Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia azjatycka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia azjatycka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 lutego 2014

Kwaśno-pikantna wieprzowina z brązowym ryżem

Jeeeeej, jak dawno nie jadłam czerwonego mięsa. W ogóle dość rzadko je serwuję, ale tym razem przerwa była już stanowczo zbyt długa. I to wcale nie tak, że nagle za nim zatęskniłam. Co to, to nie. Na obiad planowałam krewetki tygrysie i obszukałam kilka sklepów zanim na dobre się poddałam. Jednak w końcu, zrezygnowana udałam się do mięsnego i zobaczyłam śliczny, względnie chudy kawałek karczku. To było to. Olśnienie! Będzie wieprzowinka. Ucieszyłam się, bo karczek uwielbiam. Najlepiej po prostu uduszony z cebulką, ale tym razem postanowiłam zaszaleć. Kupiłam limonkę, imbir, papryczki piri-piri oraz kilka innych składników i zaczęłam kulinarne zmagania. Niestety nie miałam takich warzyw, jakie bardzo chciałam mieć, ale nie przejęłam się nic a nic. Postanowiłam i tak wykorzystać te, które już kupiłam. I chociaż kompozycja warzywna nie za bardzo odpowiadała mojemu pragnieniu orientalnych smaków, to jednak całość wyszła zaskakująco dobrze. Żałowałam tylko, że nie było kiełków fasoli mun albo pędów bambusa. Następnym razem na pewno je dodam (o ile wcześniej nie zapomnę kupić). Mimo to postanowiłam zaprezentować ten przepis na blogu. A wiecie dlaczego? Bo jak tylko spróbowałam mojego dania, to wszystkie wątpliwości zniknęły :) Smakowało mi tak bardzo, że przestałam myśleć o jakichkolwiek modyfikacjach i po prostu cieszyłam się pysznym obiadkiem. Wam również polecam.

Kwaśno-pikantna wieprzowina z brązowym ryżem, czyli chińszczyzna po polsku

(porcja dla 4-5 osób)




Potrzebujemy:
  • ok. 60-70 dag wieprzowiny (ja miałam karczek, ale wyjątkowo chudy)
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki oleju
  • sok z 1 małej limonki
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 papryczkę piri-piri razem z ziarenkami (jeśli wolicie mniej pikantne potrawy, to koniecznie je wyjmijcie)
  • kawałek imbiru (ok. 5 cm)
  • 2 marchewki
  • 0,5 puszki zielonego groszku (lub odpowiednią ilość mrożonego)
  • 100 g minikolb kukurydzy z zalewy
  • 2 cebulki dymki ze szczypiorkiem
  • mały pęczek natki pietruszki
  • garść niesolonych orzeszków ziemnych
  • 2 płaskie łyżki mąki pszennej do zagęszczenia sosu (może być też ziemniaczana, ale tym razem jej nie miałam)
  • 2 woreczki (200 g) naturalnego, brązowego ryżu

Wieprzowinę myjemy i kroimy w paseczki (ok. 1,5 na 4 cm). Błonki możemy powykrawać. Ja tak zrobiłam, bo ich nie znoszę ;) Czosnek siekamy drobniutko, imbir ścieramy na tarce, a papryczkę kroimy w cienkie krążki/plasterki. Mięso umieszczamy w sporej misce. Dodajemy 2 łyżki oleju, 2 łyżki sosu sojowego, sok z limonki oraz czosnek, imbir i papryczkę. Mieszamy, przykrywamy i odstawiamy do lodówki na co najmniej 2 godz., a najlepiej na całą noc. Orzeszki prażymy na suchej patelni i odstawiamy do ostygnięcia. Marchewki kroimy w słupki, dymkę w piórka, minikolby kukurydzy w spore krążki, a szczypior siekamy. Siekamy także natkę i orzechy, ale dość grubo. Ryż gotujemy w osolonej wodzie według instrukcji na opakowaniu (będzie to ok. 30 min.). Zamarynowane mięso wrzucamy na mocno rozgrzaną, suchą patelnię (na razie nie zlewamy marynaty, zostawiamy ją w misce!). Obsmażamy szybko ze wszystkich stron i przekładamy do sporego garnka. Dolewamy pozostałości marynaty z miski oraz tyle wody, by przykryła mięso, ale nie więcej. Dusimy do miękkości. Kiedy wieprzowina zmięknie, dodajemy marchew, kukurydzę i dymkę. W razie potrzeby dolewamy troszeczkę wody i dalej dusimy. Teraz już cały czas pilnujemy i uważamy, by nie rozgotować warzyw. Marchewka powinna zostać al dente. A już na pewno nie możemy dopuścić do sytuacji, kiedy zacznie tracić kształt i się rozpadać. Tak drobno pokrojone warzywa nie potrzebują dużo czasu, więc nawet chwila może o wszystkim zaważyć. Kiedy warzywa zmiękną, dodajemy groszek z puszki (mrożony wymagałby wcześniejszego dodania!) i rozmieszaną w 1/4 szkl. wody mąkę. Całość zagotowujemy i zestawiamy z ognia. W razie potrzeby doprawiamy solą (z tym ostrożnie, bo sos sojowy jest słony). Dodajemy ugotowany ryż oraz szczypiorek i dokładnie mieszamy. Każdą porcję przed podaniem obficie posypujemy natką i orzeszkami.

Smacznego! :)

sobota, 13 kwietnia 2013

Tradycyjna kuchnia polska? Niezupełnie!

Po ostatnich słodkościach przyszła pora na coś bardziej konkretnego. Samym cukrem żyć się nie da i dobrze, bo byłoby nudno. Dzisiejszy pomysł to klasyka w nowej odsłonie. Tradycyjne kopytka i klopsiki jakich nigdy wcześniej nie jadłam. Danie wyszło aromatyczne i po prostu pyszne. Jedyne w swoim rodzaju.  Jest dowodem na to, że nie należy bać się nowych smaków i być może zaskakujących połączeń, bo może wyjść naprawdę ciekawie. Obiadek smakował nam bardzo, w związku z tym na stałe wejdzie do naszego menu. Chcecie wiedzieć co takiego wymyśliłam?

Klopsiki curry w pysznym sosie

z podanych składników wyszły 22 spore klopsiki



Potrzebujemy:
  • 500 g mielonego mięsa (u mnie z kurczaka)
  • 1 bułkę kajzerkę
  • 5 plasterków boczku
  • ok. 5 cm świeżego imbiru
  • 3 małe ząbki czosnku
  • 1 jajko
  • przyprawy: sól, pieprz, słodką mieloną paprykę, curry, cynamon
  • płatki owsiane
  • 200-300 ml mleka
  • 200 ml płynnej śmietanki 12/18% (może być samo mleko)
  • 1 kopiastą łyżkę mąki
  • olej do smażenia

Bułkę namaczamy w ciepłej wodzie. Boczek kroimy w małą kostkę (jeśli jest ze skórą, to ją odkrawamy), imbir i czosnek drobniutko siekamy. Na patelni najpierw podsmażamy boczek, a gdy zmieni się w chrupiące skwarki, dodajemy imbir i czosnek i przesmażamy całość jeszcze minutkę. Zestawiamy z ognia. Płatki owsiane mielimy w blenderze na mączkę. (Ja wsypałam 20 łyżek i trochę mi zostało, ale to nic. Można je przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku.) Mięso umieszczamy w misce, dodajemy do niego namoczoną bułkę, jajko, boczek z imbirem i czosnkiem, ok. 4 kopiastych łyżek zmielonych płatków owsianych oraz przyprawy: sól i pieprz do smaku, 2 łyżeczki słodkiej papryki, 1,5-2 łyżeczki curry, 0,5 łyżeczki cynamonu. Całość dokładnie mieszamy. Jeśli masa jest zbyt kleista, można dodać jeszcze 1 łyżkę mączki z płatków owsianych. Następnie formujemy klopsiki, które obtaczamy również w zmielonych płatkach owsianych. Podsmażamy je na niewielkiej ilości oleju (najlepiej na małym ogniu w głębokiej patelni lub w garnku z grubym dnem) z dwóch stron na złoto-brązowo i zdejmujemy na talerz. Mąkę rozrabiamy ze śmietanką i łączymy z 200 ml mleka. Płyn wlewamy na patelnię po klopsikach. Doprawiamy solą, słodką papryką i curry. Jeśli nasze curry jest łagodne, można też dodać odrobinę ostrej papryki lub chilli. Gdy sos zacznie się gotować, dodajemy zrumienione klopsiki i całość dusimy ok 10 min. Podajemy z ryżem lub tak jak ja, z domowymi kopytkami ziemniaczano-marchewkowymi z odrobiną imbiru (na zdjęciach są odsmażone). Takie połączenie sprawdziło się zaskakująco dobrze, dlatego polecam serdecznie wszystkim, którzy lubią próbować nowych rzeczy, ale także tradycjonalistom ;)


Wahałam się, czy dodawać również przepis na kopytka,
ale jeśli będzie zainteresowanie, z przyjemnością go przygotuję :)

Przy okazji tych pysznych klopsików chciałam również wspomnieć o moim ostatnim patencie na zdrowszy zamiennik bułki tartej. Pewnie zaraz się dowiem, że to żadna nowość i wszyscy już dawno tak robią, ale ja ostatnio wpadłam na to trochę przez przypadek. Otóż bułka tarta skończyła mi się już jakiś czas temu i kto by pamiętał o zakupie tak prozaicznej rzeczy? Rzecz jasna kiedy wzięłam się za klopsiki, nie miałam pojęcia, że jej nie mam. Jakież było moje zdziwienie, gdy sięgnęłam po pojemnik, który okazał się pusty! Wszystko było już gotowe i doprawiona masa mięsna czekała już tylko na zagęszczacz w postaci właśnie bułki tartej. Formować klopsików za bardzo się z niej nie dało, bo była dość lepka, więc musiałam wymyślić jakiś zamiennik. Przeglądając szafki znalazłam jedynie mąkę: pszenną, ziemniaczaną i żytnią razową oraz płatki owsiane. No i mnie olśniło. Mąką nie chciałam mięsa zagęszczać, ale mąka z płatków owsianych to już trochę inna historia. W blenderze dokładnie je zmieliłam i z radością dokończyłam klopsiki. Zawsze w takich momentach rozpiera mnie duma! Wymyśliłam! Ja! Sama! Bez niczyjej pomocy, ani internetowej, ani książkowej, ani niczyjej. Później jednak często przeżywam rozczarowanie, gdy okazuje się, że ktoś, kiedyś wpadł już na taki pomysł. W kuchni wymyślono naprawdę wiele i ciężko zrobić coś całkiem nowego. Mimo wszystko w takich chwilach jestem zadowolona, że nie korzystałam z żadnej pomocy i gotowych rozwiązań, a ruszyłam mózgownicą sama ;)

Zadzwonić do mamy/babci/ciotki/przyjaciółki - 15 min. Zajrzeć do książki kucharskiej - 10 min. Sprawdzić coś w internecie - 5 min. Wymyślić coś samemu - bezcenne :)))

Smacznego i pełnego inspiracji weekendu Wam życzę!

piątek, 15 marca 2013

Azjatyckie inspiracje

Mówiłam już, że uwielbiam krewetki? Nie? Otóż kocham je miłością od pierwszego wejrzenia. W zasadzie dotyczy to jedynie krewetek tygrysich, bo koktajlowe jakoś nigdy na kolana mnie nie powaliły.  Być może po prostu chodzi o ich wielkość. Są za małe i ich smak czasami ginie wśród innych aromatów. Do dania, które dzisiaj chcę Wam zaprezentować zdecydowanie się nie nadają. Nawet nie poczulibyście, że tam są, przytłoczone przez bogactwo przypraw i smaków. Natomiast tygrysie to już inna bajka. Są po prostu pyszne, delikatne i w zasadzie mogłabym je jeść podsmażone jedynie na czosnkowo-cytrynowym masełku, posypane np. natką pietruszki. Pycha. Muszę niedługo przygotować je właśnie w taki sposób, ale dziś zapraszam na...

Pikantną zupę curry z krewetkami tygrysimi

porcja dla 4 bardzo lub 5 nieco mniej głodnych osób



Potrzebujemy:
  • 0,5 kg mrożonych krewetek tygrysich
  • 2 średnie marchewki
  • 0,3 kg pieczarek
  • 1 czerwoną paprykę
  • 1 sporą cebulę
  • 2-3 ząbki czosnku
  • 2 cebulki dymki ze szczypiorkiem
  • 1 cytrynę: otartą skórkę i sok
  • 1 puszkę pomidorów lub tyle samo pomidorowej passaty
  • 1 puszkę mleka kokosowego
  • 1 szklankę mleka (Tego dnia, kiedy robiłam zupę nie udało mi się dostać mleka kokosowego i zupkę zrobiłam jedynie na zwykłym mleku. Również była smaczna, nawet bardzo:))
  • 1 łyżkę masła
  • przyprawy: 2 łyżki curry, 2 łyżki słodkiej mielonej papryki, 1 łyżeczkę cynamonu, 1 łyżeczkę sproszkowanego imbiru, ok. 0,5 łyżeczki gałki muszkatołowej, chili lub ostrą mieloną paprykę (opcjonalnie), sól i cukier do smaku (zupa powinna być tylko delikatnie słodkawa)

Dodatkowo:
  • kilka placków tortilli (ilość wedle zapotrzebowania)

Krewetki rozmrażamy. Marchewkę kroimy dość drobno (ja pokroiłam ją w takie niby słupki). Paprykę kroimy tak samo lub w kostkę, cebulę i dymkę w piórka, pieczarki w grube plasterki, czosnek w paseczki/słupki. Pomidory blendujemy/miksujemy ze szklanką mleka. Powstały płyn wlewamy do garnka i dodajemy mleko kokosowe. Podgrzewamy i mieszamy, aż płyn stanie się jednolity i gładki.

W tym czasie na patelni rozpuszczamy masło i podsmażamy na nim posiekany czosnek i skórkę otartą z cytryny przez ok. 1 min. Następnie dorzucamy krewetki. Smażymy je do momentu, gdy ładnie zaróżowią się ze wszystkich stron. Wtedy zdejmujemy je z ognia i odstawiamy na bok.

Do do sosu dodajemy wszystkie przyprawy i mieszamy. (Mała uwaga odnośnie curry. Należy sprawdzać smak swojej przyprawy. Moje było tym razem nieznośnie ostre. Ta sama przyprawa różnych firm różni się składem i niestety smakiem. Dobrze, że spróbowałam sosu, zanim dodałam do zupy chili, bo inaczej pewnie nie dali byśmy rady jej zjeść.) Wrzucamy do sosu marchewkę, gotujemy ok. 5 min. i dodajemy resztę warzyw. Gotujemy kolejne 5 min., a następnie dodajemy podsmażone krewetki (razem z czosnkiem, skórką cytrynową i masłem z patelni). Gotujemy jeszcze ok. 10 min. (marchewka powinna pozostać wciąż chrupka).

W tym czasie przygotowujemy chipsy z tortilli. Każdy placek kroimy na 4 części i podsmażamy na suchej patelni z obu stron do momentu, kiedy staną się sztywne i chrupiące.



Jeśli zupa jest bardzo gęsta, można dodać jeszcze trochę mleka. W razie potrzeby doprawiamy ją jeszcze solą i cukrem, a na koniec dodajemy sok z cytryny. Podajemy posypaną posiekanym szczypiorkiem i w towarzystwie chipsów z tortilli.



Smacznego!

niedziela, 10 lutego 2013

Curry z kurczaka

Kuchnia azjatycka kojarzy się głównie z kuchnią chińską. Na pewno nie wszystkim, ale wielu osobom na pewno. A przecież kuchnia azjatycka jest bardzo bogata i nie kończy się na samych Chinach. Dla mnie jeszcze większą inspiracją jest kuchnia hinduska. W Łodzi odwiedzałam czasami indyjską restaurację. W Tomaszowie takich brak. Nie żebym często jadała na mieście, ale jednak mi tego brakuje. Tej różnorodności. Aż ciężko się było zdecydować, gdzie pójść. Ja bardzo lubię próbować nowych smaków. Czasami mam ochotę przyrządzić coś naprawdę egzotycznego, a tu... Nigdzie nie mogę dostać produktów. To kolejna rzecz, za którą tęsknię. W Łodzi mogłam dostać chyba wszystko, o czym tylko pomyślałam. Tutaj, niestety nie jest to takie proste. Wczoraj zamarzyło mi się curry. Wydawało mi się, że nie będzie problemu. Toż to wcale nie jest nie wiadomo jakie cudo, ale okazało się inaczej. Świeżego imbiru brak. No trudno z curry nie zrezygnowałam. Dodałam tylko imbir w proszku. To wprawdzie nie to samo, ale wiecie co? Nawet z takim imbirem miałabym problem, gdyby nie to, że zaopatrzyłam się w sklepie. Rozumiem, że w małych sklepikach może go nie być, ale w Kauflandzie??? A nie było. Papryczkę chili zostawiłam sobie specjalnie ze słoika ogórków konserwowych, bo ta w sklepach nie zachęca. Czy tutaj ludzie nie kupują takich rzeczy? Papryczka, którą widziałam na półkach była tak zwiędnięta, że nie miałam ochoty płacić za nią ani złotówki. Coś mi się na narzekanie zebrało, ale już kończę i zapraszam na (mimo wszystko) pyszne i aromatyczne...


Curry z kurczaka

ilości podaję prawie hurtowe, ponieważ gotowałam na dwa dni i dla więcej niż tylko 2 osób



Potrzebujemy:
  • 2 puszki krojonych pomidorów
  • 2 bardzo (baaaaardzo) duże cebule
  • 3 czerwone papryki
  • 1 puszka (400 g) mleczka kokosowego
  • kawałek świeżego imbiru (ok. 8-10 cm)
  • 1 papryczka chili
  • 6 ząbków czosnku (pół główki)
  • 3 pojedyncze piersi z kurczaka
  • ok. 1,5 opakowania przyprawy curry (4 czubate łyżki)
  • przyprawy: 1 łyżeczka cynamonu, 1 łyżeczka gałki muszkatołowej, 2 czubate łyżki mielonej słodkiej papryki, sól, 4 łyżeczki cukru + kurkuma do gotowania ryżu
  • ryż do podania
  • olej do smażenia
Kurczaka kroimy w niezbyt drobną kostkę. Papryki również kroimy w sporą kostkę, cebulę w półpiórka (najpierw w poprzek na pół, a później każdą z połówek jeszcze raz na pół, ale wzdłuż, następnie w plasterki), ale dość grubo. Czosnek i chilli siekamy drobniutko i podsmażamy chwilę na oleju, żeby nabrał smaku. Dodajemy curry, mieszamy. Całość powinna nabrać gęstej i jednolitej konsystencji. Chwilę zostawiamy to na małym ogniu i dodajemy pomidory z puszki. Dusimy aż zgęstnieje i dodajemy resztę przypraw. Do pomidorów dorzucamy paprykę i cebulę oraz mleczko kokosowe. Wszystko dusimy ok. 10 min. Na sam koniec dodajemy kurczaka. Po chwili nasze curry jest gotowe. Mnie smakuje najbardziej z ryżem ugotowanym w osolonej wodzie z dodatkiem ok. 2 łyżeczek kurkumy, która nadaje mu egzotycznego smaku i ślicznego, żółtego koloru. (By the way. Kurkumy też nie mogłam dostać w Tomaszowie.)



Tak przygotowane curry jest bardzo gęste i aromatyczne. Nie potrzebuje żadnych sztucznych zagęstników, czy poprawiaczy smaku. Jest niezwykle rozgrzewające (nawet ze sproszkowanym imbirem) i cieszy się u nas dużym powodzeniem. Zachęcam do wypróbowania. Szczególnie przy tak nieprzyjaznej aurze.

Smacznego!

czwartek, 4 października 2012

Kurczak z sezamkami

Ten przepis wymyśliłam jakiś czas temu. Wiele razy jadłam kurczaka z sezamem, ale sam sezam nie jest najłatwiej dostępny. Szczególnie jeśli nie mieszka się w dużym mieście. Dlatego wymyśliłam coś, co pozwoliło mi uzyskać podobny efekt.


Oto przepis na mojego kurczaka z sezamkami ;)


Potrzebujemy:

  • 2 piersi z kurczaka
  • 200 g fasolki szparagowej (może być mrożona)
  • 2 małe opakowania sezamków
  • 2 łyżki miodu
  • 2 łyżki ciemnego sosu sojowego
  • 4 łyżki słodkiego sosu chili (ja używam tao tao) lub papryczka chilli (wtedy dajemy 3 łyżki miodu)
  • 1 łyżeczka mielonej słodkiej papryki
  • 0,5 łyżeczki imbiru
  • olej do smażenia
  • mąka do zagęszczenia sosu (niekoniecznie)
  • ryż, makaron ryżowy lub zwykły makaron, np. spaghetti

Kurczaka kroimy w sporą kostkę i krótko smażymy. Dodajemy miód, a po chwili sos chilli i sojowy. Dolewamy trochę wody, ale nie za dużo, żeby za bardzo nie rozrzedzić sosu. Do tak przygotowanego kurczaka dodajemy słodką paprykę i imbir, a następnie jak najdrobniej pokruszone sezamki (trochę najdrobniejszych ziaren zostawiamy). Chwilę dusimy. Kiedy sezamki rozpadną się już na pojedyncze ziarna, dodajemy fasolkę. Całość gotujemy jeszcze chwilę. Teraz, jeśli chcemy mieć więcej sosu, można dodać jeszcze szklankę wody, z rozmieszanymi dwoma łyżkami mąki. Wtedy trzeba jeszcze raz doprowadzić sos do wrzenia i gotowe. Podajemy z ryżem lub chińskim makaronem. (My dzisiaj jedliśmy ze zwykłym spaghetti i też nam smakowało.) Na koniec posypujemy pozostałymi sezamkami. O czym ja dzisiaj zapomniałam ;)

Kurczak z sezamkami i fasolką szparagową


Mam nadzieję, że będzie Wam smakowało. Miłego wieczoru i zapraszam na mojego bloga.