Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babeczki/muffiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babeczki/muffiny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 grudnia 2015

Czekolada i pomarańcze

Jakie jest ulubione ciasto Polaków? Pewnie nie wszyscy, ale część z Was odpowie, że sernik. Tradycyjny, wiedeński jest obowiązkowym punktem w czasie rodzinnych świąt. Waszych też? A może w tym roku spróbujecie czegoś nowego? W moim domu sernik piekli wszyscy, a każdy na swój sposób. Tak się składa, że ja nie podzielałam ogólnego zachwytu sernikiem. Nigdy za nim nie przepadałam, ale nigdy też nie przestałam próbować. Całe szczęście, że serowa baza tego wypieku jest idealnym polem do eksperymentów i można nadawać jej najróżniejsze smaki. Boże Narodzenie od zawsze kojarzy mi się z aromatem pomarańczy, a że cytrusy doskonale smakują z czekoladą, pomyślałam, że warto dać temu duetowi szansę w połączeniu z serem. Właściwie to z serkiem mascarpone, bo muszę Wam się przyznać, że to trochę oszukany sernik, wcale nie z twarogu. Dzięki temu to naprawdę wspaniałe ciasto. Konsystencję ma wyjątkową, a smak przypomina jedne z moich ulubionych cukierków - trufle! Na dodatek jego przygotowanie jest dość proste i znacznie szybsze niż tradycyjnego sernika. Warto spróbować!

Oszukane miniserniczki czekoladowo-pomarańczowe

przepis na 12 foremek do babeczek


Potrzebujemy:
  • 100 ml słodkiej śmietanki 30%
  • 90 g czekolady o zawartości 70% kakao ze skórką pomarańczową (jeśli takiej nie macie, to należy przygotować zwykłą czekoladę 70% kakao i dodatkowo skórkę otartą z jednej pomarańczy)
  • 30 ml likieru pomarańczowego lub cytrynowego
  • 200 g serka mascarpone
  • 2 jajka
  • 70 g cukru trzcinowego dark muscovado
  • 20 g mąki ziemniaczanej

Śmietankę podgrzewamy na niewielkim ogniu, nie dopuszczając do zagotowania. Kiedy będzie gorąca, wsypujemy do niej połamaną na małe kawałki czekoladę. Odstawiamy na ok. 1 minutę, a następnie dokładnie mieszamy. Masa powinna stać się gładka i jednolita, wtedy dodajemy likier (oraz otartą skórkę pomarańczową, jeśli jej używamy) i łączymy. Lekko studzimy.

Serek mascarpone, jajka, cukier i mąkę krótko ubijamy mikserem, tylko do połączenia składników. Wlewamy letnią czekoladę ze śmietanką i całość znowu mieszamy - najlepiej już nie mikserem, ale łyżką lub szpatułką. Masa będzie płynna i tak ma być.

Jeśli do pieczenia używamy foremek silikonowych, nie trzeba ich w żaden sposób przygotowywać, a ciasto można wlać bezpośrednio do nich. Jednak jeśli używamy metalowej blachy do babeczek, należy ją najpierw bardzo delikatnie natłuścić, a denka wyłożyć papierem do pieczenia. Nie polecam natomiast używania papierowych papilotek do muffinów, które od wilgoci bardzo namiękną i nie utrzymają kształtu. Foremki napełniamy masą, pozostawiając ok. 1,5-centymetrowy margines i wkładamy do nagrzanego do 150 °C piekarnika. W zależności od tego, jakich foremek używamy, inny będzie również czas pieczenia. W silikonowych serniczki powinny być gotowe po upływie ok. 65 min, w metalowych ten czas może się wydłużyć do 70 min. Ciastka sprawdzamy patyczkiem, na którym po wyjęciu nie powinny zostać ślady surowego ciasta, może być jednak, a nawet powinien być wciąż wilgotny. Kiedy stwierdzimy, że serniczki są już upieczone, uchylamy wyłączony piekarnik i pozwalamy im wystygnąć. Nie wyciągamy od razu. Mimo że ciastka podczas pieczenia bardzo ładnie rosną, w fazie studzenia opadają. Nie należy się tym przejmować, taka ich uroda i wierzcie mi, nie ma to najmniejszego wpływu na smak :)



Po ostudzeniu mamy dwa wyjścia. Serniczki od razu wyjmujemy z foremek i podajemy np. z ulubionymi owocami, konfiturą czy bitą śmietaną z dodatkiem np. likieru pomarańczowego. Serwowane bezpośrednio po upieczeniu mają twardawą skorupkę oraz puszysty środek i rozpływają się w ustach, ale... Możemy też wstawić je na noc do lodówki i poczekać aż nabiorą całkiem innej tekstury. Serniczki, które odpoczywały w chłodzie, stają się bardzo kremowe i aksamitne. To wtedy zaczynają przypominać trufle, a aromat pomarańczy staje się bardziej intensywny. Mnie smakują obie wersje i Wam również polecam próbować i eksperymentować, bo - jak widać - nigdy nie wiadomo, kiedy posmakuje nam coś, na co wcześniej kręciliśmy nosem ;)


PS Jakiś czas temu dostałam słodką paczkę od BLOGmedia i Terravita i muszę przyznać, że trafili w 10! W przesyłce znalazłam rozmaite czekolady - zwykłe, z nadzieniem owocowym i miętowym, a także ze skórką pomarańczową i chrupkimi dodatkami - a wszystkie 70% kakao! Dla mnie rewelacja, bo bardzo lubię czekolady z dużą zawartością kakao, a te okazały się naprawdę super. Najbardziej mnie i mężowi przypadła do gustu cytrynowa, która okazała się przepyszna. Jednak nie byłabym sobą, gdybym wszystkie tak po prostu zjadła. Postanowiłam z nimi pokombinować i muszę przyznać, że czekolady świetnie sprawdzają się również w kuchni. Ta, której użyłam do serniczków, ze skórką pomarańczową, idealnie i bez żadnych problemów połączyła się ze śmietanką, a aromat cytrusów był wystarczająco wyczuwalny w gotowych wypiekach. Czego chcieć więcej?


PPS Dodam jeszcze, że nikt mi za reklamę nie płacił - nie musiał! Sama postanowiłam o tych czekoladach napisać parę słów i być może jeszcze się w moich wpisach pojawią, ponieważ uważam, że są naprawdę dobre ;)

Miłej niedzieli!

środa, 31 grudnia 2014

S jak... smakowity sylwester!

Mam nadzieję, że Święta minęły Wam równie spokojnie i radośnie jak mnie ;) Odwiedziliśmy obie nasze rodziny i najedliśmy się chyba na cały przyszły rok (słodkości na pewno!), a wróciliśmy raczej śpiący niż wypoczęci, ale co tam! Święta rządzą się swoimi prawami i kto by wtedy myślał o spaniu? ;) Na szczęście później był wspaniały weekend i wcale tak szybko nie trzeba było wracać na ziemię. Przed powrotem do pracy (na raptem dwa dni) zdążyliśmy jeszcze odpocząć i poleniuchować. A teraz? O, jak dobrze! Teraz znów wolne :D Dopiero w styczniu na dobre wracamy do pracy, więc póki co odpoczywania ciąg dalszy. Bardzo się z tego cieszę. Czuję, że potrzeba mi chwili wytchnienia, a jak już pewnie wiecie, doskonale wypoczywa mi się w kuchni. Oczywiście tylko wtedy, gdy nie robię czegoś niezmiernie skomplikowanego i w związku z tym muszę trzymać się jakiejś przydługiej receptury. Tego raczej nie lubię... Ale, ale! Jeśli chodzi o dzisiejszy przepis, to powstał on właśnie w taki wieczór, kiedy zaszyłam się sama w kuchni, odrzuciłam na bok wszelkie książki, zeszyty, karteluszki i dałam ponieść wyobraźni ;) Powstało wtedy coś pysznego, co idealnie sprawdzi się jako imprezowa przekąska zarówno na ciepło, jak i na zimno. Czy może być coś lepszego w ten ostatni dzień roku?

Drożdżowe babeczki z nadzieniem mięsno-pieczarkowym

składniki na 24 niewielkie babeczki
(użyłam standardowej formy na 12 muffinów)



Do przygotowania ciasta będziemy potrzebować:
  • 550 g mąki pszennej
  • 200 ml mleka
  • 100 g rozpuszczonego i ostudzonego masła min. 82%
  • 3 jajka
  • 50 g drożdży
  • 1 łyżeczkę cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • dodatkowo 1 łyżkę masła do natłuszczenia formy

Do nadzienia:
  • 250 g pieczarek
  • 250 g mielonego mięsa (użyłam drobiowego)
  • 150 g kwaśnej śmietany
  • 100 ml mleka
  • 2 łyżeczki mąki pszennej
  • 1 łyżkę masła
  • sok z 1/4 cytryny
  • przyprawy: sól, biały pieprz, tymianek

Drożdże wkruszamy do miseczki, dodajemy cukier i 100 ml letniego mleka. Dokładnie mieszamy, dosypujemy 4 łyżki mąki (odejmujemy je z tych 550 g z listy składników) i znów mieszamy. Przykrywamy ściereczką, odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 15 min. Resztę mąki przesiewamy do dużej miski, dodajemy wyrośnięty rozczyn, jajka, pozostałe mleko, masło i sól. Mieszamy łyżką, a później zagniatamy na stolnicy/blacie przez kilka minut, aż ciasto przestanie się lepić i będzie ładnie odchodziło od ręki (raczej nie podsypujemy mąką). Wkładamy je z powrotem do miski, przykrywamy szczelnie folią spożywczą i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 1,5-2 godz.

W tym czasie przygotowujemy farsz. Pieczarki kroimy w drobną kostkę i podsmażamy na rozpuszczonym maśle. Skrapiamy sokiem z cytryny, a kiedy puszczą sok, dodajemy mięso i dokładnie mieszamy, by nie pozostały większe kawałki (zbitki). Smażymy jeszcze ok. 5 min., a następnie dodajemy śmietanę, rozprowadzoną w mleku mąkę i przyprawy. Sos zagotowujemy i jeśli jest zbyt rzadki, chwilę odparowujemy. Jeśli natomiast zgęstnieje za bardzo, dolewamy trochę mleka. Próbujemy i w razie potrzeby doprawiamy. Studzimy.

Metalową formę do muffinów natłuszczamy. Wyrośnięte ciasto wałkujemy na ok. 1 cm grubości (może też być ciut cieniej). Wykrawamy z niego krążki o ok. 9 cm średnicy, którymi wylepiamy zagłębienia na babeczki (nie trzeba dociskać do samego spodu). Każdą miseczkę z ciasta napełniamy po brzegi ostudzonym farszem.

Ready... Steady... Bake!

Pieczemy w nagrzanym do 180 stopni piekarniku przez ok. 25 min. (babeczki powinny być już wtedy ładnie zrumienione). Wyjmujemy i studzimy. Podajemy na ciepło lub zimno, chociaż moim zdaniem najlepiej smakują takie prosto z piekarnika :)

Smacznego...
...i szczęśliwego Nowego Roku!

PS. Ja formę do muffinów mam niestety tylko jedną, więc babeczki piekłam w dwóch turach. Wcale im to nie zaszkodziło, ale jeśli Wy macie dwie takie same formy, to na pewno będzie łatwiej i szybciej ;)

PPS. Jeśli macie ochotę, przed pieczeniem, babeczki możecie posypać tartym żółtym serem.

PPPS. Warta wypróbowania jest także wersja ze zrumienioną kiełbasą jałowcową zamiast mielonego mięsa.

czwartek, 20 lutego 2014

Owsiane, wilgotne muffinki z wiśniowym środkiem

Naszło mnie ostatnio na muffinki. Tak, wiem, że miało być dietetycznie. Tak, wiem, że one tylko stwarzają pozory dietetycznych. Tak, wiem, że nie tak dawno było ciacho. Tak, wiem to wszystko, ale co z tego? No co? Jak ja miałam taką wielką chęć, by coś upiec. I to nie byle co, ale koniecznie muffinki. No i co? No i upiekłam :) I wyszły rewelacyjne! Mięciutkie, pulchne, wilgotne, ze zdrowym zamiennikiem kruszonki i wspaniałym, wiśniowym środkiem. Nieeeeebo w gębie! Spróbujcie koniecznie :)

Owsiane muffinki z wiśniowym środkiem i moją zdrowszą wersją kruszonki

(porcja na 16 niewielkich babeczek)



Będziemy potrzebować:
  • 1 szkl. płatków owsianych
  • 1 szkl. otrąb owsianych
  • 1 szkl. mąki pszennej
  • 1/2 szkl. wiórków kokosowych
  • 1/2 szkl. brązowego cukru demerara (jeśli chcielibyście użyć białego, to należy dodać go mniej, ok. 1/3 szkl.)
  • 3/4 szkl. mleka
  • 1/2 szkl. oleju
  • 2 jajka
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej

Dodatkowo:
  • dżem wiśniowy do nadziania babeczek (ja użyłam domowego) - dobrze jest używać dżemu z dużą ilością owoców, a małą ilością galaretki, np. mój domowy dżem został w środku babeczek, natomiast kupny (który owoce miał zatopione w sporej ilości galaretki) "uciekał" górą i bokami
  • pestki dyni i ziarna słonecznika zamiast kruszonki

Muffinki przygotowuje się bardzo prosto. Tak prosto, że prościej chyba się nie da. Mąkę, otręby, płatki, wiórki, cukier, sodę, jajka, mleko oraz olej mieszamy w dużej misce widelcem na w miarę jednolitą masę i... To jest z grubsza koniec pracy. Teraz pozostało już tylko napełnić foremki. Metalową formę wykładamy papilotkami lub natłuszczamy i posypujemy otrębami. Do każdej foremki wlewamy płaską łyżkę ciasta, na środku układamy czubatą łyżeczkę dżemu i przykrywamy kolejną łyżką ciasta. Foremki powinny być wypełnione co najmniej w 3/4 wysokości lub nawet trochę bardziej. Wierzch posypujemy uprażonymi na suchej patelni ziarnami słonecznika i pestkami dyni. Pieczemy 25 min. w nagrzanym do 180 stopni piekarniku, aż ładnie się zrumienią. Wszystko :)





Prawda, że smakowite? :)

niedziela, 26 maja 2013

Słodkie co nieco na niedzielę

Dziś proponuję drożdżowe muffiny, z kwaskowym, rabarbarowym środkiem i słodką kruszonką. Pasują idealnie do popołudniowej herbaty lub jako wyjątkowe, późne śniadanie. Powstały dość spontanicznie i może dlatego tak nam smakowały. Gdy na straganie zobaczyłam rabarbar, to wprost nie mogłam mu się oprzeć, a po powrocie do domu okazało się, że mam pół opakowania świeżych drożdży, które trzeba w najbliższym czasie wykorzystać. Pomysł zrodził się więc sam, a ja nie zastanawiając się wiele i nie szukając konkretnego przepisu, wzięłam się do pracy. Efekty możecie oglądać na zdjęciach, które mimo brzydkiej pogody pachną wiosną i... rabarbarem :)

Drożdżowe muffiny z rabarbarem i razową kruszonką

porcja na 12 sporych babeczek



Będziemy potrzebować:
  • 3,5 szkl. mąki pszennej
  • 1 szkl. cukru + trochę do zaczynu i posypania rabarbaru
  • 200 g roztopionego i ostudzonego masła (82%!)
  • 50 g świeżych drożdży
  • 2 jajka
  • 1/3 szkl. ciepłego mleka
  • 1 dużą łodygę rabarbaru

Dodatkowo:
  • 50 g pszennej mąki pełnoziarnistej
  • 25 g zimnego masła
  • 25 g cukru

Przygotowanie muffinek rozpoczynamy od zrobienia zaczynu. Do miseczki wkruszamy drożdże, zasypujemy 2 łyżeczkami cukru i czekamy aż się rozpuszczą. Kiedy już staną się płynne, dodajemy ciepłe (ale nie gorące!) mleko, mieszamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 5-7 min. (uważamy, by zaczyn nie wykipiał). Do dużej miski przesiewamy mąkę, dodajemy cukier, jajka i rozpuszczone masło (zostawiając sobie ok. 2 łyżek do posmarowania muffinek), a także wyrośnięty zaczyn. Wyrabiamy gładkie ciasto, miskę przykrywamy ściereczką i ponownie odstawiamy w ciepłe miejsce. Kiedy ciasto rośnie, myjemy i kroimy rabarbar. Kawałki powinny być niewielkie, ok. centymetrowe. Formę lub foremki wykładamy papilotkami, a gdy ciasto co najmniej podwoi swoją objętość, krótko je przerabiamy i dzielimy na 12 równych części. Z każdej formujemy kule, a następnie rozpłaszczamy. Pojedynczą porcję ciasta umieszczamy z przygotowanej foremce z papilotką, której spód i brzegi dokładnie wylepiamy. W powstałym zagłębieniach umieszczamy po kilka kawałków rabarbaru (możemy go lekko wcisnąć w ciasto). Muffiny ustawiamy na blasze, przykrywamy ściereczką i po raz kolejny odstawiamy w ciepłe miejsce (np. na nagrzewający się piekarnik). Przygotowujemy kruszonkę. Wszystkie składniki umieszczamy w misce i rozcieramy w palcach, tworząc trochę większych grudek. Babeczki smarujemy z wierzchu resztą masła, posypujemy kruszonką i pieczemy w 180 stopniach ok. 25 min. Po upieczeniu chwilę studzimy w piekarniku, przy uchylonych drzwiczkach, a następnie na kratce (chociaż wiadomo, że ciepłe są najlepsze ;)).



Śliczne i niezwykle fotogeniczne, a do tego jakie dobre! :D

Smacznego!

poniedziałek, 4 lutego 2013

Muffinki cytrynowo-makowe

Przepis, który mam dzisiaj dla Was jest zdecydowanie bardziej pracochłonny, niż ten na korzenne muffinki z powidłami śliwkowymi, ale zapewniam, że warto poświęcić trochę czasu, by przygotować te cudeńka. Ciasto na babeczki, jest proste, ale nie banalne. Wilgotne, o subtelnym, cytrynowym aromacie i z makowymi piegami. Jednak to w dodatkach tkwi prawdziwy sekret. Dzięki nim te małe muffinki stają się naprawdę wyjątkowe. Przygotowałam do nich dwie polewy-kremy. Lemon curd, czyli kwaśno-słodki, krem cytrynowy o bardzo intensywnym smaku oraz ganache z gorzkiej czekolady. Ganache znacie już z przepisu na czekoladowy tort urodzinowy. To bardzo kremowy mus czekoladowy, który można przygotować właściwie z każdego rodzaju czekolady wedle uznania. Dziś jednak proponuję ciemną, gorzką czekoladę, o dużej zawartości kakao, wzbogaconą odrobiną likieru cytrynowego. Tak przygotowany krem czekoladowy smakuje niczym trufle i tak samo rozpływa się w ustach. Udekorować miałam babeczki skórką cytrynową smażoną w cukrze, ale z rozpędu dodałam całą do ciasta i musiałam posiłkować się cukrowymi śnieżynkami. Mimo że miało być inaczej, muszę przyznać, że efekt jest naprawdę uroczy. Eksperyment uważam za udany. Zapraszam na przepis.

Muffinki cytrynowo-makowe z lemon curd i czekoladowym ganache




Do przygotowania ganache należy przygotować:
  • 100 g gorzkiej czekolady (min. 70%)
  • 100 ml płynnej śmietanki 30%
  • 2 małe opakowania cukru waniliowego (32 g)
  • 50 ml likieru cytrynowego (opcjonalnie)
Śmietankę podgrzewamy w rondelku. Dodajemy cukier waniliowy i mieszamy, aż się rozpuści. Drobno pokruszoną czekoladę zalewamy gorącą śmietanką. Mieszamy do momentu, gdy masa stanie się gładka i błyszcząca. Dodajemy alkohol i jeszcze raz mieszamy. Studzimy i wstawiamy do lodówki na ok. 1 godz.

Do lemon curd:
  • 3 żółtka
  • 5 łyżek soku z cytryny
  • 1 niepełna szklanka cukru pudru (trochę więcej niż ¾)
  • ¼ kostki zimnego masła (50 g)
Żółtka dokładnie roztrzepujemy widelcem w żaroodpornym naczyniu. Masło kroimy w niewielką kostkę. W garnuszku łączymy sok z cytryny z cukrem pudrem i podgrzewamy, ciągle mieszając, aż cukier się rozpuści. Gorący syrop powoli wlewamy do żółtek, stale mieszając. Tak przygotowaną masę należy teraz podgrzać, ale nie zagotować. Możemy w tym celu naczynie umieścić nad garnkiem z gotującą się wodą lub bezpośrednio na palniku. Ta druga metoda jest szybsza, jednak bezpieczniejszy jest pierwszy sposób przygotowywania tego kremu. Nie chcemy przecież jajecznicy ;) Lemon curd jest gotowy, gdy lekko klei się do drewnianej łyżki, a jego konsystencja przypomina dość gęsty budyń. Krem odstawiamy do ostygnięcia. Jeśli nie zużyjemy całego, można przechowywać go później w lodówce, wtedy jeszcze bardziej zgęstnieje. By nadać mu nieco rzadszej konsystencji, np. w celu rozsmarowania go na babeczkach, należy go lekko podgrzać (np. 15 sek. w mikrofali).


Bardzo dawno nie dodawałam zdjęć z tak zwanego making off”,
a przecież to wszystko tak ślicznie wygląda

Lemon curd,
czyli po prostu krem cytrynowy

Do babeczek:
  • 2 szklanki mąki
  • 3/4 szklanki cukru
  • 150 g rozpuszczonego masła (ok. 2/3 szklanki)
  • 2 jajka
  • 2/3 szklanki mleka
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczkę sody oczyszczonej
  • szczyptę soli
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 2/3 szklanki maku
  • 3 łyżki soku z cytryny
  • skórkę otartą z 2 cytryn
W sporej misce łączymy wszystkie suche składniki: mąkę, cukier, proszek do pieczenia, cukier waniliowy, szczyptę soli oraz mak i skórkę cytrynową. Jajka dokładnie roztrzepujemy i łączymy z mlekiem. Wlewamy do suchych składników. Dodajemy do nich również masło i sok z cytryny. Mieszamy tylko do połączenia składników, nie bardzo dokładnie. Tak przygotowane ciasto przekładamy do papilotek lub natłuszczonych foremek na babeczki (wyjątek stanowią silikonowe formy do ciasta, których nie trzeba natłuszczać ani oprószać mąką), wypełniając maksymalnie ¾ naczynka. Pieczemy ok. 20-25 min. w 180 stopniach.



Kiedy muffinki ostygną, możemy nałożyć na nie kremy. Ganache po wyjęciu z lodówki miksujemy na puszystą masę. Stanie się wtedy jaśniejsze i trochę zwiększy swoją objętość. Tak przygotowany krem czekoladowy nakładamy na babeczki. Czubatą łyżeczkę na każdą. Dekorujemy dowolnie i wstawiamy do lodówki min. na 0,5 godz. Z lemon curd postępujemy dokładnie tak samo. Nakładamy dość gruba warstwę na babeczki, dekorujemy i odstawiamy do lodówki. Jeśli pominiemy etap chłodzenia, kremy mogą spływać z muffinek i efekt nie będzie zadowalający. Przechowujemy w lodówce.






Ja podczas przygotowywania tych smakołyków miałam kilka przygód. Najpierw za bardzo pospieszyłam się podczas przyrządzania ganache i czekolada mi się zwarzyła. Ratunkiem jest wtedy zawsze alkohol. Wystarczy odrobina, by masa stała się znów idealnie gładka. Początkowo wcale nie zamierzałam dodawać likieru do czekolady, ale wyszło super. Później do foremek na babeczki nałożyłam zbyt dużo ciasta i wykipiało podczas pieczenia. Muffinki musiałam później okrawać z ciastowego kołnierzyka wokół foremki. Niestety właśnie dlatego babeczki nie urosły za bardzo do góry, ale i tak wyszły śliczne. W związku z tymi moimi wpadkami naszła mnie taka refleksja. Nie zawsze wszystko dzieje się tak, jak planowaliśmy, jednak czasami może się okazać, że wyszło to nam tylko na dobre. Wiem, wiem. Nic odkrywczego, ale ta myśl jest szczególnie bliska mojemu sercu.



Pozdrawiam wszystkich, którzy wytrwali do końca dzisiejszego przydługiego wpisu i tradycyjnie życzę smacznego!

środa, 9 stycznia 2013

Muffinki z powidłami

W związku z choróbskiem, które się do mnie przyplątało, naszła mnie dzisiaj ochota na małe, słodkie co nieco. Biały puch za oknem natchnął mnie do zrobienia czegoś, co i zapachem, i smakiem przywodzi na myśl miniony, świąteczny czas. Niestety moje przeziębienie wciąż nie daje za wygraną, dlatego postawiłam na coś prostego i jednocześnie takiego, żeby nie musieć wychodzić po nic do sklepu. Padło więc na...


Korzenne muffinki z powidłami śliwkowymi




Potrzebujemy:
  • 2 szklanki mąki pszenne
  • 3/4 szklanki cukru
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczkę sody oczyszczonej
  • 1 szklankę mleka
  • 1/2 szklanki oleju
  • 2 jajka
  • 4 pełniutkie łyżeczki przyprawy korzennej własnego wyrobu (przepis poniżej)
  • mały słoiczek, ok. 200 g powideł śliwkowych (przepis tutaj)

Przyprawa korzenna, której użyłam do tych muffinek, nie jest standardową przyprawą piernikową. Do jej zrobienia użyłam:
  • 4 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczkę imbiru
  • 1 łyżeczkę gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki świeżo mielonego czarnego pieprzu
  • 2 utłuczone w moździerzu ziarna ziela angielskiego
  • 2 opakowania cukru z prawdziwą wanilią (64 g)
Wszystkie przyprawy oraz cukier łączę razem i przechowuję w słoiczku, w ciemnym i suchym miejscu. Do muffinek zużywam ok. 1/2 tego, co wychodzi z podanych składników.

Natomiast jeśli chodzi o same muffinki, sprawa jest dziecinnie prosta. Na początek łączymy wszystkie suche składniki: mąkę, cukier, proszek do pieczenia, sodę oczyszczoną oraz przyprawę korzenną. Następnie wlewam mleko i olej oraz wbijam jajka. Całość mieszamy krótko, tylko do połączenia się składników. Grudkami wcale się nie przejmujemy. Do foremek na muffiny nakładamy po ok. 1,5 łyżki ciasta. Na wierzch układamy po pełnej łyżeczce powideł, a wszystko przykrywamy kolejną porcją ciasta. Formy mogą być napełnione prawie do krawędzi. Muffiny rosną bardzo ładnie, ale jeszcze nigdy ciasto nie wylało mi się poza brzegi foremek. Pieczemy je ok. 25 min. w 180 stopniach Celsjusza. Przed wyciągnięciem, chwilę studzimy w wyłączonym piekarniku, a dopiero po ok. 10 min. wyjmujemy je na kratkę. Dzięki temu muffiny nie opadają, w środku są delikatne i puszyste, a z wierzchu delikatnie chrupiące. Dla mnie - idealne. W prawdzie przydałaby się do nich polewa czekoladowa, a najlepiej gache, ale już nie będę marudzić. I tak te muffinki poprawiły mi dzisiaj humor :)




Smacznego!