Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recykling w kuchni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recykling w kuchni. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 marca 2016

Wielkanocna terrina z jajkiem na twardo

Święta to czas, kiedy cała rodzina spotyka się przy stole i wszyscy chcą zjeść coś dobrego. Jednak zwykle oznacza to dla jednej osoby cały dzień lub nawet dni spędzone w kuchni. Można jednak niewielkim nakładem pracy podać naprawdę wspaniałe dania. Dzisiejszy przepis na terrinę i jutrzejszy na mazurek takie właśnie są! Przy tym obydwa są bardzo efektowne i na stole zapewniają efekt wow ;) Dodatkowo to wciąż wielkanocne jajka i mazurek, ale odświeżone i podane w bardziej nowoczesnej formie. Przecież nie zawsze musi być wciąż tak samo i nie zawsze zmiana musi oznaczać odejście od tradycji. Dziś zapraszam na propozycję raczej śniadaniową, bardzo smaczną i do wykorzystania nie tylko na Wielkanoc ;)

Terrina z jajkiem i warzywami oraz drobiową wędliną

porcja na keksówkę o wymiarach ok. 9x17 cm


Potrzebujemy:
  • kilka plastrów drobiowej wędliny
  • 400 g gładkiego twarożku rzodkiewkowego
  • 150 ml płynnej śmietanki 12 lub 18%
  • 2 łyżki (16 g) żelatyny
  • 100 g zielonego groszku (z puszki lub mrożony)
  • 100 g kukurydzy (z puszki lub mrożona)
  • 100 g świeżej papryki
  • pół pęczka natki pietruszki
  • 4 jajka ugotowane na twardo
  • przyprawy: sól, pieprz (by podkręcić smak, polecam dodanie sporej szczypty płatków chili)
  • sałata, ogórek, rzodkiewka do dekoracji (lub inne świeże warzywa)


Terrinę przygotowujemy dzień przed podaniem. Formę wykładamy folią spożywczą, a plastry wędliny układamy na dnie i bokach tak, by lekko na siebie zachodziły. Śmietankę podgrzewamy i gorącą zalewamy żelatynę. Odstawiamy na chwilę, a następnie mieszamy do całkowitego rozpuszczenia. Paprykę kroimy w drobną kostkę, natkę pietruszki siekamy, groszek i kukurydzę odcedzamy z zalewy. W sporej misce łączymy serek z warzywami i natką, doprawiamy solą i pieprzem. Dodajemy żelatynę rozpuszczoną w śmietance i dokładnie mieszamy (można mikserem). Do przygotowanej wcześniej formy nakładamy 1/3 masy serowej. Ugotowane, ostudzone, obrane jajka układamy wzdłuż przez środek keksówki (w linii) i wykładamy na nie resztę serka z warzywami. (Jeśli plastry wędliny wystają ponad twarożek, zawijamy je do środka.) Wystającymi brzegami folii owijamy terrinę i wstawiamy na noc do lodówki. Następnego dnia odwijamy folię, przykrywamy wierzch foremki półmiskiem i odwracamy do góry nogami. Następnie zdejmujemy folię i dekorujemy świeżymi warzywami. Terrinę podajemy z kromkami świeżego pieczywa, pokrojoną w grube plastry. Będzie wspaniała zarówno na wielkanocne, jak i zwyczajne, niedzielne śniadanie ;)

Trochę wiosny na talerzu, czyli świąteczna terrina z jajkiem na twardo!
Smakuje pysznie owinięta w wędlinę, ale polecam również wersję z wędzonym łososiem :)

Smacznego!

sobota, 26 października 2013

Recyklingowy makaron

Tydzień temu pokazywałam Wam niezbyt tradycyjną, ale za to pyszną lazanię i jak to zwykle ze mną bywa, wszystko robiłam na oko. U mnie w kuchni to standard ;) Z resztą takie gotowanie lubię najbardziej. Nawet jeśli przepis jest mojego autorstwa, nigdy nie gotuję z kartką w ręku. Wyjątek stanowią potrawy, przy których proporcje są naprawdę ważne. Np. piekąc ciasta czy ciasteczka nie sposób o nich zapomnieć, ale słodkości kocham tak bardzo, że jestem w stanie to przeboleć ;) Ale, ale, odeszłam od tematu. Co to ja chciałam... Aaa, no tak. Gotując na oko zawsze jest ryzyko, że czegoś wyjdzie za mało albo za dużo. Poza tym rzadko się zdarza, że uda mi się kupić akurat tyle danego składnika, ile potrzebuję do jednej potrawy. Dlatego często robię dania z odzysku. Nie lubię wrzucać jedzenia. Nienawidzę wręcz marnotrawstwa. Uważam, że to głupie i zupełnie niepotrzebne. Może my mamy pełną lodówkę, ale nie wszyscy mogą pozwolić sobie na ten luksus, dlatego jeśli już naprawdę muszę coś wyrzucić (a wyrzucam tylko popsute jedzenie), to zazwyczaj czuję się z tym źle i żałuję, że wcześniej tego nie zjadłam. Wszystko przecież można zużyć i wykorzystać do czegoś nowego. Wcale nie trzeba jeść kolejny raz tego samego. Wystarczy odrobina wyobraźni i szczypta kreatywności.

Makaron w sosie beszamelowym z boczkiem i szpinakiem

(dwie duże lub trzy mniejsze porcje)



Należy naszykować:
  • 200 g surowego, parzonego boczku
  • ok. 150 g świeżego szpinaku (mnie został z lazanii)
  • 1 szklankę tymiankowego beszamelu (z tego przepisu)
  • 1-2 ząbki czosnku
  • odrobina tartego sera o dość intensywnym smaku (cheddar będzie w sam raz, ale sprawdzi się także znany wszystkim radamer)
  • przyprawy: sól (niewiele lub nawet wcale ze względu na boczek i sos, które są już słone), świeżo mielony czarny pieprz
  • ok. 200 g grubego makaronu (u mnie kokardki)

Boczek kroimy w niewielką kostkę, a opłukany szpinak w paski. Czosnek siekamy drobno lub przeciskamy przez praskę. Makaron gotujemy al dente w sporej ilości dobrze osolonej wody (ok. 2 min. krócej, niż podają na opakowaniu). W czasie gdy makaron się gotuje, zrumieniamy boczek. Kiedy ten zamieni się już w chrupiące skwarki, dodajemy szpinak oraz czosnek, mieszamy i na chwilę przykrywamy. Po ok. 2 min. dodajemy sos beszamelowy. Doprawiamy i dusimy kolejne 2 min. Do sosu dodajemy odcedzony makaron, dokładnie mieszamy i podajemy posypany serem.

Smacznego!

Prawda, że proste? A do tego szybkie i naprawdę pyszne. Takie potrawy lubię najbardziej. Jednak tym razem miałam jeszcze większą satysfakcję, ponieważ danie powstało ze składników (oraz sosu), które już miałam już w lodówce i coś trzeba było z nimi zrobić. To dla mnie bardzo ważne, by wykorzystywać wszystko, co mamy i by niczego nie marnować. Zachęcam Was do tej kuchennej odmiany recyklingu :) Obiady można sobie planować na dwa dni do przodu, nie głowić się codziennie nad tym, co by tu ugotować i nie dźwigać codziennie zakupów. Same plusy. Podziękuje nam za to i nasz kręgosłup, i nasz portfel ;) Ten temat jest mi szczególnie bliski, ponieważ zazwyczaj gotuję tylko dla dwóch osób. Każdy, kto jest w tej samej sytuacji wie, że niektórych produktów po prostu nie da się kupić w niewielkich ilościach i później zalegają w lodówce. Dlaczego więc nie zaplanować posiłków tak, by później wszystko zostało wykorzystane i zjedzone? Przy okazji trochę zaoszczędzimy, bo przecież za wszystko, co wyrzucamy, musieliśmy wcześniej zapłacić. Warto się nad tym zastanowić. Miłej niedzieli Kochani :)

niedziela, 12 maja 2013

Jedne z ulubionych ;)

Pierogi. Z mięsem. Pyyyszne :) Ja pierogi uwielbiam i to chyba z każdym, najdziwniejszym nawet nadzieniem. Dziś jednak klasyka gatunku. Pierogi z mięsem oraz takie z kapustą i grzybami to zdecydowanie moje ulubione. Te pierwsze zrobiłam sama drugi raz. Już za pierwszym podejściem przekonałam się, że będę je robić zdecydowanie częściej. Tym razem była do tego świetna okazja. W planach miałam zupę ogórkową, a zupa gotowana nie na mięsie to dla mnie nie zupa. Później jednak nie zawsze jest ochota na to ugotowane mięso i często nie wiadomo, co by tu z niego zrobić. Ja specjalnie kupiłam tego mięska więcej, bo od początku wiedziałam, jak chcę je wykorzystać. To trochę taka ekonomia-gastronomia. Zupę gotujemy na mięsie, z którego później robimy pierogi. Nic się nie marnuje. Lubię takie rozwiązania. Lubię kiedy dzięki daniu z dnia poprzedniego, później mogę przyrządzić całkiem nową potrawę i to jeszcze jaką smaczną. Takie gotowanie daje mi ogromną satysfakcję. Jak już wcześniej pisałam, pierogi z mięsem to dla mnie nie nowość i tym razem postanowiłam trochę pokombinować, ale nie bójcie się, nie za bardzo. Ostatnio wspominałam, że mam ochotę na pierogi z mąki pełnoziarnistej i jak pomyślałam, tak zrobiłam. Wyszły naprawdę dobre. Wcale, a wcale im to nie zaszkodziło. Są za to trochę zdrowsze :) Zapraszam na przepis.

Pełnoziarniste pierogi z mięsem

o ile dobrze pamiętam wyszły mi 63 spore pierogi



Do farszu będziemy potrzebować:
  • 2 ugotowane udka z kurczaka
  • ok. 30 dag ugotowanej szynki wieprzowej (jeśli kupujemy szynkę z kością, to samego mięsa powinno być właśnie 30 dag)
  • 30-40 dag kiszonej kapusty
  • 1 niewielką marchew
  • 1 niewielka pietruszkę
  • 1/4 dużego selera
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 sporą cebulę
  • przyprawy: sól, pieprz, majeranek, tymianek
  • odrobina oleju do smażenia

Do ciasta:
  • 2 szklanki pełnoziarnistej mąki pszennej
  • 2 szklanki białej mąki pszennej
  • 4 łyżeczki oleju
  • 2 żółtka z dużych jajek
  • sól
  • wrzątek

Dodatkowo:
  • wędzony boczek pokrojony w drobną kostkę (opcjonalnie)

Warzywa (oprócz kapusty, czosnku i cebuli) obieramy, kroimy na kawałki i gotujemy do miękkości w osolonej wodzie (można z dodatkiem ziela angielskiego i liścia laurowego). Kapustę płuczemy, zalewamy wodą i gotujemy również aż będzie miękka. Następnie ją odcedzamy i drobniutko siekamy. Pozostałe ugotowane warzywa oraz obrane z kości mięso przepuszczamy przez maszynkę do mielenia lub również bardzo drobno siekamy, ale tak prawie na papkę. Cebulę i czosnek kroimy w małą kostkę. Najpierw na odrobinie oleju podsmażamy cebulkę. Gdy się zrumieni, dodajemy trochę wody oraz czosnek i dusimy aż zmięknie. Kapustę, posiekane warzywa z mięsem oraz cebulę z czosnkiem łączymy i porządnie przyprawiamy solą, pieprzem, majerankiem i tymiankiem. Odstawiamy.

Ciasto przygotowujemy partiami. Nigdy całe na raz, bo lubi obsychać. Na stolnicy robimy kopczyk z obu mąk, robimy wgłębienie i wbijamy do niego żółtko, a także dodajemy sporą szczyptę soli. Nożem lekko mieszamy mąkę ze środka kopczyka z żółtkiem, by nie pozostało nic płynnego. Dalej pozostawiamy wgłębienie po środku. Teraz do niego stopniowo dolewamy wrzątek. Po każdym dodaniu wody zagarniamy do środka mąkę. Czynność powtarzamy, aż większość mąki zostanie zaabsorbowana przez wodę. Chwilę czekamy (Uwaga! Może być gorące!) i zagniatamy. Gotowe ciasto na pierogi jest gładkie, elastyczne i nie klei się do rąk. W razie gdyby jednak trochę się kleiło (czyli w razie gdybyśmy trochę przedobrzyli z wodą), zagniatając, podsypujemy sobie mąką. Teraz już tylko pozostało rozwałkowanie ciasta na cieniutki placek, jednak znów, nie całe ciasto na raz. Połowę najlepiej odłożyć na bok i przykryć ściereczką. Resztę rozwałkowujemy na ok. 1,5 mm. Z ciasta wycinamy (np. szklanką) krążki, nakładamy na nie po pełnej łyżeczce farszu (powinno go być tyle, by pierogi nie były puste, ale też nie zbyt dużo, by dało się je skleić) i dokładnie zlepiamy brzegi. W czasie gdy będziemy zajmować się drugą porcją ciasta, gotowe pierogi układamy np. na desce posypanej mąką i przykrywamy ściereczką, by nie obeschły.

Z podanych proporcji farszu powinno wyjść w sam raz na dwie tury przygotowywania ciasta. Przynajmniej u mnie tak wyszło, z czego bardzo się cieszyłam.

Tak przygotowane pierogi musimy jeszcze ugotować. W tym celu do sporego garnka nalewamy wodę, porządnie solimy (mniej więcej tak, jak na makaron) i doprowadzamy do wrzenia. (W czasie, kiedy czekamy na wodę, możemy usmażyć sobie skwarki z boczku.) Pierogi wrzucamy na wrzątek i gotujemy ok. 3-4 min. Podajemy z podsmażonym boczkiem lub cebulką.

Niestety zdjęć mam mało i to nie najlepszych,
ale pierożki były gotowe dopiero wieczorkiem.
Postaram się jednak cyknąć jeszcze kilka fotek,
jak będziemy wyjadać zamrożone zapasy ;)

Smacznego!

sobota, 20 kwietnia 2013

Z cyklu obiad w mniej niż pól godziny: makaron z oliwkami i tuńczykiem

Czasami nie ma ani chęci, ani czasu, by na gotowanie poświęcić więcej niż pól godziny, a najlepiej jeszcze mniej. Co wtedy zrobić? Mój piętnastominutowy makaron! :) Jest tak szybki i przy tym tak dobry, że aż trudno w to uwierzyć. To danie raczej minimalistyczne, ale przecież mniej często znaczy więcej. Myślę, że to właśnie w tym tkwi jego sekret. Prostota, szybkość wykonania i niewielka ilość składników, a przy tym smak, który wcale na to nie wskazuje. Uwielbiam takie dania. Dlatego dziś polecam...

Piętnastominutowy makaron z oliwkami i tuńczykiem

porcja dla 4 osób lub dla 2 na dwa dni ;)



Będziemy potrzebować:
  • 200 g grubego makaronu (kokardki, rurki, świderki, czy co tam akurat macie)
  • 500 g pomidorowej passaty (lub zmiksowanych na gładko pomidorów z puszki)
  • 100 g koncentratu pomidorowego
  • 2 szklanki mleka (może być też płynna śmietanka)
  • 2 puszki tuńczyka w kawałkach (najlepiej w sosie własnym) - łączna masa ryby to 260 g
  • ok. 50 g ciemnych oliwek
  • przyprawy: sól morska (np. z młynka), 1,5 łyżeczki cukru, suszony tymianek (lub inne, ulubione zioła)
  • zieleninka do dekoracji (u mnie kilka listków świeżej roszponki)

Passatę oraz mleko wlewamy do garnka, mieszamy do uzyskania jednolitego koloru i przyprawiamy solą, cukrem oraz tymiankiem. Podgrzewamy, a gdy się zagotuje, wsypujemy do niego surowy makaron (powinien być całkowicie przykryty). W taki oto sposób pyszny, kremowy sos robi się właściwie sam, a my możemy w tym czasie pokroić oliwki (w niezbyt cienkie plasterki), a tuńczyka odcedzić z zalewy. Makaron gotujemy w sosie do miękkości (zazwyczaj zajmuje to trochę więcej czasu, niż producent podaje na opakowaniu, dlatego należy go sprawdzać). Gdy sos zacznie się wchłaniać i gęstnieć dobrze jest częściej mieszać, by nic nie przywarło do dna garnka. Do ugotowanego makaronu dodajemy oliwki oraz delikatnie rozdrobnionego tuńczyka. Całość mieszamy, podajemy udekorowane dowolnymi zielonymi listkami.


Nie, wpis nie jest sponsorowany.
W tle możecie po prostu zobaczyć mój niezbędnik z przyprawami ;)

Smacznego!

PS. Jeszcze zdążycie go dziś przygotować ;)

niedziela, 7 kwietnia 2013

Wypasione ciacha z odzysku

Zdarza się, głównie po świętach, że wszystkiego nie uda nam się dość szybko zjeść. Mnie został spory kawałek lekko wyschniętego ciasta czekoladowego. Można odświeżyć je w mikrofali i zjeść np. z dżemem lub mlekiem, ale można zrobić z nich coś lepszego. Bajaderki! Jako mała dziewczynka uwielbiałam te ciastka, dopóki babcia nie powiedziała mi, że w cukierniach robi się je z resztek. Później już trochę bałam się je jeść, jednak doskonale pamiętałam ich smak, który wspominałam z rozrzewnieniem. Dlatego, gdy tylko zorientowałam się, że  nasze powielkanocne ciasto nie nadaje się już do zjedzenia, postanowiłam je wykorzystać, zanim musiałabym je wyrzucić. Tak powstały pyszne, wilgotne bajaderki, które smakują tak samo, jak te kupne, a przynajmniej wiemy, co znajduje się w środku. Przepis jest bardzo prosty i szybki, a ciastka wychodzą po prostu bajeczne. Zapraszam na przepis.

Bajaderki

podana ilość składników wystarcza na 10 sporych ciastek



Do przygotowania bajaderek potrzebne będzie:
  • 100 g biszkoptów lub herbatników lub domowego biszkoptu
  • kawałek (u mnie było to pół keksówki) domowego ciasta czekoladowego lub innego, np. babka drożdżowa piaskowa, zebra, ciasto ucierane, murzynek, na dobrą sprawę cokolwiek byle bez kremu, owoców, galaretki czy innych dodatków, może być za to z bakaliami
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 100 ml płynnej śmietanki 30-36% (może być także słodka śmietanka 12/18% lub po prostu) mleko
  • 1/2 szklanki mleka
  • 100 g namoczonych wcześniej rodzynek (chyba że ciasto było już z bakaliami)
  • 1 aromat rumowy lub trochę rumu
  • 3/4 słoika dżemu (ja użyłam wiśniowego)
  • ewentualnie trochę cukru pudru (jeśli użyte ciasta były mało słodkie)

Do polewy:
  • 200 g dowolnej czekolady (u mnie 100 g gorzkiej i 100 g mlecznej)
  • 50 ml słodkiej śmietanki 30-36%

Dodatkowo:
  • wiórki kokosowe, drobno siekane orzechy lub migdały do posypania/obtoczenia ciastek

Czekoladę łamiemy na kawałki i wraz ze śmietanką umieszczamy w garnuszku. Rozpuszczamy, cały czas mieszając. Wszystkie rodzaje ciasta, herbatniki czy biszkopty kruszymy drobno i umieszczamy w sporej misce. Dodajemy mleko, rozpuszczoną z czekoladę, rodzynki, aromat rumowy (lub odrobinę rumu), dżem i cukier puder (o ile w ogóle go dodajemy). Całość bardzo dokładnie mieszamy, rozcierając i ugniatając składniki. Odstawiamy do lodówki na 15-20 min. Po tym czasie z ciasta formujemy spore kulki, które układamy na blasze lub desce wyłożonej papierem do pieczenia. Następnie przygotowujemy polewę. Połamaną czekoladę rozpuszczamy razem ze śmietanką i lekko studzimy. (Powinna trochę zgęstnieć, ale nie za bardzo.) Bajaderki możemy całe zanurzyć w czekoladzie i z powrotem odłożyć na papier do pieczenia lub tylko polać je łyżką roztopionej czekolady. Podobnie postępujemy z orzechami/wiórkami kokosowymi. Albo całe ciastka w nich obtaczamy, albo tylko je nimi posypujemy. Ja miałam 100 g siekanych migdałów i szczerze mówiąc taka ilość nie wystarczyłaby na obtoczenie wszystkich bajaderek. Gotowe ciastka umieszczamy w lodówce i z niecierpliwością czekamy, aż polewa zastygnie. Później już tylko z radością konsumujemy :)


Bajaderki polecam podawać w papilotkach do muffinek.
Unikniemy pobrudzenia czekoladą,
a do tego jak ślicznie i wiosennie będą wyglądać!

Smacznego!

niedziela, 17 lutego 2013

Trójkolorowy makaron z klopsikami

W lodówce zostało mi trochę pieczarek i kilka łodyg selera naciowego i coś trzeba było z tego zrobić, bo lekko traciły już świeżość. Dziś proponuję więc danie z cyklu „porządki w lodówce”. Takie potrawy często wychodzą naprawdę super i później sama się sobie dziwię, że wcześniej nie robiłam czegoś podobnego. Tak było wczoraj. Zrobiłam szybki przegląd tego, co mam i tego, co muszę koniecznie zużyć i tak powstał świetny przepis na...

Makaron w sosie pomidorowo-warzywnym z klopsikami

porcja dla 4-5 osób


Do klopsików będziemy potrzebować:
  • 400 g mięsa mielonego (u mnie z kurczaka)
  • 1 jajko
  • 4 łyżki bułki tartej + trochę do obtoczenia
  • 1,5 ząbka drobno posiekanego czosnku
  • ok. 150 g koncentratu pomidorowego
  • przyprawy: sól, kolorowy pieprz, 1,5 łyżeczki suszonej bazylii
  • olej do smażenia
Do sosu:
  • 1 puszkę krojonych pomidorów z bazylią
  • ok. 150 g koncentratu pomidorowego
  • ok. 150 g pieczarek
  • 3 łodygi selera naciowego + natka
  • 1 ząbek czosnku
  • 2 garście namoczonych we wrzątku rodzynek
  • 1 szklankę surowego, grubego makaronu (ja użyłam trójkolorowego)
  • przyprawy: sól, pieprz, 3 płaskie łyżeczki cukru
  • 2 łyżki masła
Najpierw przygotowujemy klopsiki. Wszystkie składniki oraz przyprawy mieszamy na jednolitą masę i formujemy małe kuleczki, mniej więcej wielkości orzecha włoskiego. Takie na 1, góra 2 kęsy. Obtaczamy je w bułce tartej i smażymy na rozgrzanym oleju na złoto-brązowy kolor. Zdejmujemy z patelni i odkładamy na bok. Możemy jednego sprawdzić, czy jest dosmażony w środku, bo później, w sosie, tylko je podgrzejemy.



Pieczarki kroimy w półplasterki, seler naciowy w kostkę, czosnek drobno siekamy. W garnku z grubym dnem rozpuszczamy masło i wrzucamy na nie pieczarki. Podsmażamy chwilę (2-3 min.) i dodajemy pomidory z puszki oraz koncentrat. Dolewamy ok. 0,5 szkl. wody, całość mieszamy. Dodajemy czosnek, seler naciowy i rodzynki, dusimy ok. 5 min. Doprawiamy solą i pieprzem. Do sosu wrzucamy surowy makaron. Gotujemy al dente (półtwardo). Mój makaron według instrukcji na opakowaniu powinien się gotować 7-8 min., jednak dopiero po 10 min. był dobry. Trzeba to sprawdzać, bo każdy jest trochę inny. Po jakichś 5 min. od dodaniu makaronu, do garnka możemy dorzucić klopsiki (Ja nie wykorzystałam wszystkich, 1/3 z przygotowanej porcji zamroziłam, ponieważ uznałam, że jest ich jednak trochę za dużo.). Kiedy makaron jest już ugotowany, a klopsiki zagrzane, możemy nakładać. Makaron podajemy w głębokich talerzach, posypany posiekaną natką z selera naciowego.



Jeśli makaron gotujemy w sosie, nie trzeba go później sztucznie zagęszczać. Zazwyczaj sam nabiera odpowiedniej konsystencji, ponieważ makaron chłonie płyn. Jest to naprawdę fajny sposób gotowania makaronu, o którym przypomniała mi jedna z blogerek tym przepisem. Już wcześniej zdarzało mi się podobnie przyrządzać makaron z prostego powodu. Jestem małym leniuszkiem i często nie chce mi się osobno gotować makaronu czy ryżu, dlatego po prostu wrzucam je do sosu. Gotowanie w taki sposób to oszczędność wody, czasu i brudnych naczyń po obiedzie ;) Polecam!

Smacznego :)

czwartek, 7 lutego 2013

Zupa chlebowa

Jak wykorzystać czerstwe pieczywo? Odświeżanie w piekarniku czy mikrofali nie sprawdza się zbyt dobrze, a nie zawsze mam ochotę robić mielone, czy grzanki. Jest jednak jeszcze jeden sposób. Przypomniało mi się o nim, gdy znalazłam w szafce wyschniętą na kamień bułkę. Zupa chlebowa! Nie potrzeba do niej wiele, większość składników zawsze mamy w domu. Jest to obiad niezwykle tani, szybki i smaczny. W sam raz na tą naszą niepogodę. Dziś na obiad...

Zupa chlebowa z boczkiem i kwaśną śmietaną


Świeżo zmiksowana i jeszcze spieniona,
ale i tak ślicznie się prezentuje w białym talerzu :)


Do jej przygotowania potrzebujemy:
  • 3 razowe, żytnie bułki (lub odpowiednią ilość chleba)
  • 1 cebulę
  • 2 ząbki czosnku
  • ok. 1,5 l bulionu lub rosołu
  • ok. 200 g chudego boczku
  • 2 łyżki masła
  • przyprawy: kminek, majeranek, słodką mieloną paprykę, sól pieprz
  • małe opakowanie kwaśnej, gęstej śmietany
Jeśli bułki są czerstwe, namaczamy je w ciepłej wodzie i odstawiamy na chwilę. W tym czasie cebulkę i boczek kroimy niewielką w kostkę. Czosnek można posiekac drobno lub przecisnąć przez praskę. Boczek podsmażamy na złoto-brązowo, a na wytopionym tłuszczyku rumienimy również cebulkę. Bułki odciskamy porządnie i przekładamy do blendera. Zalewamy je 1,5 l bulionu, dodajemy przyprawy, czosnek i cebulkę. Całość miksujemy na gładką masę. Przelewamy do garnka i podgrzewamy na małym ogniu. Dodajemy masło, a w razie potrzeby dodatkowo doprawiamy. Podajemy z kleksem kwaśnej śmietany i podsmażonym boczkiem.

Proste. Pyszne. Szybkie. Wiem, wiem, powtarzam się ;)

Miłego wieczoru!