Pokazywanie postów oznaczonych etykietą placki/naleśniki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą placki/naleśniki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 stycznia 2015

Łosoś à la MasterChef

Święta, święta i po świętach... Co ja mówię, już niemal połowa stycznia! Czas płynie tak szybko, jakby ktoś wcisnął przewijanie, a ja? Ja mam ochotę wcisnąć stop. Już kiedyś podobnie pisałam, wiem, ale teraz czuję, że tracę nad tym kontrolę. Wszystko dlatego, że zbliża się mój (i mojego narzeczonego ;)) wielki dzień. Termin w kościele zarezerwowany, sala na przyjęcie również, suknia kupiona, ale wciąż jest tak wiele do zrobienia. Zaczynam się stresować i obawiam się, że przez najbliższe trzy miesiące będę myślała tylko o tym, a co za tym idzie, będę Was zanudzała ślubną tematyką. Mam nadzieję, że mi wybaczycie ;) Jednak nie bójcie się, nie zamierzam zmieniać profilu bloga! To właśnie w kuchni mogę odpocząć od tego całego zamieszania. Na chwilę się zapomnieć i zrelaksować, a uwierzcie mi, momentami bardzo tego potrzebuję. Ślub to przede wszystkim wielkie szczęście i radość, ale wesele... Wesele to przede wszystkim mnóstwo planowania. Dlatego tym bardziej doceniam chwile, kiedy nie muszę myśleć o niczym innym, tylko o tym, co podam na kolację. Zwykle więcej frajdy daje mi improwizacja, jednak oglądając ostatnią edycję MasterChef'a, jeden z przepisów wyjątkowo mi się spodobał i wiedziałam, że muszę go wypróbować. Tym bardziej, że jego autorem jest znakomity Michel Roux. My zachwyciliśmy się tym daniem, więc dziś chciałam się nim podzielić również z Wami.

Łosoś z pieczarkami i koprem włoskim w ziołowym naleśniku i szybkim cieście francuskim

porcja dla 2 głodnych osób - danie obiadowe lub dla 4 - przystawka
(Michela Roux przygotowującego to danie można obejrzeć w tym odcinku)


Potrzebujemy:
  • ok. 500-600 g łososia (filet - w dwóch równych kawałkach)
  • 100 g bulwy kopru włoskiego
  • 100 g pieczarek
  • 50 g masła
  • 2 łyżki płynnej śmietanki (najlepiej 30-36%)
  • olej do smażenia (słonecznikowy lub z pestek winogron)
  • mąka do obtoczenia ryby (1 czubata łyżka powinna wystarczyć)
  • sok z 1/4 cytryny
  • 1 jajko
  • sól i pieprz

Dodatkowo (na ciasto):
  • 250 g mąki pszennej + trochę do podsypania
  • 250 g bardzo zimnego masła
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 125 ml bardzo zimnej wody

Oraz (na naleśniki):
  • 30 g mąki
  • 75 ml mleka
  • 1 jajko
  • po 1/2 małego pęczka koperku i natki pietruszki (w sumie 7-8 g)
  • sól i pieprz
  • 1 łyżka masła (najlepiej klarowanego)

Koper i pieczarki kroimy w drobną kostkę. Masło (25 g) rozpuszczamy w garnuszku o grubym dnie. Dodajemy koper i podsmażamy ok. 5 min. Następnie dodajemy pieczarki oraz sok z cytryny i smażymy do momentu odparowania wody, którą puściły pieczarki. Dodajemy kremówkę, gotujemy minutę i zdejmujemy z ognia. Doprawiamy solą i pieprzem. Odstawiamy do ostudzenia.

Przygotowujemy ciasto. Mąkę przesiewamy na stolnicę lub blat i tworzymy z niej niewielki kopczyk. Masło kroimy w kostkę i dodajemy je do mąki wraz z solą. Całość siekamy nożem (można też użyć przyrządu do kruchego ciasta), a następnie rozcieramy palcami (masochiści mogą najpierw schłodzić dłonie ;)) Stopniowo dodajemy wodę i szybko zagniatamy. Tworzymy kulę. Posypujemy blat lekko mąką i rozwałkowujemy ciasto na spory prostokąt (ok. 35-40 na 20 cm). Składamy boki do środka tak, aby utworzyły się trzy warstwy, przekręcamy o 90 stopni i znów wałkujemy na prostokąt o takich samych wymiarach. Ponownie składamy ciasto na trzy, przekręcamy i jeszcze raz wałkujemy na taki sam prostokąt. Owijamy ciasto w folię spożywczą i chowamy do lodówki na ok. 20-30 min. (lub na 10-15 min. do zamrażalnika).

W tym czasie przygotowujemy ciasto na naleśniki. Zioła drobno siekamy. Mąkę, połowę mleka i jajko mieszamy rózgą. Dolewamy resztę mleka, przelewamy przez sito i odstawiamy na 10 min. Do przygotowanego ciasta dodajemy zioła i smażymy na maśle dwa duże naleśniki, które przekładamy pergaminem, by się nie skleiły i odstawiamy na bok.

Wracamy do ciasta. Wyjmujemy je z lodówki i teraz czynność wałkowania, składania oraz przekręcania wykonujemy ponownie dwa razy. W sumie czterokrotnie składane i wałkowane ciasto znów odkładamy na 20-30 min. do lodówki.

Filety łososia myjemy i osuszamy papierowym ręcznikiem. Mąkę mieszamy z solą, a następnie obtaczamy w niej rybę. Na patelni rozgrzewamy masło (25 g) i olej (2 łyżki). Smażymy łososia (minutę z jednej strony i trochę krócej z drugiej), odkładamy na kratkę do ostygnięcia.

Na delikatnie posypanym mąką blacie rozwałkowujemy 40% schłodzonego ciasta na prostokąt o wymiarach ok. 30 na 15 cm (wymiary trzeba dopasować do wielkości filetów, musi zostać spory margines), nawijamy na wałek i przenosimy na wyłożoną pergaminem blachę do pieczenia. Na środku ciasta układamy jeden naleśnik, na tym 1/3 kopru i pieczarek, jeden filet z łososia, kolejną 1/3 nadzienia, drugi filet i resztę kopru z pieczarkami. Całość przykrywamy drugim naleśnikiem (brzegi dobrze jest podwinąć pod spód).


Resztę ciasta rozwałkowujemy na prostokąt o wymiarach ok. 35 na 20 cm (musi być odrobinę większy niż ten pierwszy), nawijamy go na wałek, rozwijamy nad rybą i dociskamy brzegi (ciasto musi zakrywać całą rybę wraz z nadzieniem i naleśnikami). Chowamy do lodówki na 20 min.

Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni Celsjusza. Wyjmujemy schłodzonego łososia. Odcinamy nadmiarowe ciasto wokół nadzienia, wycinając kształt ryby i zostawiając ok. 2-3 cm obramowania dookoła (więcej przy głowie i ogonie jeśli chcemy zachować kształt ryby). Dociskamy brzegi, a całość smarujemy roztrzepanym jajkiem. Ostrym nożem delikatnie nacinamy ciasto tworząc na nim wzór łusek, głowy i ogona. Pieczemy w 200 stopniach przez 10 min., a następnie obniżamy temperaturę do 180 stopni i dopiekamy jeszcze 25 min.


Po upieczeniu delikatnie zsuwamy całość na półmisek. Serwujemy i kroimy po ok. 10 min. od wyjęcia z piekarnika. Podajemy z lampką białego wina.

Smacznego!

PS. Przepis jest pracochłonny, ale tak naprawdę dość prosty. Ciasto można wprawdzie zastąpić gotowym francuskim, ale wierzcie mi na słowo, warto się trochę potrudzić. Ciasto z tego przepisu jest delikatne, ładnie się rozwarstwia i wprost rozpływa się w ustach! Gorąco polecam :)

czwartek, 2 maja 2013

Śniadaniowe placuszki

Pamiętacie moje owsiane pankejki? Te są bardzo podobne. Ostatnim razem robiłam je na obiad ;) Teraz postanowiłam przygotować słodkie i pożywne śniadanko. Placuszkami naprawdę można się najeść i długo nie jest się po nich głodnym. Dzieje się tak zapewne z powodu dodatku płatków owsianych, którymi zastępuję sporą część mąki. Dzięki temu są również trochę zdrowsze, a jeśli podamy je ze świeżymi owocami, to już praktycznie pełnowartościowy posiłek. Dodatkowo polecam zastąpić zwykłą mąkę pszenną, mąką pełnoziarnistą. Stałam się jej wielką fanką i teraz wszystko mogłabym robić właśnie z niej. Z takiej mąki piekłam już bułeczki śniadaniowe, które pięknie wyrosły i wyszły pyszne i puszyste (wkrótce na blogu). Przymierzam się także do pierogów i mam nadzieję, że niedługo będę mogła je zaprezentować. Jednak póki co zapraszam na moje śniadaniowe placuszki w nieco innej odsłonie.

Placuszki owsiane z wiórkami kokosowymi

porcja dla 4 osób



Potrzebujemy:
  • 1,5 szklanki mąki pszennej (najlepiej pełnoziarnistej)
  • 1 szklankę płatków owsianych (u mnie górskie)
  • 3 czubate łyżki cukru
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 jajka
  • 1 szklankę mleka
  • 1 czubatą łyżkę kwaśnej śmietany 18%
  • szczyptę soli
  • 80 g rozpuszczonego masła
  • 50 g wiórków kokosowych
  • olej do smażenia (opcjonalnie)
  • ulubione dodatki, np. cukier puder do posypania, domowy dżem lub świeze owoce

Wszystkie suche składniki umieszczamy w misce i mieszamy. Następnie dodajemy jajka roztrzepane ze śmietaną oraz rozpuszczone masło. Mieszając, stopniowo dolewamy mleko. Smażymy niewielkie placuszki na rozgrzanej, lekko natłuszczonej patelni. Podajemy od razu. Najlepiej smakują ciepłe, oprószone tylko cukrem pudrem, chociaż z dżemem wiśniowym i prażonymi jabłuszkami również były pyszne :)


Placuszki nie są tak lekkie jak te z samej białej mąki,
ale są zdrowsze i wciąż grubiutkie i puchate :)

Smacznego!

PS. Placuszki robi się błyskawicznie, nie potrzeba miksera, a więc nikogo z domowników nie obudzimy. Polecam serdecznie wszystkim tym, którzy mają dość kanapek czy płatków z mlekiem. Zapewniam, że takie śniadanie ucieszy każdego niejadka ;)



niedziela, 14 kwietnia 2013

Powrót do dzieciństwa, czyli placuszki z jabłkami

Już sam zapach placuszków z jabłkami przywodzi na myśl ciepłe wspomnienia. Babcia smażyła je nam (mnie i mojemu rodzeństwu) zazwyczaj na kolację, jednak teraz kolacji często w ogóle nie jemy. Kiedy po pracy kończę przygotowywać jedzenie, jest to zwykle raczej obiadokolacja i na nic więcej nie mamy już ochoty. Dlatego placuszki robię raczej na niedzielne, leniwe śniadanie, gdy czasu jest trochę więcej i gdy można usiąść i po prostu cieszyć się chwilą. Zdarza się, że nawet w niedzielę nie dane nam jest poleniuchować, więc tym bardziej warto doceniać ten czas. W niedalekiej przyszłości czeka mnie dość pracowity i raczej nie sprzyjający odpoczywaniu czas, dlatego póki tylko mogę, staram się robić to na zapas, np. przy talerzu placków posypanych delikatnie cukrem pudrem. Mmmmm. Pycha!

Placuszki z jabłkami

porcja dla 2-3 osób



Będziemy potrzebować:
  • 1,5 szkl. mleka
  • 2 jajka
  • 50 g rozpuszczonego i ostudzonego masła
  • 4 łyżki kwaśnej śmietany
  • 2 czubate łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3-4 łyżki cukru
  • 2 szkl. mąki pszennej
  • szczypta cynamonu (opcjonalnie)
  • 2 duże jabłka
  • cukier puder do posypania
  • olej do smażenia (ja używam w spray'u)

Wszystkie składniki (oprócz jabłek) umieszczamy w misce, a następnie miksujemy mikserem na gładką masę. Jabłka kroimy w ósemki, dodajemy do ciasta i dokładnie mieszamy (już nie mikserem). Smażymy na lekko natłuszczonej patelni na rumiano z obu stron. Najlepiej na niewielkim ogniu, inaczej w środku mogą pozostać surowe. Podajemy oprószone cukrem pudrem lub z łyżką kwaśnej śmietany.


Polecam zarówno na śniadanie jak i na słodki obiad lub kolację.
Są bardzo szybkie, a efekt murowany :)

Placuszki zawsze wychodzą pyszne i puszyste. Jednak ja robię je zwykle na oko i raczej nie odmierzam dokładnie składników. Tym razem zrobiłam to po raz pierwszy - specjalnie dla Was - i na szczęście udały się jak zwykle :)

Smacznego!

czwartek, 14 marca 2013

Owsiane z rodzynkami

Przyznajcie się, kto po takim tytule nie pomyślałby o ciasteczkach? To chyba pierwsze, co również mnie przyszłoby na myśl, ale... Nie tym razem ;) Wczoraj przez cały dzień miałam ochotę na coś słodkiego. Myślałam co by tu zrobić i wymyśliłam. Obiad na słodko! Jadacie takie? My bardzo rzadko, ale czasami można sobie pozwolić na małe łasuchowanie. Danie, które dzisiaj chcę Wam przedstawić jest trochę deserowe, a już na pewno zdecydowanie bardziej śniadaniowe lub podwieczorkowe. (Jada ktoś jeszcze podwieczorek?) Na obiad także się sprawdziło, ponieważ jest dość sycące. Wie ktoś co mam na myśli? Placuszki! Trochę bardziej w stylu amerykańskich pancake, ale o wzbogaconym wnętrzu. Dziś proponuję opcję z dodatkiem płatków owsianych i rodzynek. Swoje podałam ze świeżym bananem, ale mogą występować także w towarzystwie innych owoców, bitej śmietany, syropu klonowego, płynnego miodu, czekolady lub po prostu cukru pudru. Jednak gdy wybieramy zdecydowanie słodkie dodatki, warto zmniejszyć ilość cukru w cieście. Nasze były w sam raz. Delikatnie słodkie i bardzo dobre. Zapraszam na przepis.

Owsiane placuszki z rodzynkami

porcja dla dwóch głodnych osób



Będziemy potrzebować:
  • 1 szkl. mąki pszennej
  • 1 szkl. płatków owsianych (ja użyłam górskich)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3 łyżki cukru (u mnie puder, ale to chyba nie ma większego znaczenia)
  • szczypta soli
  • ok. 80 g rozpuszczonego masła
  • 1 kopiasta łyżka kwaśnej śmietany 18%
  • 2 jajka
  • 1 szklanka mleka
  • olej do smażenia (opcjonalnie)

Dodatkowo:
  • 2 banany pokrojone w cienkie plasterki
  • dowolne dodatki wedle uznania

Przygotowanie placuszków jest dziecinnie proste. Najpierw w misce mieszamy wszystkie suche składniki: mąkę, płatki, proszek do pieczenia, cukier i szczyptę soli. Jajka roztrzepujemy ze śmietaną i dodajemy wraz z rozpuszczonym masłem do mieszanki suchych składników. Mieszamy, a następnie dodajemy 3/4 szklanki mleka. Ponownie mieszamy i sprawdzamy konsystencję ciasta. Jeśli jest jeszcze bardzo gęsta dodajemy resztę mleka. Całość jeszcze raz mieszamy. Smażymy spore placki na suchej lub bardzo delikatnie natłuszczonej patelni na rumiano. Podajemy przełożone plasterkami bananów.



Smacznego!

piątek, 8 lutego 2013

Domowe niby hot-dogi

Na pewno są niebanalne. My mówimy na nie „nasze hot-dogi” i chociaż do tradycyjnych hot-dogów wcale nie jest im tak blisko, ja je uwielbiam. Te „nasze hot-dogi” to nic innego, jak parówki owinięte w naleśnik. Podane na ciepło i z sosami. Pewnie sobie teraz myślicie: „Parówki, bleee”. Jestem przekonana, że sporo osób nasłuchało się o tym, jakie to parówki są niedobre i stara się ich unikać. Ja jednak bardzo je lubię i od czasu do czasu zjadam ze smakiem. Zwracam natomiast dużą uwagę na skład. Ostatnio udało mi się dostać parówki z zawartością 90% mięsa! Niejedna „szynka” mogłaby pozazdrościć składu tym parówkom. Nie kupuję natomiast takich, gdzie zawartość mięsa jest niższa niż 70%. Dlatego nie dajmy się zwariować. Ja z parówek nie zamierzam rezygnować.

Nasze hot-dogi

dla jednej bardzo i jednej trochę mniej głodnej osoby



Będziemy potrzebować:
  • 5 parówek
  • 5 naleśników (tutaj znajdziecie przykładowy przepis)
  • sos czosnkowy
  • keczup
  • pikantny żółty ser w plasterkach (opcjonalnie)
Z ulubionego przepisu smażymy nie bardzo cienkie naleśniki. W tym czasie gotujemy parówki (ewentualnie możemy podgrzać je w mikrofalówce). Po środku naleśnika układamy plasterek żółtego sera, a na nim gorącą parówkę. Polewamy ulubionymi sosami, ale tak by z jednego brzegu zostawić trochę miejsca. Ten wolny brzeg zaginamy, a później całość zwijamy dookoła parówki. Tym sposobem podczas jedzenia „hot-doga” sosy nie będą wyciskały się od spodu, a my unikniemy plam na ubraniu. Sosy można oczywiście przygotować samemu, ale dziś podaję wersję ekspresową. Podajemy na ciepło np. w towarzystwie kiszonych ogóreczków, pomidorów czy innych warzyw. Jeśli do środka włożyliśmy ser, można całość podpiec przez ok. 1 min. w mikrofali, żeby serek się rozpuścił. Mniam. Taki domowy fast-food :)




Smacznego!

wtorek, 8 stycznia 2013

Placuszki z kaszy gryczanej

Miałam nadzieję, że w wolnym czasie uda mi się dodać tutaj parę przepisów, jednak (jak zwykle) przeliczyłam się. Z przyjemnością poddałam się słodkiemu lenistwu. Natomiast teraz, gdy trzeba było wrócić do codzienności, rozchorowałam się i muszę przez kilka dni zostać w domu. Niestety kiepskie samopoczucie nie wpływa zbyt dobrze na moje chęci do kulinarnych szaleństw. Dlatego stawiam na prostotę. Dziś proponuję...


Placuszki z kaszy gryczanej




Do ich wykonania potrzebujemy:
  • 3 woreczki kaszy gryczanej ugotowanej według instrukcji na opakowaniu
  • 1 dużego ziemniaka startego na drobnych oczkach
  • 2 jajka
  • 5 kopiastych łyżek mąki pszennej
  • 1 por posiekany dość drobno, np. w piórka (odrobinę zostawiamy do dekoracji)
  • 1 laska kiełbasy pokrojonej w kostkę i podsmażonej na patelni
  • 20 dag boczku (przygotowanego tak, jak kiełbasa)
  • 2-3 pełne łyżki kwaśnej, gęstej śmietany 18%
  • sól, pieprz
  • olej do smażenia

Wszystkie składniki łączymy dokładnie w sporej misce. Masa musi być dość jednolita, z wyraźnie widoczną kaszą i porem. Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy nieduże placuszki z obu stron na ładny, złoto-brązowy kolor. Podajemy z łyżką kwaśnej śmietany i udekorowane zieloną częścią pora.


Wiem, że podobny przepis prezentował Karol Okrasa w kampanii reklamowej Lidla, jednak to chyba nie do końca to samo. Mój wzorowałam na tym, co kiedyś jadłam w sanatorium. Mimo że dostałam wtedy dokładne instrukcje, jak zrobić te placuszki, oczywiście wszystkiego nie zapamiętałam i nie zapisałam. Na szczęście i tak wszystko się udało. To danie sprawiło, że zatęskniłam za cukinią i przyrządzanymi z niej placuszkami. Nie mogę się doczekać, kiedy znów na straganach będzie można dostać letnie warzywa, bo te z marketów jakoś do mnie nie przemawiają. Chciałabym już lato albo chociaż wiosnę. Mam dość szaro-burej pogody, zimna, kataru i zdecydowanie cierpię na niedobór słońca.

Mimo wszystko - miłego dnia!

niedziela, 23 grudnia 2012

Naleśniki ze szpinakiem

To taki obiad z serii: w mniej niż godzinę. Bardzo prosty, superszybki i do tego niedrogi. Warunek jest jeden - trzeba lubić szpinak. Ja jestem jego ogromną zwolenniczką. Chętnie jem go zarówno na surowo - w sałatkach, jak i duszony z masełkiem - jako np. farsz do naleśników. Przyznać jednak muszę, że samym szpinakiem ciężko jest się najeść, więc zazwyczaj podaję go w towarzystwie kurczaka.


Naleśniki z kurczakiem i szpinakiem




Będziemy potrzebować:
  • ok. 14 naleśników (przepis podawałam przy okazji krokietów - klik)
  • 2 piersi z kurczaka
  • opakowanie mrożonego szpinaku (rozdrobnionego) - 400 g
  • 250 ml płynnej śmietanki 18%
  • 3-4 łyżki masła
  • mąką do zagęszczenia sosu
  • przyprawy: sól, pieprz, gałkę muszkatołową, granulowany czosnek
Na początku smażymy naleśniki, choć równie dobrze możemy to zrobić w czasie, gdy farsz się dusi. Masło roztapiamy w rondelku i podsmażamy na nim pokrojonego w drobną kostkę kurczaka. Gdy tylko z wierzchu zrobi się biały, posypujemy mąką i mieszamy aż masło wchłonie mąkę. Wtedy dodajemy rozmrożony szpinak, ponownie mieszamy, a następnie dolewamy śmietankę i przyprawiamy całość do smaku. Farsz dusimy jakieś 10-15 min. (nie mierzyłam czasu, więc ciężko mi to określić) albo po prostu do momentu, kiedy kurczak nie będzie już surowy, a nadzienie stanie się jednolite i kremowe. Na środek każdego naleśnika nakładamy łyżkę farszu i składamy je w następujący sposób: najpierw zawijam do środka górny i dolny brzeg naleśnika, a później boki. Powstaje zgrabny prostokąt, który należy jeszcze podsmażyć z obu stron na złoto i możemy podawać.





Naleśników wychodzi sporo więc pozostałe można zamrozić lub schować do lodówki na następny dzień. Świetnie nadają się też do zabrania do pracy, ponieważ łatwo można je odgrzać w mikrofalówce. Są pyszne, a farsz jest uniwersalny, więc jeśli nie chcemy jeść dwa dni z rzędu tego samego, wystarczy przygotować mniej naleśników, a następnego dnia dodać do farszu jeszcze trochę śmietanki lub mleka i podać go z makaronem. Pycha :)

Smacznego!

czwartek, 11 października 2012

Naleśniki z prażonymi jabłkami i sosem cynamonowym

Kiedy mam ochotę na słodki obiad, robię naleśniki. Dzisiejsze przywodzą mi na myśl szarlotkę i zdecydowanie jest to propozycja dla takich łasuchów jak ja i P. :)

Przepis na ciasto naleśnikowe znajdziecie tutaj -> naleśniki


Naleśniki z jabłkami i sosem cynamonowym


Do nadzienia będziemy potrzebować:
  • 2 duże, twarde i soczyste jabłka
  • 2 łyżki masła
  • 2 łyżki miodu
  • 0,5 łyżeczki cynamony
  • 4 łyżki płynnej śmietanki 18%
  • garść posiekanych orzechów włoskich + kilka połówek
Do sosu:
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżka miodu
  • 0,5 łyżeczki cynamony
  • 1 łyżka płynnej śmietanki 18%

Prawie wszystkie składniki nadzienia 


Jabłka myjemy i obieramy. Kroimy je w ósemki, a następnie w ok. 0,5 cm plasterki. W garnku topimy masło i wrzucamy do niego jabłka. W tym czasie na suchej patelni prażymy pokrojone orzechy. Do jabłek dodajemy miód, cynamon i orzechy. Gdy z jabłek zrobi się dość gęsty mus z pojedynczymi większymi kawałkami wlewamy stopniowo, po łyżce śmietankę. Gotowe. Nadzienie odstawiamy i smażymy naleśniki. Teraz pozostał nam już tylko sos. W małym rondelku topimy masło, dodajemy miód i cynamon. Dokładnie łączymy. Dokładamy połówki orzechów włoskich.

Gotowy sos cynamonowy z orzechami włoskimi


Naleśniki smarujemy musem jabłkowym i składamy w koperty. Układamy na talerzu i polewamy gorącym sosem cynamonowym. Od razu podajemy. Smacznego.

Mmmm... gotowe


PS. Uwaga, uzależniają ;)

niedziela, 7 października 2012

Krokiety z mięsem mielonym i pieczarkami

Kto z nas nie lubi naleśników? Ja przynajmniej nie znam takiej osoby. Sama też bardzo je lubię i to pod wieloma postaciami. W weekendy mam nieco więcej czasu na pichcenie, więc wczoraj na obiad jedliśmy domowe...


Krokiety


Na ciasto naleśnikowe potrzebujemy:
  • 0,5 litra mleka
  • 1 szklankę wody
  • 1 jajko
  • mąkę (trudno mi podać jej dokładną ilość, ale w przepisie znajdziecie nieco bardziej precyzyjne instrukcje)
  • szczyptę soli
  • 0,5 łyżeczki cukru
  • ok. 2 łyżek oleju

Mleko, wodę, olej i jajko wraz z cukrem i solą dokładnie łączymy. Ja robię to blenderem, w którym najpierw umieszczam wymienione składniki, a później, ciągle mieszając, stopniowo dodaję mąkę. Ciasto musi być dość rzadkie, żeby dało się je rozlać na patelni i smażyć dość cienkie naleśniki. Nie może być jednak za rzadkie, ponieważ wtedy mogą się nam rozpadać podczas przewracania. Trzeba to wypróbować samemu. Naleśniki smażymy na patelni już bez dodatku tłuszczu. Myślę, że dodanie odrobiny oleju do ciasta jest lepszym pomysłem, niż lanie go na patelnię. Naleśniki do krokietów nie powinny być zbyt mocno przyrumienione na brzegach, ponieważ mogą się wtedy łamać przy zwijaniu.

Ostatni naleśnik już na patelni


Farsz do krokietów:
  • 500 g pieczarek
  • 500 g mielonego mięsa (u mnie było to mięso z kurczaka)
  • 1 średniej wielkości cebula
  • 1 jajko
  • ok. 3 łyżek bułki tartej (jej ilość zależy od tego, ile soku puszczą pieczarki)
  • przyprawy: sól, pieprz, mielona słodka papryka, zioła prowansalskie

Dodatkowo:
  • 1 jajko roztrzepane z ok. 1/4 szklanki mleka
  • bułka tarta
  • olej do smażenia

Cebulę i pieczarki kroimy w dość drobną kostkę. Następnie podsmażamy cebulkę na niewielkiej ilości oleju, a gdy się zeszkli dodajemy pieczarki. Kiedy pieczarki zaczną brązowieć i puszczać sok, dodajemy mięso mielone oraz przyprawy. Smażymy do chwili, kiedy mięso nie będzie surowe. Całość odstawiamy, by trochę przestygła. Wtedy dodajemy jajko oraz bułkę tartą. Farsz musi być gęsty i w miarę suchy, bez pływającej wody.

Gotowy farsz


Nadzienie układamy na środku każdego naleśnika, po ok. łyżce stołowej - czubatej, brzegi zawijamy do środka i rolujemy. Jajko z mlekiem umieszczamy na jednym talerzyku, a na drugim bułkę tartą. Zawinięte krokiety maczamy ze wszystkich stron w jajku, a następnie dokładnie obtaczamy w bułce tartej. Następnie znów maczamy w jajku i jeszcze raz obtaczamy w bułce tartej. Dzięki temu po usmażeniu uzyskamy chrupiącą skorupkę.



Tak przygotowane krokiety smażymy na najmniejszym ogniu z każdej strony na złotobrązowy kolor. Smaczne są zarówno same, jak i w towarzystwie surówki, np. z marchwi i jabłka startych na tarce. 

Partia krokietów gotowa do zamrożenia


Wczoraj krokietów wyszło tyle, że obydwoje bez problemu się najedliśmy, a część zamroziłam i zostały na czarną godzinę. Mimo to nie wykorzystałam całego przygotowanego nadzienia. Połowa została odłożona na dzisiejszy obiadek. Jutro podam przepis na danie, do którego użyłam resztę przygotowanego farszu, więc serdecznie zapraszam na mojego bloga. Miłego wieczoru :)