Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia polska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 lutego 2016

Słodko-pikantna pieczeń z szynki

Za oknem śnieg na zmianę z deszczem. Zimno i pochmurno, chociaż bardziej jesiennie niż zimowo. Jak się rozgrzać przy takiej niesprzyjającej aurze? Najlepiej pysznym pieczystym. A konkretnie marynowaną, a później długo pieczoną z miodem i przyprawami, rozpływającą się w ustach szynką wieprzową w pysznym sosie. Na dodatek to wszystko robi się prawie samo! Niemożliwe? A jednak ;) Wprawdzie dzisiejsza propozycja doskonale wpisuje się w kategorię potraw raczej typowo zimowych, jednak z powodu technicznych trudności nie mogłam jej dodać wcześniej. Mimo to wiem, że sprawdzi się doskonale również teraz, kiedy pogoda raczej nie zachęca do długich spacerów. Gwarantuję też, że szynka swoim aromatem będzie wabić do kuchni podczas pieczenia wszystkich domowników. Zapraszam na wypróbowanie przepisu!

Długo pieczona szynka wieprzowa
z sosem miodowo-cebulowym

porcja dla 4 osób


Na marynatę będziemy potrzebować:
  • 1 litr zimnej wody
  • 50 g cukru
  • 70 g soli
  • 2 łyżeczki majeranku
  • 2 łyżeczki słodkiej wędzonej papryki
  • 2 łyżeczki granulowanego czosnku
  • 1 łyżeczka ostrej papryki

Na pieczeń:
  • ok. 650-700 g szynki wieprzowej
  • 2 średnie cebule (1 czerwona i 1 biała)
  • 100 g płynnego miodu
  • 2 łyżeczki majeranku
  • 2 łyżeczki słodkiej wędzonej papryki
  • 2 łyżeczki granulowanego czosnku
  • 1 łyżeczka ostrej papryki
  • 0,5 łyżeczki soli
  • 1 łyżka wody
  • 1 łyżka oliwy lub oleju
  • 150 g serka mascarpone (ewentualnie śmietanki kremówki)

Dodatkowo do podania (ilość według uznania):
  • ziemniaki
  • marchewka
  • 1 łyżka masła
  • sól
  • cukier

Marynowanie (dzień przed pieczeniem): Szynkę myjemy i osuszamy ręcznikiem papierowym. Wodę wlewamy do dość wysokiego, ale nie za szerokiego naczynia. (Musi być takie, żeby włożona do marynaty szynka była cała zakryta płynem.) Wsypujemy cukier, sól i przyprawy. Mieszamy do rozpuszczenia (zwracamy uwagę na to, żeby nie pozostały kryształki soli i cukru), a następnie umieszczamy w marynacie szynkę i odstawiamy do lodówki - najlepiej, żeby to było minimum 12 godz, ale może być dłużej.

Pieczenie: Następnego dnia cebule kroimy w piórka, a miód oraz wodę łączymy z przyprawami i dokładnie mieszamy. Dno naczynia żaroodpornego natłuszczamy i wykładamy je cebulą. Szynkę wyjmujemy z marynaty i lekko odciskamy z płynu. Całe mięso pokrywamy miodem z przyprawami (zostawiamy ok. 2 łyżek), a następnie układamy na cebuli. Z wierzchu polewamy resztą sosu i wstawiamy do nagrzanego do 200 stopni C piekarnika ustawionego na program z termoobiegiem (jeśli nie mamy termoobiegu, zwiększamy temperaturę do 220 stopni C) i pieczemy 15 min. - w tym czasie mięso powinno ładnie się zrumienić. Następnie zmniejszamy temperaturę do 150 stopni C, podlewamy ok. 100 ml wody, przykrywamy i pieczemy już bez termoobiegu przez 3 godziny. W połowie pieczenia odwracamy.

Dodatki: Pod koniec pieczenia myjemy i obieramy warzywa. Ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie do miękkości. W tym czasie przygotowujemy marchewkę. Kroimy ją wzdłuż na cztery lub na równej grubości plasterki (ważne, żeby kawałki były podobnej wielkości). Na patelni rozpuszczamy masło, wrzucamy pokrojone marchewki i oprószamy je solą oraz cukrem. Podsmażamy, pilnując, żeby się nie zrumieniły, aż będą półmiękkie (mają zostać lekko chrupiące).

Sos: Po upieczeniu wyjmujemy szynkę z piekarnika i naczynia, w którym się piekła. Umieszczamy w pojemniku z pokrywką i odstawiamy na 15 min. W tym czasie sos z pieczenia zlewamy do rondelka i redukujemy. Większość cebuli powinna się rozpaść i stworzyć gęsty sos. Dodajemy do niego mascarpone lub kremówkę i dokładnie łączymy. W razie potrzeby doprawiamy ostrą papryką. Jeśli sos wyjdzie zbyt gęsty, dolewamy 2-3 łyżki wody.


Podanie: Szynkę dzielimy na kawałki za pomocą dwóch widelców. Mięso będzie bardzo miękkie, więc nie da się go kroić, ale taki urok tej pieczeni. Podajemy z glazurowanymi marchewkami oraz ugotowanymi ziemniakami polanymi stopionym masłem (spod marchewek) i gęstym słodko-pikantnym sosem miodowo-cebulowym.

Smacznego!

niedziela, 14 grudnia 2014

Wołowy gulasz z miodem i suszonymi śliwkami

Początek grudnia może być pięknym czasem. Przymrozki, szron na drzewach, puszysty śnieg... I chociaż o tej porze roku nie byłoby to nic dziwnego, to za moim oknem wciąż jest raczej późna, smutna jesień. Jest szaro, buro i chłodno. Przez kilka dni lekki mrozik dawał nadzieję na śnieg, ale teraz powróciły dodatnie temperatury. Wieje, od czasu do czasu siąpi nieprzyjemny deszczyk, a drzewa za moim oknem straszą gołymi gałęziami. Co tu dużo mówić, aura jest wyjątkowo nieprzyjemna i najchętniej nie wyściubiałabym nosa z domu. Jednak wczoraj przed południem postanowiłam wybrać się na świąteczne zakupy i uzupełnić prezentowe braki. Po czterogodzinnym spacerze byłam wykończona, ale przeszczęśliwa. Misja została zakończona sukcesem, a ja mimo bólu nóg wracałam do domu jak na skrzydłach :) Tylko ta nieszczęsna pogoda nie pozwoliła mi w pełni cieszyć się tym czasem, bo przyznam szczerze, że kocham kupować prezenty. Takie zakupy dają mi największą radość. Teraz oczywiście nie będę się mogła doczekać chwili, kiedy obdaruję nimi bliskich, ale na szczęście nie zostało już zbyt dużo czasu. Co roku jak dziecko czekam z utęsknieniem na święta. Uwielbiam, kiedy w domu jest tyle ludzi i pachnie tak, tak... Jak pachną tylko święta :) Ten czas ma w sobie coś magicznego i mam nadzieję, że nigdy nie przestanie mnie cieszyć. Oczywiście święta to też wyjątkowe potrawy, aromaty i smaki kojarzące się właśnie z Bożym Narodzeniem. Jednym z przepisów, którym wprawiam się powoli w świąteczny nastrój jest pyszny gulasz wołowy. Słodkawy, z miodem, ciemnym piwem, suszonymi grzybami i śliwkami jest moim numerem jeden zarówno na jesienne chłody, jak i zimowe mrozy. Sprawdzi się też na świąteczny obiad. Można go podać z chlebem, ziemniakami, kaszą, śląskimi kluseczkami lub kopytkami i to właśnie na te ostatnie postawiłam tym razem. Odsmażone i z chrupiącą skórką komponowały się idealnie. Do tego kilka korniszonków i do szczęścia nie trzeba mi już nic oprócz dobrego towarzystwa. Gotuje się go długo, ale warto poczekać. Polecam gorąco, a sama zmykam do kuchni, bo wzywa mnie makowiec ;)

Wołowy gulasz na ciemnym piwie z miodem, suszonymi grzybami i śliwkami

porcja dla 3-4 osób



Będziemy potrzebować:
  • 500 g wołowiny
  • 2 cebule
  • 8-10 suszonych śliwek
  • 4-6 kapeluszy suszonych prawdziwków (wcześniej namoczonych lub podgotowanych w bulionie)
  • 200 ml ciemnego piwa (ja użyłam Guiness'a)
  • 200 ml domowego bulionu warzywnego (na marchewce, pietruszce, selerze, porze i przypalonej cebuli, z zielem angielskim, pieprzem ziarnistym oraz liściem laurowym)
  • 2-3 łyżki ciemnego sosu sojowego
  • 1 łyżka miodu (1,5 jeśli lubicie słodsze)
  • przyprawy: 4 ziarna ziela angielskiego, 2 liście laurowe, sól i pieprz do smaku
  • olej do smażenia
  • trochę mąki do obtoczenia mięsa

Cebulę obieramy i kroimy w piórka, śliwki w paseczki, a grzyby na pół (jeśli nie są zbyt duże, to można zostawić całe). Mięso myjemy, kroimy w sporą kostkę, obtaczamy w mące. W garnku o grubym dnie rozgrzewamy 2-3 łyżki oleju. Smażymy na średnim ogniu, aż się ładnie zrumieni. Dodajemy pokrojoną cebulę i smażymy razem jeszcze chwilę. Następnie dodajemy grzyby, śliwki, miód i sos sojowy. Po ok. 2 min. dodajemy również piwo. Gotujemy kolejne 2-3 min., a po tym czasie dolewamy bulion. Do powstałego sosu dodajemy ziele angielskie, liście laurowe i pieprz. Zmniejszamy ogień, przykrywamy garnek i dusimy całość do miękkości. Może to zająć od 4 do nawet 6 godzin. W tym czasie warto co jakiś czas zamieszać zawartość garnka, zwłaszcza pod koniec. Kiedy mięso zmięknie, można zdjąć pokrywkę, zwiększyć ogień i pogotować całość jeszcze ok. 15 min., by nieco odparować sos. Na koniec doprawiamy gulasz solą i jeśli jest taka potrzeba, to również pieprzem. Podajemy na ciepło z ulubionymi dodatkami.

Smacznego!

niedziela, 16 listopada 2014

Trochę zapomniany już smak gołąbków

Pamiętam, że kiedyś wcale nie przepadałam za tym daniem. Źle mi się kojarzyło - ze szkolną stołówką i brakiem smaku. Co tu dużo mówić stołówkowe gołąbki były po prostu mdłe i niedobre, a sos był wodnisty i bez koloru (zresztą identyczny jak do pulpetów, których również nie znosiłam). Szczerze tej potrawy wtedy nienawidziłam. Nieco później, kiedy już pamięć tamtego smaku trochę zanikła, polubiłam gołąbki w innym wydaniu - domowym, babcinym. Wprawdzie nie powiedziałabym, że nagle zapałałam do nich wielką miłością, ale lubiłam je i ostatnio, jakoś kilka dni temu zaczęło mi się chcieć właśnie gołąbków. Taka moja mała zachcianka. No i cóż miałam zrobić? Gołąbki oczywiście :D Niestety skutecznie zniechęcał mnie proces gotowania całej główki białej kapusty i kombinowałam co by tu zrobić, żeby gołąbki jednak zjeść, a się nie narobić ;) Olśniło mnie na targu, kiedy oglądałam dorodne główki w różnych rozmiarach i kolorach. Włoska kapusta! Oczywiście! Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że nie ja pierwsza wpadłam na ten genialny pomysł, ale ciii, co tam, kto by się wdawał w takie szczegóły ;) Zadowolona z siebie przytachałam kapustę oraz parę innych sprawunków do domu i wzięłam się do dzieła. Wiedziałam na pewno jakiego efektu nie chcę uzyskać. Wiedziałam też, że sos musi mieć bardziej intensywny i zdecydowany smak, niż ten, który utkwił w moich szkolnych wspomnieniach. Końcowy rezultat przerósł moje najśmielsze oczekiwania, a gołąbki  w takim wydaniu włączę na stałe do naszego menu. Jesteście ciekawi co takiego wymyśliłam? Zapraszam na przepis :)

Pieczone gołąbki w sosie warzywnym

przepis na ok. 9 sporych gołąbków


Do przygotowania gołąbków będziemy potrzebować:
  • 9 dużych liści włoskiej kapusty (+/- kilka sztuk w zależności od wielkości docelowych gołąbków)
  • 0,5 kg mięsa mielonego (u mnie drobiowe)
  • 100 g białego ryżu
  • 1 średnią cebulkę
  • przyprawy: sól, cukier, czarny mielony pieprz, majeranek
  • olej do smażenia

Do sosu:
  • 2 średnie marchewki
  • 2 cebule
  • 500 g pomidorowej passaty
  • 200 g dobrej jakości przecieru pomidorowego (najlepiej domowego)
  • przyprawy: sól, cukier, czarny mielony pieprz, słodką paprykę, zioła prowansalskie
  • olej do smażenia

Dodatkowo:
  • świeże zioła do podania (u mnie natka pietruszki)

Najpierw przygotowujemy sos (spokojnie można to zrobić dzień wcześniej). Marchew trzemy na tarce (nie ma znaczenia czy na dużych, czy na małych oczkach, bo później i tak wszystko zmiksujemy), cebulę kroimy w drobną kostkę. Marchewki i cebuli powinno być mniej więcej tyle samo. W głębokiej patelni rozgrzewamy 2 łyżki oleju i dodajemy warzywa. Podsmażamy ok. 10 min., a następnie dodajemy passatę, przecier i wodę (tyle, by sos pozostał gęsty - ja dolałam ok. 250-300 ml) oraz przyprawy (sól i pieprz do smaku, 1,5 łyżeczki cukru, 2 łyżeczki słodkiej papryki, 2 łyżeczki ziół prowansalskich). Całość dusimy aż warzywa zmiękną, dokładnie blendujemy (można użyć zarówno blendera kielichowego jak i ręcznego) i przecieramy przez metalowe sito. Sos przelewamy z powrotem do garnka, próbujemy, w razie potrzeby doprawiamy i dolewamy wody. Odstawiamy na bok. (Jeżeli potrawę będziemy kończyć następnego dnia, to po ostudzeniu wstawiamy go do lodówki).

Ryż gotujemy w osolonej wodzie 2-3 min. krócej niż w instrukcji na opakowaniu. W tym czasie cebulę kroimy w drobną kostkę i podsmażamy na łyżce oleju do zrumienienia. Ugotowany ryż odcedzamy i studzimy. Łączymy z cebulką i mięsem mielonym. Dodajemy przyprawy: sól, pieprz oraz majeranek i dokładnie wyrabiamy - najlepiej dłońmi.

Z kapusty delikatnie oddzielamy wierzchnie liście, które dokładnie płuczemy. (W razie konieczności dwa zewnętrzne odrzucamy.) W dużym garnku zagotowujemy lekko osoloną i posłodzoną wodę (ja dałam 3/4 łyżeczki soli i tyle samo cukru). Na wrzątek wrzucamy po 3-4 liście i gotujemy po 5 min. Obgotowane liście osuszamy i delikatnie ścinamy z nich główny, gruby nerw tak, by nie zrobić w liściu dziur, ale uzyskać dość równą powierzchnię.

Na każdy liść (od strony nerwu, który ścinaliśmy) nakładamy 2 czubate łyżki farszu i ciasno zwijamy, podwijając brzegi do środka. Gołąbki układamy ciasno w lekko natłuszczonym naczyniu żaroodpornym i zalewamy przygotowanym wcześniej sosem tak, by przykrył je całkowicie. Pieczemy je w 180 stopniach przez 2 godz., a następnie podajemy, obficie polewając sosem i posypując np. natką pietruszki. Ja lubię maczać w sosie świeże pieczywo, więc gołąbki podałam również z angielką :)



Moje gołąbki piekłam w odkrytym naczyniu, ponieważ zależało mi na tym, aby sos odparował i się zagęścił. Jeśli wolicie zupełnie rzadki sos, to polecam je przykryć. W każdym wypadku czas pieczenia pozostaje taki sam. Po upływie 2 godz. można jeszcze sprawdzić, czy kapusta na pewno zmiękła i w razie potrzeby dopiec przez ok. 0,5 godz., ale raczej nie powinno to być konieczne.

Smacznego!

Ale to było dobre :D

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Coś na zimowe wieczory... Rozgrzewający gulasz

Ostatni rok, a właściwie ostatnie dwa lata były dla mnie przełomowe pod wieloma względami. Wydarzyło się tak wiele, że mnie samej wydaje się to niemałym szaleństwem. Wariackie przeprowadzki (w tym pierwsza z nich do innego miasta) i urządzanie od zera nowego mieszkania, to tylko niektóre ze zmian w moim życiu i to nie ostatnie. Moje życie wcale nie zwalnia tempa. Dlatego musicie mi wybaczyć tę nieobecność na blogu. Bardzo mi miło, że są osoby, które pytają, co się dzieje i proszą o dodawanie przepisów. To mnie niezwykle motywuje i, chociaż zwykle tego nie robię, to w tym roku coś sobie jednak postanowiłam. Moje postanowienie noworoczne dotyczy właśnie prowadzenia bloga i większej systematyczności w dodawaniu postów. Zobaczymy, jak to wyjdzie, ale mam nadzieję, że uda mi się w tym wytrwać. Trzymajcie kciuki! :) Skoro już słowo się rzekło, to i pora na przepis. I mimo, że pogoda za oknem bardziej przypomina wczesną jesień lub nawet wiosnę, to przepis z tych raczej zimowych. Pyszny i rozgrzewający...

Gulasz wołowy z karmelizowaną marchewką i miodem pitnym

(4 duże porcje)



Będziemy potrzebować:
  • 700 g wołowiny (łopatka lub antrykot)
  • 500 g cebuli
  • 300 g pieczarek
  • 2 marchewki (moje były spore i mogły ważyć ok. 350-400 g)
  • 3-4 ząbki czosnku
  • 100 ml miodu pitnego (u mnie trójniak)
  • przyprawy: 2 listki laurowe, 2 ziarna ziela angielskiego, 1,5 łyżeczki majeranku, sól, pieprz, 1-2 łyżeczki cukru
  • dodatkowo: olej i masło do smażenia, mąka do oprószenia mięsa i ewentualnego zagęszczenia sosu
  • do podania: 8 ziemniaków pokrojonych w kostkę i ugotowanych

Mięso myjemy, oczyszczamy i kroimy w kostkę o boku ok. 2-3 cm. Cebule oraz czosnek siekamy w drobną kosteczkę. W szerokim garnku lub rondlu o grubym dnie rozgrzewamy ok. 2 łyżki oleju. Każdy kawałek wołowiny dokładnie otaczamy w mące, a następnie wrzucamy na rozgrzany tłuszcz. (Dobrze jeśli nasze naczynie jest na tyle szerokie, że kawałki mięsa nie leżą jeden na drugim, a w jednej warstwie, bezpośrednio na dnie.) Mięso staramy się podsmażyć równomiernie. Tak, by każdy kawałeczek był obsmażony ze wszystkich stron. Jednocześnie nie smażymy mięsa zbyt długo, chwilka z każdej strony będzie w sam raz. Następnie do garnka wrzucamy posiekaną cebulę. Całość zalewamy miodem pitnym, mieszamy i smażymy razem, aż płyn odparuje.  Dolewamy wodę, wystarczy ok. 2 cm powyżej poziomu mięsa z cebulą. Dodajemy listek laurowy, ziele angielskie i majeranek. Przykrywamy pokrywką i dusimy.

Po ok. 1,5 godz. możemy zająć się pieczarkami i marchewką, które kroimy dość grubo. Pieczarki w ćwiartki, a marchewkę w ok. 5 mm plasterki (to ważne, by na sam koniec wciąż pozostała półtwarda). Na dużej patelni rozpuszczamy ok. 1,5 łyżki masła i wrzucamy na nie marchewkę. Posypujemy ją cukrem i smażymy ok. 2-3 min. Następnie zalewamy ją wodą (tylko do poziomu samej marchwi, nie więcej). Czekamy, aż płyn odparuje i powstanie coś jakby maślano-cukrowy syrop, delikatnie solimy. Marchew powinna lekko, ale nie całkowicie zmięknąć. Jeśli będzie zbyt miękka, później straci swój kształt i wyrazistość. Pieczarki możemy podsmażyć najpierw na odrobinie tłuszczu lub dodać surowe go gulaszu i w nim je ugotować. Ja jednak wolę usmażyć je osobno i osobno posolić. Inaczej w gulaszu mogą być lekko mdłe.

Mięsa oczywiście pilnujemy, co jakiś czas mieszamy i sprawdzamy jego miękkość. Jeśli jest taka potrzeba, dodajemy więcej wody i czekamy, aż zmięknie. W sumie może to potrwać ok. 2 godz. Czasem nawet dłużej. Pod koniec cebula powinna się rozpaść i utworzyć sos, a gdy mięso będzie już miękkie, możemy dodać marchew i pieczarki. Całość dusimy jeszcze maksymalnie 10 min. Próbujemy, doprawiamy solą i pieprzem. Na koniec, jeśli uznamy, że sos jest za rzadki, zagęszczamy go 2 czubatymi łyżeczkami mąki rozprowadzonymi w 1/3 szklanki wody. Pamiętajmy jednak, że po dodaniu mąki, gulasz trzeba jeszcze raz zagotować. Podajemy z ugotowanymi ziemniakami, kaszą, makaronem, kopytkami, kluskami śląskimi, kuskusem lub świeżym pieczywem. Dowolność jest duża, a wszelkie urozmaicenia nawet wskazane :)

Smacznego!

PS1. Nie udało Wam się zjeść wszystkiego na raz? Został zarówno gulasz, jak i ugotowane już ziemniaczki? To wcale nie problem. Ziemniaki dorzucamy do garnka z gulaszem, mieszamy i następnego dnia odgrzewamy razem. Ja nawet zrobiłam tak specjalnie i miałam super dwudniowy obiad :)

PS2. Jeśli nie chcecie brudzić tak wielu naczyń, ziemniaki można ugotować w gulaszu, a nie osobno. Po prostu po 1,5 godz. duszenia dorzucamy do gulaszu surowe, pokrojone w kosteczkę ziemniaki i czekamy, aż wszystko będzie miękkie :) To jeden z moich ulubionych sposobów na ograniczenie sobie zmywania ;)

czwartek, 18 kwietnia 2013

Pietruszkowe kluseczki i sos + drobiowe klopsiki

Wreszcie wiosna! Co ja mówię? Toż to prawie lato dzisiaj. Niestety od weekendu pogoda przestanie nas tak rozpieszczać i temperatury staną się nieco bardziej wiosenne niż letnie, jednak narzekać nie można. Niecałe trzy tygodnie mieliśmy przecież ładną śnieżycę. Korzystając z ładnej pogody samochód zostawiliśmy dziś w spokoju i zrobiliśmy sobie mały spacerek. Po tak długiej zimie miło jest poczuć słońce na twarzy i delikatny, rześki wiaterek. Zimą właśnie słońca brakuje mi najbardziej. Słońca, a także świeżych, sezonowych warzyw i owoców oraz zieleninki. Koperku, szczypiorku i natki pietruszki. To właśnie ona jest główną bohaterką dzisiejszego wpisu. Brakowało mi tego smaku i na następną zimę na pewno zamrożę sobie posiekany koperek i natkę. To naprawdę idealne rozwiązanie, tym bardziej, gdy zima długo nie odpuszcza. Teraz najchętniej zjadłabym od razu wszystko, chociaż wiem, że nowalijki za zdrowe nie są. Ja po prostu nie mogę się nim oprzeć. Tym razem padło na spory pęczek natki pietruszki, ponieważ w mojej głowie jakiś czas temu wykiełkował pomysł na danie z jej użyciem (oraz zamrożonych już jakiś czas temu klopsików). Serdecznie zapraszam na...

Pietruszkowe kluseczki ziemniaczane z klopsikami

porcja dla 2-3 osób



Na kopytka będziemy potrzebować:
  • 0,5 kg ziemniaków
  • ok. 100 g mąki pszennej + 2 garście do podsypania
  • sól do smaku
  • pół pęczka natki pietruszki

Na sos:
  • 1 cebulę
  • pół pęczka natki pietruszki
  • 2 łyżki masła
  • 2 łyżki mąki
  • przyprawy: sól, pieprz, słodka mielona papryka, cukier
  • woda
  • porcja klopsików, na które przepis znajdziecie tutaj :)

Ziemniaki obieramy, kroimy w kostkę i gotujemy do miękkości w dobrze osolonej wodzie. W tym czasie przygotowujemy sos. Cebulkę kroimy w kostkę, natkę drobno siekamy. Na patelni rozpuszczamy masło, dodajemy cebulkę i rumienimy dość mocno, ale trzeba uważać, by jej nie przypalić. Kiedy nabierze już ładnego koloru dodajemy mąkę rozrobioną w ok. szklance wody. Sos zagotowujemy i gdyby był zbyt gęsty, dodajemy jeszcze trochę wody. Doprawiamy solą, pieprzem, słodką papryką w proszku i cukrem, dodajemy natkę i gotujemy jeszcze 1-2 min. Do sosu dokładamy klopsiki i przykrywamy, by dobrze się zagrzały. Ugotowane ziemniaki dokładnie ugniatamy lub mielimy w maszynce do mięsa, dodajemy mąkę (nie wszystko od razu, najpierw jakieś 3/4) oraz drobno posiekaną natkę i bardzo dokładnie mieszamy. Jeśli masa jest jest jeszcze bardzo lepka, dodajemy resztę mąki. Dobrze jest wyrabiać ciasto na kluseczki z jeszcze ciepłych ziemniaków, wtedy zabiorą mniej mąki i będą niezwykle delikatne w smaku. Masę dzielimy na części, z każdej rolujemy wałeczek i kroimy go na kwadratowe kawałki (takie poduszeczki). Tak przygotowane kluski wrzucamy na wrzątek, czekamy aż wypłyną i od tego czasu gotujemy jeszcze minutę. Łyżką cedzakową wyjmujemy je na talerz, podajemy z przygotowanym sosem i klopsikami.





Czasami dobrze jest mieć zamrożone jedzonko na czarna godzinę, czyli na taką chwilę, gdy za specjalnie nie będzie nam się chciało stać przy garach lub brak czasu nie pozwoli nam na kulinarne szaleństwa. Ja o moich klopsikach przypomniałam sobie, gdy zabrałam się za czyszczenie zamrażalnika, bo przecież raz na jakiś czas lodówkę wypadałoby rozmrozić. Wtedy też powstał pomysł na to danie. Gdybym miała przygotowywać je od podstaw, zajęłoby mi to o wiele więcej czasu, a tak mamy pyszny i prosty obiad i nie trzeba pół dnia spędzać w kuchni. Ok, wiem, że część z Was pewnie to lubi (tak samo jak ja ;)), ale czasem warto wyjść z domku i skorzystać z tak pięknej pogody. Prawda?

Tak przygotowane kluseczki rozpływają się w ustach,
a dodatek pietruszki nadaje im wyjątkowego smaku. Polecam serdecznie :)

Pozdrawiam wiosennie i życzę smacznego!

sobota, 13 kwietnia 2013

Tradycyjna kuchnia polska? Niezupełnie!

Po ostatnich słodkościach przyszła pora na coś bardziej konkretnego. Samym cukrem żyć się nie da i dobrze, bo byłoby nudno. Dzisiejszy pomysł to klasyka w nowej odsłonie. Tradycyjne kopytka i klopsiki jakich nigdy wcześniej nie jadłam. Danie wyszło aromatyczne i po prostu pyszne. Jedyne w swoim rodzaju.  Jest dowodem na to, że nie należy bać się nowych smaków i być może zaskakujących połączeń, bo może wyjść naprawdę ciekawie. Obiadek smakował nam bardzo, w związku z tym na stałe wejdzie do naszego menu. Chcecie wiedzieć co takiego wymyśliłam?

Klopsiki curry w pysznym sosie

z podanych składników wyszły 22 spore klopsiki



Potrzebujemy:
  • 500 g mielonego mięsa (u mnie z kurczaka)
  • 1 bułkę kajzerkę
  • 5 plasterków boczku
  • ok. 5 cm świeżego imbiru
  • 3 małe ząbki czosnku
  • 1 jajko
  • przyprawy: sól, pieprz, słodką mieloną paprykę, curry, cynamon
  • płatki owsiane
  • 200-300 ml mleka
  • 200 ml płynnej śmietanki 12/18% (może być samo mleko)
  • 1 kopiastą łyżkę mąki
  • olej do smażenia

Bułkę namaczamy w ciepłej wodzie. Boczek kroimy w małą kostkę (jeśli jest ze skórą, to ją odkrawamy), imbir i czosnek drobniutko siekamy. Na patelni najpierw podsmażamy boczek, a gdy zmieni się w chrupiące skwarki, dodajemy imbir i czosnek i przesmażamy całość jeszcze minutkę. Zestawiamy z ognia. Płatki owsiane mielimy w blenderze na mączkę. (Ja wsypałam 20 łyżek i trochę mi zostało, ale to nic. Można je przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku.) Mięso umieszczamy w misce, dodajemy do niego namoczoną bułkę, jajko, boczek z imbirem i czosnkiem, ok. 4 kopiastych łyżek zmielonych płatków owsianych oraz przyprawy: sól i pieprz do smaku, 2 łyżeczki słodkiej papryki, 1,5-2 łyżeczki curry, 0,5 łyżeczki cynamonu. Całość dokładnie mieszamy. Jeśli masa jest zbyt kleista, można dodać jeszcze 1 łyżkę mączki z płatków owsianych. Następnie formujemy klopsiki, które obtaczamy również w zmielonych płatkach owsianych. Podsmażamy je na niewielkiej ilości oleju (najlepiej na małym ogniu w głębokiej patelni lub w garnku z grubym dnem) z dwóch stron na złoto-brązowo i zdejmujemy na talerz. Mąkę rozrabiamy ze śmietanką i łączymy z 200 ml mleka. Płyn wlewamy na patelnię po klopsikach. Doprawiamy solą, słodką papryką i curry. Jeśli nasze curry jest łagodne, można też dodać odrobinę ostrej papryki lub chilli. Gdy sos zacznie się gotować, dodajemy zrumienione klopsiki i całość dusimy ok 10 min. Podajemy z ryżem lub tak jak ja, z domowymi kopytkami ziemniaczano-marchewkowymi z odrobiną imbiru (na zdjęciach są odsmażone). Takie połączenie sprawdziło się zaskakująco dobrze, dlatego polecam serdecznie wszystkim, którzy lubią próbować nowych rzeczy, ale także tradycjonalistom ;)


Wahałam się, czy dodawać również przepis na kopytka,
ale jeśli będzie zainteresowanie, z przyjemnością go przygotuję :)

Przy okazji tych pysznych klopsików chciałam również wspomnieć o moim ostatnim patencie na zdrowszy zamiennik bułki tartej. Pewnie zaraz się dowiem, że to żadna nowość i wszyscy już dawno tak robią, ale ja ostatnio wpadłam na to trochę przez przypadek. Otóż bułka tarta skończyła mi się już jakiś czas temu i kto by pamiętał o zakupie tak prozaicznej rzeczy? Rzecz jasna kiedy wzięłam się za klopsiki, nie miałam pojęcia, że jej nie mam. Jakież było moje zdziwienie, gdy sięgnęłam po pojemnik, który okazał się pusty! Wszystko było już gotowe i doprawiona masa mięsna czekała już tylko na zagęszczacz w postaci właśnie bułki tartej. Formować klopsików za bardzo się z niej nie dało, bo była dość lepka, więc musiałam wymyślić jakiś zamiennik. Przeglądając szafki znalazłam jedynie mąkę: pszenną, ziemniaczaną i żytnią razową oraz płatki owsiane. No i mnie olśniło. Mąką nie chciałam mięsa zagęszczać, ale mąka z płatków owsianych to już trochę inna historia. W blenderze dokładnie je zmieliłam i z radością dokończyłam klopsiki. Zawsze w takich momentach rozpiera mnie duma! Wymyśliłam! Ja! Sama! Bez niczyjej pomocy, ani internetowej, ani książkowej, ani niczyjej. Później jednak często przeżywam rozczarowanie, gdy okazuje się, że ktoś, kiedyś wpadł już na taki pomysł. W kuchni wymyślono naprawdę wiele i ciężko zrobić coś całkiem nowego. Mimo wszystko w takich chwilach jestem zadowolona, że nie korzystałam z żadnej pomocy i gotowych rozwiązań, a ruszyłam mózgownicą sama ;)

Zadzwonić do mamy/babci/ciotki/przyjaciółki - 15 min. Zajrzeć do książki kucharskiej - 10 min. Sprawdzić coś w internecie - 5 min. Wymyślić coś samemu - bezcenne :)))

Smacznego i pełnego inspiracji weekendu Wam życzę!

poniedziałek, 11 lutego 2013

Cebularze

O tych pysznych bułeczkach myślałam już od jakiegoś czasu, ale nie miałam własnego, sprawdzonego przepisu. Przyznam też szczerze, że sama nie miałam głowy do wymyślania czegokolwiek, postanowiłam więc poszukać przepisu w internecie. Zdecydowanie bardziej ufam przepisom z blogów, niż z książek kucharskich. Wiem, że są one zawsze sprawdzone, a zdjęcia autentyczne i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Natomiast jeśli chodzi o książki kucharskie, nie zawsze wszystko udawało się tak, jak tego oczekiwałam. Jestem początkującą bloggerką, ale gotuję nie od dziś (ani wczoraj ;)), więc przejrzałam kilka przepisów i wybrałam ten, który wydał mi się najsensowniejszy. Znajdziecie go tutaj. Nie modyfikowałam go wcale, zwiększyłam jedynie ilość składników, ponieważ potrzebowałam trochę więcej cebularzy, niż przewiduje autorka oryginału. Na temat samych bułeczek powiem tyle, że są naprawdę łatwe do zrobienia i pasują mi w 100%. Są puszyste, delikatnie maślane i idealnie wyrośnięte. Mam nadzieję, że tyle wystarczy, by zachęcić Was do upieczenia tych cebulowych pyszności, bo naprawdę warto :)

Cebularze

przepis na 10 bułeczek



Będziemy potrzebować:
  • 400 g mąki pszennej
  • 40 g świeżych drożdży
  • 3 łyżeczki cukru
  • 3/4 szklanki mleka
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka soli
  • 5 łyżek masła
  • 3 spore cebule (lub 4 małe)
  • kilka pieczarek (ja miałam 10 szt.)
  • przyprawy: sól, pieprz, 1,5 łyżeczki suszonego majeranku
  • żółty ser (ok. 150 g)
  • olej do smażenia
Drożdże umieszczamy w miseczce (nie bardzo małej, bo mój zaczyn prawie wykipiał), dodajemy cukier, 3 łyżki mąki i 4 łyżki ciepłego mleka. Odstawiamy w ciepłe miejsce. Mąkę przesiewamy do dużej miski, dodajemy sól, rozczyn, masło rozpuszczone w reszcie mleka i roztrzepane widelcem jajka. Zagniatamy do momentu uzyskania jednolitej i gładkiej masy. Ciasto łatwo się wyrabia. Jest niezwykle delikatne i elastyczne, przez co nie ma z nim najmniejszych problemów. Bardzo szybko zaczyna odchodzić od ręki, ale można pougniatać je chwilę dłużej (ja tak zrobiłam). Następnie odkładami je z powrotem do miski, przykrywamy do wyrośnięcia i odstawiamy do wyrośnięcia (również najlepiej w ciepłe miejsce).

Kiedy ciasto rośnie przygotowujemy cebulkę. Kroimy ją w kostkę nieprzesadzając z dokładnością, bo po co? Pieczarki kroimy z półplasterki (można drobniej, ja po prostu lubię, gdy widać ich pierwotny kształt). W garnku z grubym dnem rozgrzewamy ok. 2 łyżek oleju i wrzucamy cebulkę. Gdy będzie już szklista i nieco zmięknie, dodajemy pieczarki i smażymy do momentu, aż wszystko będzie miękkie. Doprawiamy solą, pieprzem i majerankiem. Odstawiamy do ostygnięcia. Żółty ser ścieramy na tarce (ja zrobiłam to na grubych oczkach). 

Do cebulki można dodać przeróżne dodatki. Pokrojoną w kostkę szynkę, oliwki, suszone pomidory, paprykę i wiele, wiele innych. Tutaj wszystko jest dozwolone wedle smaku i gustu. Ja na pewno powtórzę jeszcze nie raz ten przepis, ale z nieco zmodyfikowanym farszem.

Wyrośnięte ciasto dzielimy na 10 w miarę równych części, a każdą z nich wałkujemy lub rozpłaszczamy w okrąg. Środek możemy delikatnie ucisnąć, ale niekoniecznie. W tym miejscu układamy po trochu żółtego sera i jakieś 3 kopiaste łyżeczki nadzienia. Tak przygotowane bułeczki odstawiamy jeszcze na 10-15 min. do podrośnięcia, a następnie pieczemy w 200 stopniach Celsjusza przez ok. 20-25 min.



Smacznego!

PS. Cebularze zniknęły błyskawicznie. Nie ma już ani okruszka. Świeże i jeszcze cieplutkie są oczywiście najlepsze, ale i na zimno bardzo nam smakowały. Mój P. zajadał się nimi z dodatkiem ziołowo-czosnkowego keczupu. Pycha :)

sobota, 9 lutego 2013

Dziś po polsku i dość tradycyjnie

Kotlety mielone, pulpeciki czy może klopsiki? Mogą być koszmarem, jak te, które pamiętam ze stołówki w podstawówce, ale mogą być naprawdę pyszne. Wystarczy szczypta fantazji i trochę dobrych chęci. Dziś proponuję...

Tymiankowe klopsiki w sosie śmietanowo-pieczarkowym




Będziemy potrzebować:
  • 500 g mięsa mielonego (u mnie, jak zwykle, z kurczaka)
  • 1 jajko
  • 2 łyżki bułki tartej + trochę do obtoczeni
  • przyprawy: sól, pieprz, 1,5 łyżeczki tymianku + 1 łyżeczka do sosu
  • ok. 0,5 l bulionu lub rosołu
  • 500g pieczarek
  • 200 ml śmietanki 30%
  • 2-3 łyżki mąki
  • 2 łyżki masła
  • olej do smażenia
  • 2 woreczki kaszy gryczanej
Z mięsa mielonego, jajka, bułki tartej i przypraw formujemy niewielkie kulki. Obtaczamy je w bułce taryej i obsmażamy na patelni na złoty kolor. Pieczarki kroimy w plastry i podsmażamy na maśle. Po chwili dodajemy mąkę, dokładnie mieszamy i dolewamy śmietankę. Gotujemy, aż całość zgęstnieje. Bulion powoli dolewamy do sosu, uważając by go za bardzo nie rozrzedzić. Do sosu dorzucamy klopsiki i całość chwilę gotujemy, Doprawiamy solą, pieprzem i szczyptą tymianku. Podajemy z kaszą gryczaną, grubym makaronem lub ziemniaczanym puree. Mnie najbardziej smakują w towarzystwie kiszonych lub konserwowych ogórków.



Smacznego dnia!

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Fasolka po bretońsku

To był dla mnie powrót do smaków dzieciństwa i babcinej kuchni. Oj tak. Mój prywatny hit nad hitami, który kiedyś mogłam jeść non stop i to bez specjalnego namawiania. Fasolka po bretońsku. Ach, to był prawdziwy rarytas, a jedzenie było niemal rytuałem. Obowiązkowym dodatkiem był świeży, biały chlebek maczany w sosie i jedzony dopiero wtedy, gdy namiękł tak bardzo, że niemal zostawał w miseczce z fasolką. Nic dodać, nic ująć. Danie doskonałe, ale... Ale to było kiedyś. A teraz? Dawno fasolki w takiej postaci już nie jadłam i przy tej zimowej aurze zatęskniłam za nią do tego stopnia, że porzuciłam inne obiadowe plany i postanowiłam zrobić ją niemal od razu. Dlatego dziś zapraszam właśnie na ten mój wyjątkowy przysmak.

Fasolka po bretońsku




Potrzebujemy:
  • 0,5 kg białej fasoli typu „Jaś”
  • 0,3 kg wędzonego boczku
  • 0,3 kg dobrze doprawionej kiełbasy (proponuję jałowcową)
  • 1 puszka drobno krojonych pomidorów bez skóry
  • ok. 100 g koncentratu pomidorowego (opcjonalnie)
  • 1 duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • przyprawy: 4 ziarna ziela angielskiego, 2 listki laurowe, 1 łyżeczkę majeranku, 0,5 łyżeczki kminku, 0,5 łyżeczki mielonej ostrej papryki lub chilli, 4 łyżeczki mielonej słodkiej papryki, sól, pieprz, 2 płaskie łyżeczki cukru
  • 1 czubata łyżka mąki (opcjonalnie)
Dzień wcześniej fasolkę należy opłukać i namoczyć na noc. Następnego dnia gotujemy ją w tej samej wodzie, w której była moczona. Boczek i cebulkę, kroimy w kostkę, kiełbasę w dość grube półplasterki lub również w kostkę (wszystko ma być podobnej wielkości, co fasola). Poszczególne składniki podsmażamy na patelni. Ja robię to tak, że najpierw wrzucam na patelnię boczek, a kiedy wytopi się z niego tłuszczyk, smażę na nim kolejno najpierw kiełbaskę, a później cebulę. Dzięki temu wszystko jest równomiernie zrumienione. Tak przygotowany boczek, kiełbasę i cebulę dorzucamy do gotującej się fasoli. Wtedy też dodajemy przyprawy i pomidory z puszki oraz posiekany jak najdrobniej czosnek. W zależności od smaku posiadanych pomidorów można dodać jeszcze mały słoiczek koncentratu pomidorowego. Całość gotujemy tak długo, aż powstanie gęsty sos, a fasola będzie mięciutka. Jeśli nie uda nam się uzyskać satysfakcjonująco gęstego sosu, możemy zagęścić go łyżką mąki. Musimy pamiętać, że wtedy należy wszystko jeszcze raz zagotować. W razie potrzeby doprawiamy solą i pieprzem. Smacznego.

Fasolkę po bretońsku podajemy oczywiście z pieczywem.


Po prostu pycha :)

wtorek, 22 stycznia 2013

Kotlety ziemniaczane + buraczki

Zdarza Wam się czasami, że po obiedzie zostają już ugotowane, niezjedzone ziemniaki? Pewnie tak. Ja bardzo nie lubię takich ziemniaków dojadać następnego dnia, więc robię z nich różne rzeczy. Kopytka czy kluski śląskie znają chyba wszyscy, ale to nie jedyne sposoby na przetworzenie ugotowanych ziemniaków. Doskonałym pomysłem na ich zużycie są kotlety ziemniaczane. Jest to tani i prosty obiad. Nadaje się do odgrzewania, mrożenia, zabrania ze sobą np. do pracy, a także nie wymaga wiele wysiłku. No po prostu ideał ;)


Kotlety ziemniaczane




Do ich zrobienia potrzebujemy:
  • ok. 1 kg ugotowanych ziemniaków
  • 1 niezbyt dużą cebulkę
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 jajko
  • przyprawy: sól, pieprz, majeranek (lub świeżą natkę pietruszki)
  • mąkę pszenną
  • bułkę tartą
  • olej do smażenia
Cebulkę kroimy w drobniutką kostkę i podsmażamy na złoto na oleju. Czosnek siekamy lub przeciskamy przez praskę. Natkę również drobno siekamy. Ziemniaki przepuszczamy przez maszynkę do mielenia. W przypadku gdy nie posiadamy takiego sprzętu, wystarczy jeśli utłuczemy je zwykłym tłuczkiem, jak na pure. Do tak przygotowanych ziemniaków dodajemy cebulkę, czosnek natkę pietruszki lub majeranek oraz przyprawy. Wbijamy także jajko i całość mieszamy. Masa będzie dość luźna i należy zagęścić ją mąką (ewentualnie bułką tartą), by dało lepić się kotleciki. Nie jestem w stanie podać dokładnej ilości mąki, ponieważ w dużej mierze zależy to od posiadanych ziemniaków. Ważne jednak, aby mąki nie dodać zbyt dużo. Kotlety będą wtedy twardsze i nie tak smaczne. Możemy ułatwić sobie nieco zadanie ich formowania, zwilżając dłonie w wodzie. Każdy kotlet od razu obtaczamy w bułce tartej i smażymy na małym ogniu do zrumienienia. Podajemy gorące np. w towarzystwie surówki, marchewki z groszkiem czy mizerii, jednak dziś proponuję do nich...



Buraczki z jabłkami


Potrzebujemy:
  • 600 g buraków
  • 2 duże, kwaśne jabłka
  • 1 małą cebulkę
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • sól, cukier
  • sok z cytryny
Buraki dokładnie myjemy, a następnie gotujemy w mundurkach. Czas gotowania buraków może się znacznie różnić. Ja staram się zawsze wybierać jak najmniejsze okazy, ponieważ duże mogą gotować się nawet ponad godzinę. Po ugotowaniu odcedzamy je i odstawiamy do ostygnięcia. W tym czasie cebulkę kroimy w drobną kostkę i podsmażamy na złoto na głębokiej patelni lub w garnku o nieprzywierającym dnie. Buraczki obieramy i ścieramy na tarce na grubych oczkach. Jabłka również obieramy i ścieramy tak samo. Do cebulki dodajemy mąkę i wszystko dokładnie mieszamy. Następnie dodajemy jabłka i całość podlewamy ok. 1/3 szklanki wody. Dusimy do momentu, kiedy jabłka zaczynają tracić kształt i powoli zmieniają kolor. Wtedy dodajemy buraczki. Doprawiamy solą i cukrem oraz sokiem z cytryny. Chwilę podsmażamy i gotowe. Ilość cukru i soku z cytryny zależy od tego, jakie mamy jabłka. Jeśli kwaśne, sok z cytryny może okazać się zbędny, jeśli słodkie, warto go dodać. Najlepiej i tak jest wszystko próbować, dodając na początku niewielkie ilości. Tak przygotowane buraczki można zjeść od razu lub włożyć do wyparzonych słoików i zapasteryzować. Z podanego przepisu wychodzi ich sporo. My jedliśmy je zarówno w domu, jak i w pracy. Jednak co domowy obiad, to domowy obiad. Nic tego nie przebije, żaden gotowiec, a nawet najlepsze ciastko z najlepszej cukierni ;)

Mój obiadek odgrzany w pracy :)

Smacznego!

PS.: Dzięki jednej z moich oddanych czytelniczek wzięłam udział w konkursie Onetu na Blog Roku 2012. Ja nawet o tym nie wiedziałam, więc tym bardziej jestem wdzięczna i dziękuję za tak duże zaangażowanie. Trzymajcie kciuki :)

czwartek, 10 stycznia 2013

Niebanalne kotlety mielone vol. 3 + słodko-kwaśna surówka

Kotlety mielone nie należą do dań wyszukanych, jednak są proste, smaczne i niespecjalnie skomplikowane. Żeby się szybko nie znudziły, robię je w kilku wersjach oraz z różnorodnymi dodatkami. Na kolejną zapraszam w dzisiejszym poście.


Kotlety mielone z marchewką




Będziemy potrzebować:
  • 0,5 kg mięsa mielonego (u mnie z kurczaka)
  • sporą bułkę namoczoną wcześniej w wodzie
  • 1 cebulę pokrojoną w małą kostkę i zrumienioną na patelni
  • 1 bardzo dużą lub 2 małe marchewki starte na tarce na grubych oczkach
  • 1 jajko
  • przyprawy: pieprz, sól, granulowany czosnek, majeranek
  • bułkę tartą
  • olej do smażenia
Mięso mielone, bułkę tartą, cebulkę, marchewkę i jajko mieszamy na dość gładką masę. Jeśli całość jest zbyt kleista, dodajemy bułkę tartą. Tyle, by z łatwością móc formować kotlety (ok. 3 łyżki). Wszystko przyprawiamy do smaku solą, pieprzem, granulowanym czosnkiem i majerankiem. Następnie formujemy niezbyt duże kotleciki, które obtaczamy w bułce tartej i smażymy na rozgrzanym tłuszczu z obu stron na złoto-brązowy kolor. Do takich kotletów proponuję słodko-kwaśną surówkę, na którą przepis znajdziecie poniżej.



Surówka z kapusty pekińskiej z kukurydzą, jabłkiem oraz kiszonymi ogórkami


Do jej zrobienia należy przygotować:
  • 1 niewielką kapustę pekińską
  • 1 puszkę kukurydzy
  • 2 małe jabłka
  • 4 niezbyt duże ogórki kiszone
  • 1 małe opakowanie (ok. 180-200 g) jogurtu naturalnego i tyle samo majonezu
  • sól, pieprz, cukier
Kapustę pekińską kroimy na pół, a następnie siekamy. Jabłka obieramy, usuwamy z nich gniazda nasienne i ścieramy na tarce na grubych oczkach. Ogórki kiszone również ścieramy na takich samych oczkach i delikatnie odciskamy. W sporej misce mieszamy poszatkowaną kapustę, starte jabłka i ogórki oraz kukurydzę. W oddzielnym pojemniku łączymy jogurt z majonezem i zalewamy nimi warzywa. Całość doprawiamy do smaku solą i pierzem, a jeśli jabłka nie były dość słodkie, także cukrem. Odstawiamy na ok. 10 min. i ponownie mieszamy. Podajemy z kotletami mielonymi, kotletami z kurczaka, bądź z rybą w cieście. Surówka jest dość delikatna i idealnie pasuje do różnych mięs oraz ryb. To jeden z moich ulubionych dodatków obiadowych.

Smacznego!

czwartek, 29 listopada 2012

Coś jakby leczo

Szczerze mówiąc sama nie wiem, jak nazwać to danie. Jest ono podobne do lecza, ale chyba nie do końca jest to takie leczo, do jakiego większość osób jest przyzwyczajona. Mimo tego ja nazywam tę potrawę leczo. Może dlatego, że innej nazwy jeszcze nie wymyśliłam, a może po prostu jest to moja wariacja na ten temat i tyle. W każdym razie robi się je szybko, jest smaczne, pikantne i fajnie rozgrzewa. Ostatnio mam tyle pracy i wracam do domu tak zmęczona, że jeszcze bardziej cenię sobie takie błyskawiczne przepisy. Dlatego dziś...


Leczo w trochę innej odsłonie




Potrzebujemy:
  • kawałek dobrej, mocno przyprawionej kiełbasy (u mnie jałowcowa)
  • 2 czerwone papryki
  • 0,5 puszki kukurydzy
  • 1 cebulę
  • 2 ząbki czosnku
  • 200 g koncentratu pomidorowego
  • przyprawy: sól pieprz, cukier, chilli, słodką mieloną paprykę, zioła prowansalskie
  • olej do smażenia
  • razową bagietkę
Kiełbasę kroimy w kostkę, papryki również. Czosnek i cebulę drobno siekamy. Na rozgrzanym oleju podsmażamy najpierw samą kiełbasę, a później dodajemy także cebulkę. Gdy się zarumienią dodajemy paprykę, czosnek, koncentrat i kukurydzę. Dolewamy ok. 0,5 szklanki wody, mieszamy i doprawiamy do smaku solą, pieprzem, chilli, słodką papryką i ziołami prowansalskimi. Dodajemy płaską łyżeczkę cukru. Całość dokładnie mieszamy i dusimy do momentu, gdy papryka zmięknie. Podajemy gorące z razową lub zwykłą bagietką.

Miałam dziś nie lada problem, kiedy okazało się, że w moim ulubionym warzywniaku nie ma już cukinii i musiałam szybciutko wymyślić, co mogę zrobić na obiad ze składników, które już mam (ponieważ nie chciało mi się biegać po sklepach, żeby kupić rzeczy do czegoś zupełnie innego), powstało właśnie to danie.  Nie lubię w ostatniej chwili zmieniać planów, ale wyszło nieźle. Jest to potrawa bardzo prosta, dość szybka, a do tego jednogarnkowa. Mimo że będę tęsknić za letnimi warzywami, to uwielbiam jedzenie tego typu, a także rozgrzewające, gęste zupy i gulasze. Pewnie będzie tu ich coraz więcej. Na całe szczęście niektóre warzywa można dostać przez cały rok. Nie wiem, jak inaczej bym przeżyła ;)



Smacznego!

wtorek, 20 listopada 2012

Niebanalne kotlety mielone vol. 2 + marchewka z porem

Może te kotlety nie są tak niekonwencjonalne, jak poprzednie, które prezentowałam na blogu, ale jednak nie są zupełnie zwyczajne. Natomiast sposób przygotowania warzyw jest mój autorski i chyba jest to jeden z moich ulubionych warzywnych dodatków do mięs i ryb pod wieloma postaciami. Dlatego postanowiłam, że muszę dodać ten przepis na bloga. Dziś proponuję...



Kotlety mielone z pieczarkami


Potrzebujemy:
  • 0,5 kg mięsa mielonego (u mnie z kurczaka)
  • sporą bułkę namoczoną wcześniej w wodzie
  • 1 cebulę pokrojoną w małą kostkę
  • 0,5 kg pieczarek
  • 1 jajko
  • przyprawy: pieprz, sól, granulowany czosnek, majeranek, bazylię, oregano (lub dowolne, ulubione zioła)
  • bułkę tartą
  • olej do smażenia
Pieczarki i paprykę kroimy w małą kosteczkę. Na rozgrzanym oleju najpierw podsmażamy cebulę, a gdy się trochę przyrumieni, dodajemy pieczarki i dusimy, aż zmiękną, a ewentualny sok, który puściły, odparuje. Wtedy zdejmujemy całość z gazu i doprawiamy solą, pieprzem, czosnkiem oraz ziołami. W misce mieszamy dokładnie pieczarki i cebulkę z mięsem, bułką oraz jajkiem. Jeśli masa jest nieco zbyt kleista i ciężko będzie się lepiło kotleciki, dodajemy trochę bułki tartej (ok. 3 łyżek powinno wystarczyć). Formujemy nie za duże kotleciki, które obtaczamy w bułce tartej i smażymy na rumiano.

Takie mielone lubię zjeść nawet same, albo z bułką, w towarzystwie sałaty, ogórków konserwowych i sosu czosnkowego. Taki hamburger jest doskonałą przekąską, gdy mamy mało czasu. Kiedy jednak mam chwilę, przygotowuję...


Marchewkę z porem w sosie beszamelowym


Będziemy potrzebować:
  • 4 niewielkie marchewki
  • 1 średniego pora
  • ok. 1,5-2 łyżki masła
  • mąkę
  • płynną śmietankę 18%
  • sól, cukier, gałkę muszkatołową
Marchewki i pora kroimy w równej grubości krążki. To szczególnie ważne by marchewka była mniej więcej równo pokrojona, inaczej część będzie twardsza, część bardziej miękka. W rondelku topimy masło i wrzucamy do niego marchewkę. Masło powinno pokryć dokładnie wszystkie krążki. Słodzimy i solimy, a następnie czekamy aż marchewka zacznie trochę mięknąć. Ważne, by była wciąż chrupiąca. Taka, żeby wciąż trudno było wbić widelec, ale z wierzchu już nie zupełnie surowa. (Ciężko jest mi to wytłumaczyć. Trzeba wyczuć ten odpowiedni moment, by na koniec marchewka była jeszcze lekko twardawa.) Wtedy dodajemy pora. Całość mieszamy i chwilę dusimy. Teraz dodajemy mąkę. Tyle, by związała się z masłem i stworzyła naprawdę gęstą zasmażkę. Następnie stopniowo, po 2 łyżki i cały czas mieszając, dolewamy śmietankę. W efekcie powinniśmy otrzymać gęsty, przylegający do warzyw sos. Wszystko doprawiamy solą i gałką muszkatołową. Ewentualnie jeszcze trochę dosładzamy. Podajemy posypane świeżymi ziołami lub szczypiorkiem.

Taki obiad być może nie jest bardzo szybki i trzeba trochę popracować, ale mnie efekt w pełni usatysfakcjonował. Warzywa są słodkawe i fajnie razem się komponują. Jakiś czas temu zupełnie przez przypadek połączyłam te składniki i muszę przyznać, że efekt przekroczył moje oczekiwania. P. również  smakowało, a tego trochę się obawiałam. Dlatego z czystym sumieniem, polecam.

Smacznego :)

czwartek, 25 października 2012

Niebanalne kotlety mielone + ryż z warzywami

Wiecie co sprawia mi najwięcej frajdy w kuchni? To, kiedy dobrze znana i tradycyjną potrawę, która być może już się trochę znudziła, zmieniam po swojemu, dzięki czemu zyskuje ona nowe życie. Tak było z kotletami mielonymi, które uważałam za mało atrakcyjne danie i nie stwarzające zbyt wielu możliwości. Bardzo się pomyliłam. Dziś zaprezentuję Wam tylko jedną z wersji tej potrawy i zachęcam do kombinowania w taki sposób czy to z kotletami, czy z innymi daniami.


Kotlety mielone pomidorowo-paprykowe


Będziemy potrzebować:
  • 0,5 kg mięsa mielonego (u mnie z kurczaka)
  • sporą bułkę namoczoną wcześniej w wodzie
  • 100 g koncentratu pomidorowego
  • 1 cebulę pokrojoną w małą kostkę
  • 1 paprykę pokrojoną tak jak cebulkę
  • 1 jajko
  • przyprawy: pieprz, sól, słodką mielona paprykę, granulowany czosnek, majeranek, bazylię, oregano (lub dowolne, ulubione zioła)
  • bułkę tartą
  • olej do smażenia
Cebulkę podsmażamy aż zmięknie i trochę się przyrumieni, to samo robimy z papryką. W sporej misce mieszamy dokładnie wszystkie składniki. Jeśli masa jest zbyt luźna i klejąca, dodajemy trochę bułki tartej. Formujemy kotleciki, obtaczamy je w bułce tartej i smażymy na złoto-brązowo.

Kotlecików wyszło mi sporo. Część można zamrozić lub zjeść
następnego dnia. Są wtedy równie dobre.


Takie kotlety można podać tradycyjnie: z ziemniaczkami i surówką/mizerią/sałatką lub z moim pomysłem na ryż. Na bazie ryżu można wyczarować masę przeróżnych potraw. Może stanowić samodzielne danie lub być dodatkiem. Tym razem pokażę go w tej drugiej wersji. Przyznam szczerze, że bardzo go lubię z takimi kotlecikami jak dziś, z kotletami rybnymi, a także sam. Dlatego gorąco go Wam polecam.


Ryż z warzywami

 

Do jego przygotowania potrzebujemy:
  • 1,5 filiżanki ryżu
  • 1 puszkę kukurydzy
  • 1 dużą paprykę pokrojoną w kostkę
  • przyprawy: sól, 3 łyżeczki curry i 2 słodkiej mielonej papryki
  • olej do smażenia
Ryż wsypujemy do wrzącej wody i dodajemy wszystkie przyprawy. Gotujemy do miękkości. W tym czasie przesmażamy paprykę, ale tak by została nieco chrupiąca. Ryż odcedzamy i mieszamy z warzywami. Prawda jakie proste? A jakie dobre. Pasuje do wielu rzeczy, a kiedy dodamy do niego sos, np. beszamelowy lub na bazie sera pleśniowego typu "Lazur" (albo podobnego, z zieloną/niebieską pleśnią) może stanowić samodzielne danie.

Nasz pyszny obiadek :)

Dzisiejsze pomysły są smaczne, tanie i szybkie, więc takie, jak lubię najbardziej. Z podanych w przepisie składników przygotujemy obiad dla czterech osób lub dla dwóch na dwa dni. Czasami trzeba ugotować obiad od razu na dwa dni z rzędu, a nie wszystkie potrawy smakują równie dobrze następnego dnia. To jest na taką okazję doskonałe. Smacznego :)

piątek, 12 października 2012

Rozgrzewający gulasz

W jesienny zimny wieczór, zupełnie taki jak dziś, dobrze zjeść coś ciepłego i rozgrzewającego. Świetnie sprawdzi się w tej roli mój gulasz. Jest sycący i bardzo aromatyczny. Zapraszam więc na...


Gulasz na sposób węgierski


W tle sałatka, na którą przepis już jutro


Do jego zrobienia potrzebujemy:
  • 2 piersi z kurczaka
  • 1 duża papryka
  • 2 pomidory
  • 1 spora cebula
  • 1 puszka kukurydzy
  • 100 g koncentratu pomidorowego
  • przyprawy: sól, pieprz (sporo - ma być pikantne), mielona słodka papryka, czosnek granulowany, nasiona kolendry (utłuczone w moździerzu), majeranek, 2 liście laurowe
  • mąka do zagęszczenia sosu
  • olej do smażenia
  • 3 woreczki kaszy gryczanej

Cebulkę kroimy w kostkę i podsmażamy. Dodajemy do niej pokrojonego w sporą kostkę kurczaka i również podsmażamy, ale tylko chwilę, do momentu, gdy zrobi się z wierzchu biały. Wtedy dodajemy pokrojoną w kostkę paprykę. Pomidory nacinamy, parzymy wrzątkiem i kroimy także kroimy w kostkę. Wiele osób usuwa ich pestki, ale ja tego nie robię. Uważam, że jest to marnotrawstwo. Poza tym w gulaszu pestki zupełnie nie przeszkadzają. Tak przygotowane pomidory oraz koncentrat pomidorowy dodajemy do kurczaka z cebulą i papryką. Dolewamy wody. Nie za dużo. Tylko tyle, żeby wszystko przykryła. Dodajemy kukurydzę oraz przyprawy i dusimy, aż papryka zmięknie. W między czasie gotujemy kaszę gryczaną. Z sosu wyjmujemy listki laurowe i polewamy nim kaszę, chociaż równie dobrze można zjeść go z grubym makaronem, kopytkami czy po prostu z chlebkiem. Mnie smakuje zawsze, nawet bez żadnego dodatku. Miseczka gulaszu, ciepły koc i zimno mi nie straszne, a jestem okropnym zmarzluchem.

P. - Kiedy obiad?
Ja - No już, już... Tylko zdjęcie zrobię ;)


Dzisiejszy przepis to mój sprawdzony sposób na gulasz. Kurczak jest mięciuteńki, a sos niezwykle aromatyczny. Poza tym zawsze wszystkim smakuje. Jeśli jednak macie inne wypróbowane przepisy na to danie, chętnie je przetestuję, a tymczasem życzę wszystkim miłego weekendu :)

niedziela, 7 października 2012

Krokiety z mięsem mielonym i pieczarkami

Kto z nas nie lubi naleśników? Ja przynajmniej nie znam takiej osoby. Sama też bardzo je lubię i to pod wieloma postaciami. W weekendy mam nieco więcej czasu na pichcenie, więc wczoraj na obiad jedliśmy domowe...


Krokiety


Na ciasto naleśnikowe potrzebujemy:
  • 0,5 litra mleka
  • 1 szklankę wody
  • 1 jajko
  • mąkę (trudno mi podać jej dokładną ilość, ale w przepisie znajdziecie nieco bardziej precyzyjne instrukcje)
  • szczyptę soli
  • 0,5 łyżeczki cukru
  • ok. 2 łyżek oleju

Mleko, wodę, olej i jajko wraz z cukrem i solą dokładnie łączymy. Ja robię to blenderem, w którym najpierw umieszczam wymienione składniki, a później, ciągle mieszając, stopniowo dodaję mąkę. Ciasto musi być dość rzadkie, żeby dało się je rozlać na patelni i smażyć dość cienkie naleśniki. Nie może być jednak za rzadkie, ponieważ wtedy mogą się nam rozpadać podczas przewracania. Trzeba to wypróbować samemu. Naleśniki smażymy na patelni już bez dodatku tłuszczu. Myślę, że dodanie odrobiny oleju do ciasta jest lepszym pomysłem, niż lanie go na patelnię. Naleśniki do krokietów nie powinny być zbyt mocno przyrumienione na brzegach, ponieważ mogą się wtedy łamać przy zwijaniu.

Ostatni naleśnik już na patelni


Farsz do krokietów:
  • 500 g pieczarek
  • 500 g mielonego mięsa (u mnie było to mięso z kurczaka)
  • 1 średniej wielkości cebula
  • 1 jajko
  • ok. 3 łyżek bułki tartej (jej ilość zależy od tego, ile soku puszczą pieczarki)
  • przyprawy: sól, pieprz, mielona słodka papryka, zioła prowansalskie

Dodatkowo:
  • 1 jajko roztrzepane z ok. 1/4 szklanki mleka
  • bułka tarta
  • olej do smażenia

Cebulę i pieczarki kroimy w dość drobną kostkę. Następnie podsmażamy cebulkę na niewielkiej ilości oleju, a gdy się zeszkli dodajemy pieczarki. Kiedy pieczarki zaczną brązowieć i puszczać sok, dodajemy mięso mielone oraz przyprawy. Smażymy do chwili, kiedy mięso nie będzie surowe. Całość odstawiamy, by trochę przestygła. Wtedy dodajemy jajko oraz bułkę tartą. Farsz musi być gęsty i w miarę suchy, bez pływającej wody.

Gotowy farsz


Nadzienie układamy na środku każdego naleśnika, po ok. łyżce stołowej - czubatej, brzegi zawijamy do środka i rolujemy. Jajko z mlekiem umieszczamy na jednym talerzyku, a na drugim bułkę tartą. Zawinięte krokiety maczamy ze wszystkich stron w jajku, a następnie dokładnie obtaczamy w bułce tartej. Następnie znów maczamy w jajku i jeszcze raz obtaczamy w bułce tartej. Dzięki temu po usmażeniu uzyskamy chrupiącą skorupkę.



Tak przygotowane krokiety smażymy na najmniejszym ogniu z każdej strony na złotobrązowy kolor. Smaczne są zarówno same, jak i w towarzystwie surówki, np. z marchwi i jabłka startych na tarce. 

Partia krokietów gotowa do zamrożenia


Wczoraj krokietów wyszło tyle, że obydwoje bez problemu się najedliśmy, a część zamroziłam i zostały na czarną godzinę. Mimo to nie wykorzystałam całego przygotowanego nadzienia. Połowa została odłożona na dzisiejszy obiadek. Jutro podam przepis na danie, do którego użyłam resztę przygotowanego farszu, więc serdecznie zapraszam na mojego bloga. Miłego wieczoru :)