odkrywcza, ale to właśnie niezwykle aromatyczne pasty stały się dla mnie symbolem Włoch. Ta podróż dała mi już wtedy zupełnie inne spojrzenie na kuchnię i gotowanie. Byłam jeszcze wtedy dziewczynką i niewiele pozwalano mi robić w kuchni, właściwie nic. Mogłam się jedynie przyglądać, jak gotowali rodzice i babcia, prosić o przyrządzanie zapamiętanych potraw i próbować. Kiedy wreszcie rozpoczęłam własną karierę w kuchni, byłam ciekawa po prostu wszystkiego. Jedną z moich pierwszych potraw był właśnie makaron. Nie ten, który chcę pokazać Wam dziś, ale byłam wtedy dumna z mojego dania. Było ono proste, nie składało się z wielu wyszukanych składników i takie jest również to dzisiejsze. Do jego przygotowania nie potrzeba wiele czasu i wysiłku, a zapewniam, że jest pyszne i aromatyczne. Zapraszam na...


Makaron z tuńczykiem, czarnymi oliwkami i suszonymi pomidorami




Do jego przygotowania będziemy potrzebować:
  • 500 g grubego makaronu, np. świderki
  • 100 g czarnych oliwek
  • 170 g suszonych pomidorów
  • 2 puszki tuńczyka w oleju (dobrze, gdy jest to tuńczyk w kawałkach - ja dziś przez nieuwagę kupiłam rozdrobnionego i trochę zginął, ale mimo wszystko smakowało)
  • 1 szalotka
  • 2 duże ząbki czosnku (moje były tak duże, że aż się zastanawiałam, czy aby na pewno jest to zwykły czosnek, a nie zmutowany ;))
  • świeża bazylia lub natka pietruszki do posypania (o czym przypomniało mi się już po zjedzeniu połowy swojej porcji)
  • 1 łyżka masła do smażenia
Wstawiamy wodę na makaron, a w czasie kiedy będziemy czekać aż się zagotuje szykujemy pozostałe składniki. Szalotkę kroimy w paseczki, czosnek siekamy drobniutko. Na patelni rozpuszczamy masło, a następnie dodajemy cebulkę, gdy zacznie się rumienić, dodajemy czosnek i podsmażamy do chwili, kiedy całość będzie złoto-brązowa. Zestawiamy patelnię z ognia zanim czosnek zdąży się przypalić. Pomidory kroimy w paseczki, oliwki w plasterki. Tuńczyka odcedzamy, ale nie odciskamy za bardzo. Bazylię/natkę pietruszki siekamy nie za drobno. Makaron gotujemy w dobrze osolonej wodzie według instrukcji na opakowaniu. Staramy się by pozostał al dente. Następnie go odcedzamy i mieszamy z pozostałymi składnikami. Już na talerzach posypujemy świeżymi ziołami.



Taki makaron smakuje zarówno na ciepło, jak i na zimno, jako sałatka. Idealnie pasuje do niego świeża bagietka. Jeśli mamy ochotę, możemy go posypać startym parmezanem, który nieco zaostrzy smak potrawy. Myślę jednak, że nie jest to konieczne, ale czasami, dla urozmaicenia, można spróbować. Robiłam też kiedyś ten makaron z odrobiną płynnej śmietanki. Jest wtedy bardziej kremowy i delikatny. Mnie smakowała każda z tych wariacji, dlatego bardzo go polecam. Nadaje się na szybką kolację, lunch czy nawet obiad. Ja chętnie zabiorę jutro porcję do pracy :)

Miłego wieczoru!

piątek, 9 listopada 2012

Ragoût à la bolognese

Ta straszna nazwa odnosi się do jednego z moich ulubionych sosów, który wcale nie jest taki straszny. Ragoût to francuska nazwa nie tyle jednej potrawy, co raczej pewnego ich rodzaju. Początkowo chodziło o dania mięsne, rybne lub warzywne, na które składały się jednakowej wielkości kawałki wszystkich składników potrawy uduszone razem w sosie. Właściwie nazwa ta wciąż dotyczy tego typu dań, jednak troszkę rozszerzyła swoje znaczenie. Teraz dotyczy ona wszelkich potraw, w których składniki są równomiernie rozdrobnione i razem uduszone. Nie wiem, czy dość jasno to wytłumaczyłam, ale mniejsza o to ;) Ważniejszy jest dzisiejszy przepis. Jest to po prostu sos pomidorowy. Bardzo dobry sos pomidorowy, który robiłam już wiele, wiele razy i zrobię go pewnie jeszcze nie raz i nie dwa. Jest bardzo prosty i uniwersalny. Może stanowić sos do właściwie każdego rodzaju makaronu, od spaghetti, przez cannelloni, a na lasagne kończąc. Może również być farszem do nadziewania warzyw, naleśników, empanadas (czyli rodzaju pierożków), a także stanowić bazę do niezliczonej ilości innych potraw. Dlatego lubię go tak bardzo.

Ok. Rozpisałam się, ale już dość, to przecież sos ma być gwiazdą. Dziś zapraszam na...


Makaron z sosem ragoût à la bolognese




Do jego przygotowania potrzebujemy:
  • 500 g mięsa mielonego (najlepiej wołowego lub wołowo-wieprzowego)
  • 3 spore marchewki
  • 2 cebule (cebuli i marchewki powinno być objętościowo mniej więcej tyle samo)
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 puszki krojonych pomidorów (ja używam całych, ze względu na ich smak, ale wtedy trzeba je rozdrobnić)
  • 200 g koncentratu pomidorowego
  • 2 płaskie łyżeczki cukru (zawsze stosuję zasadę: 1 łyżeczka cukru na 1 puszkę pomidorów, inaczej sos może wyjść zbyt kwaśny)
  • przyprawy: sól, pieprz, bazylia, oregano, tymianek
  • olej do smażenia
  • 500 g makaronu (dowolny rodzaj)
W garnku o grubym dnie rozgrzewamy ok. 2 łyżek oleju. Marchewkę ścieramy na grubych oczkach, cebulę kroimy w drobną kostkę. Warzywa wrzucamy do garnka i smażymy ok. 10 min. Następnie dodajemy mięso mielone i smażymy kolejne 10 min. lub do momentu, gdy nie będzie widać już surowego mięsa. Wtedy dodajemy posiekany drobniutko czosnek, obie puszki pomidorów, koncentrat pomidorowy oraz trochę wody. Ja robię po prostu tak, że po wygarnięciu koncentratu ze słoiczka, wlewam do niego ok. 100 ml wody, zakręcam go, potrząsam i wlewam zawartość do garnka. Potem powtarzam to jeszcze raz i dzięki temu wypłukuję cały koncentrat ze słoiczka. W sumie dodaję ok. 200 ml wody. Po dodaniu pomidorów i koncentratu, doprawiam sos cukrem, solą, pieprzem oraz ziołami i duszę jeszcze trochę, by wszystkie smaki połączyły i stworzyły całość. W tym czasie gotuję makaron, by zaraz po odcedzeniu, polać go sosem. Całość można posypać świeżymi ziołami, ale i bez nich prezentuje się doskonale.



Mój P. wszystkim zachwala ten makaron. Ja też bardzo go lubię i sama się sobie dziwię, że dopiero teraz dodaję ten przepis. Już nie pamiętam gdzie i kiedy go przeczytałam, czy może usłyszałam, ale od tamtej pory jest to mój ulubiony sos pomidorowy.

Życzę wszystkim smacznego :)

niedziela, 21 października 2012

Pizza hawajska

To już prawie nasza tradycja: niedzielny obiad = pizza :) Dziś proponuję hawajską. To jedna z moich ulubionych kompozycji. Bardzo lubię ananasa w daniach niesłodkich. W połączeniu z kurczakiem, sosem, warzywami czy właśnie pizzą.


Pizza hawajska


Pyszna, chrupiąca, prosto z piekarnika


Pizza hawajska to zazwyczaj szynka i ananas. Ja proponuję wzbogacić ją o duszone pieczarki z cebulką. Przepis na moje sprawdzone ciasto do pizzy oraz prosty i szybki sos pomidorowy znajdziecie tutaj. Dzisiaj przygotowałam 1,5 porcji ciasta i zrobiłam dwie okrągłe pizze. Zawsze robiłam prostokątną, ale teraz chyba zacznę robić okrągłą. Taka jednak bardziej do mnie przemawia. Ciasto wałkujemy (lub rozciągamy) na grubość ok. 5 mm i smarujemy dość grubo sosem. Posypujemy żółtym serem, układamy pieczarki z cebulką, szynkę i ananasa. Całość pieczemy na papierze do pieczenia 20-25 min w 180 stopniach Celsjusza.

A tu jeszcze przed wstawieniem do piekarnika


Zachęcam do pieczenia domowej pizzy. To nic trudnego, a i napracować nie trzeba się za dużo. Za to zapach i smak takiej pizzy... Mmmm :) Polecam.

wtorek, 9 października 2012

Szybki obiad? Risotto

Risotto tak naprawdę nie jest trudne. Trzeba tylko przestrzegać zasad jego przygotowywania. Ostatnio polubiłam risotta, bo są szybkie i na dodatek niedrogie. Dziś przepis na danie z jedynie dwoma dodatkami (oprócz podstawowych składników risotta), które nadają mu cały smak. Nie trzeba nawet przypraw. Samo w sobie jest bowiem wystarczająco aromatyczne.


Risotto z boczkiem i porem


Potrzebujemy:
  • 200 g słonego boczku (u mnie parzony)
  • 1 niewielkiego pora
  • 1 średnią cebulę
  • 1,5 filiżanki ryżu
  • 2 łyżki masła
  • 250 ml płynnej śmietanki (u mnie wersja odchudzona - 18%)
  • ok. 650 ml bulionu (może być z kostki rosołowej)
Boczek kroimy na niewielkie paseczki i przyrumieniamy w garnku. Dodajemy cebulkę i również dość mocno przesmażamy. Następnie do garnka wsypujemy ryż. Wszystko smażymy razem kilka minut i dopiero wtedy zaczynamy dolewać bulion. Ja robię to po ok. 100 ml na raz (bulion trzymam w naczyniu z podziałką i dzięki temu wiem, ile go dodaję, ale można to robić na oko). Trzeba uważać by risotto nie zaczęło przywierać, ponieważ łatwo może się przypalić. Stopniowo dodajemy bulion, a w międzyczasie możemy pokroić pora. Jego najbardziej zielone części usuwamy, a całość kroimy w cienkie krążki (lub, gdy jest grubszy, wzdłuż i wtedy w piórka).



Kiedy dodamy cały bulion, ryż powinien być jeszcze twardawy. Możemy wtedy dolać śmietankę, a gdy i ona zostanie wchłonięta przez ryż - masło. Wtedy również dodajemy pora. Całość krótko dusimy i gotowe. Prawda, że łatwe? ;)

Tak risotto prezentowało się na talerzu

wtorek, 2 października 2012

Z miłości do gotowania + pizza wiejska

Nie jestem zawodowym kucharzem, nie skończyłam też żadnej szkoły w tym kierunku. Gotuję, bo lubię. Chociaż nie, "lubię" to zdecydowanie mało powiedziane. Gotowanie to moja pasja, moja miłość i muszę przyznać, że raczej z wzajemnością.
Gotuję zazwyczaj dla dwóch osób. Dla mnie i mojego chłopaka. Niedawno wyprowadziłam się z rodzinnego domu i od tej pory właściwie codziennie przygotowuję nam obiad. Czasami również coś ekstra. Z zamiarem założenia bloga o gotowaniu nosiłam się już bardzo długo, ale to właśnie przeprowadzka dała mi dodatkową motywację. Teraz zdecydowanie bardziej muszę uważać na wydatki i dbać o to, by dania nie tylko były smaczne, ale także niezbyt drogie. Poza tym, chociaż naprawdę lubię gotować, po powrocie z pracy zwyczajnie nie mam ochoty ani siły spędzać całego wieczoru w kuchni. Jeśli więc szukacie nowych pomysłów na ciekawy i stosunkowo tani obiad, a dodatkowo taki, przy którym za dużo się nie napracujecie, to zapraszam do śledzenia moich wpisów.
Oczywiście czasami pozwalamy sobie na małe, kulinarne szaleństwo. Dzieje się tak zazwyczaj w weekendy lub kiedy mam ochotę poeksperymentować. Pierwszym przepisem będzie więc jeden z naszych weekendowych faworytów. Pizza :)
Dobrego przepisu na ciasto szukałam naprawdę długo. Lubię gdy jest ono miękkie i puszyste w środku, ale z przyrumienionymi, chrupiącymi brzegami. Musi też być dość sztywne, by dało się je zjeść bez użycie noża i widelca, bo co to za pizza, której nie można zjeść rękoma? Poniższy przepis spełnia te kryteria i sprawdził się już nie jeden raz.


Dziś zapraszam na... pizzę wiejską


Do ciasta będziemy potrzebować:
  • 400 g mąki
  • 30 g świeżych drożdży
  • 4 łyżki oliwy z oliwek (zwykły olej również doskonale się sprawdza)
  • 2/3 szklanki ciepłego mleka i wody (pół na pół)
  • 0,5 łyżeczki soli

Do sosu:
  • 100 g koncentratu pomidorowego
  • tyle wody, by sos nabrał odpowiedniej konsystencji (musi być taki, żeby łatwo dało się go rozsmarować na cieście)
  • suszone lub świeże zioła: bazylia, oregano i tymianek (po ok. 0,5 łyżeczki)
  • 1 ząbek świeżego (przeciśniętego przez praskę) lub 1 łyżeczka granulowanego czosnku
  • odrobina cukru i soli
  • szczypta pieprzu

Dodatki:
  • kiełbasa (zwykła lub taka z czosnkiem)
  • jedna duża cebula
  • pieczarki (ok. 200-300 g)
  • pół puszki kukurydzy konserwowej
  • ok. 200-300 g tartego żółtego sera (najlepiej ostrzejszego, o wyrazistym smaku)

Do dużej miski przesiewamy mąkę (jest to ważny proces przy przygotowywaniu ciasta drożdżowego i warto o tym pamiętać), robimy w niej zagłębienie, w które wkruszamy drożdże. Następnie dodajemy sól, oliwę z oliwek i na początek ok. 1/3 przygotowanego mleka z wodą. Mleko powinno mieć co najmniej temperaturę pokojową. Najlepiej, kiedy jest letnie. Za gorące być nie może, ale zimne też nie. Ciasto zagniatamy stopniowo dodając mleko z wodą. Wyrabiamy do momentu, gdy ładnie odchodzi od ręki. Przykrywamy miskę ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce. Możemy ją postawić np. przy rozgrzewającym się piekarniku, który ustawiamy na 180 stopni Celsjusza. Teraz ciasto musi rosnąć.

W tym czasie możemy się zająć sosem i dodatkami. Koncentrat pomidorowy przekładamy do niewielkiej miseczki. dodajemy wodę, zioła, czosnek, sól i cukier. Mieszamy i odstawiamy, by smaki się przegryzły. Sos jest zdecydowanie lepszy, jeśli odstoi przynajmniej 15 min.

Dodatki do pizzy mogą być naprawdę dowolne. Jednak to, co prawie zawsze ląduje na mojej pizzy, to cebula i pieczarki. Cebulę kroimy w piórka - na pół, a następnie w dość cienkie plasterki. Pieczarki kroimy dokładnie tak samo. Ja wolę najpierw przesmażyć cebulę i pieczarki, żeby na pizzy były miękkie. Cebulę smażymy więc na odrobinie oleju do chwili, gdy będzie szklista. Wtedy dodajemy pieczarki i całość chwilę dusimy. Solimy i pieprzymy do smaku. Kiełbasę kroimy w plastry.

Możemy teraz zajrzeć do ciasta. Podwojenie swojej objętości zajmuje mu zazwyczaj ok. 1,5 godz. Jeśli jest już ładne i wyrośnięte rozwałkowujemy je na ok. 5-6 mm. (Taka ilość ciasta wystarcza na prostokąt pokrywający standardową blaszkę znajdującą się w standardowym piekarniku.) Ciasto smarujemy sosem, a następnie posypujemy żółtym serem. Na wierzch układamy cebulkę z pieczarkami, kukurydzę i kiełbasę. Pieczemy 30 min. na papierze do pieczenia lub na blasze posmarowanej oliwą.

Pizza wiejska


Smacznego i zapraszam na moje następne przepisy :)